6/11/12

Skipped a beat


 (ph. Maks Scholl/ wearing my old prom dress made by my Grandma, Uniqlo blazer, my Mum's scarf, Promod shoes, Maliparmi bag)

Krakowskie kawiarnie żyją w swoim tempie i według swoich reguł. W każdej z nich przesiaduje określony typ stałego klienta, który swoim stylem życia i ubioru funkcjonuje z nią w ścisłej symbiozie i jest bardzo,ale to bardzo z tego dumny. Przebywanie w zatłoczonych miejscach, które rzekomo mają człowiekowi służyć do chwili wypoczynku, to wcale nie życie zasłane różami. W krakowskich kawiarniach już dawno przestano tylko pić i jeść! Tu się żyje, siedzi od bladego świtu czasem nawet do wieczora, prowadzi bujne (kogo bujne, tego bujne) życie towarzyskie. Nie jest jednak prosto i wesoło. Grupa samozwańczych stałych bywalców kilku kawiarni centrum to nieokreślone liczebnie, ale i osobowo grono ludzi, którzy strzegą swojego terytorium. Strój gra tu kluczową rolę. Pozwala ocenić innym, czy pojawiłam się w odpowiednim miejscu. Pełne subtelnej aprobaty spojrzenie (dziwnym trafem rzadko mi się zdarza je otrzymać), daje zapewnienie, że znalazłam się "wśród swoich".



Od pewnego czasu zaczęłam się gubić w skomplikowanych regułach gry krakowskiego Rynku i okolic. Bo trudno już stwierdzić, jaki strój gloryfikuje, a który zalicza tylko do "marnych śmiertelników". Którym strojem wywołam uśmiech, a który spowoduje tylko wyrozumiałe spojrzenie w moją stronę. Przebierać się, ubierać się czy anty-ubierać się? Z tego co zauważyłam, anty-ubieranie jest już od dłuższego czasu bardzo poważane. Ma być nonszalancko, od niechcenia, trochę poszarpanie, ale nie warto dać się zwieść pozorom, bo orędownicy tego stylu życia na pierwszy rzut oka rozpoznają, czy wystrzępione szorty to wynik wściekłości psa czy specjalny, celowy zabieg!
Jest więc dosyć trudno, bo w pewnym momencie biedny człowiek przestaje się orientować, które rzeczy są jeszcze nonszalanckie, a które już nie. Dlaczego loafersy pokryte ćwiekami i postrzępione szorty zaliczają się jeszcze do tej kategorii, a za duży tshirt z wyblakłym logiem fundacji charytatywnej dyskwalifikuje mnie na starcie?



A Kraków jest bezwzględny. O ile chłopcy mogą sobie jeszcze pozwolić na takie szaleństwa jak noszenie ubrań pasujących do ich płci - kardigany, białe koszule, muszki, to u dziewczyn sprawa jest nieco trudniejsza. Czasami (kiedy radośnie otwieram na oścież drzwi, mając na sobie tiule, falbany, kokardy i kwiatki) mam wrażenie, że kobiecość czy nawet dziewczęcość jest tutaj zdecydowanie nie na miejscu. A wyznawanie klasycznych kanonów piękna tym bardziej natychmiast trzeba sobie wybić z głowy. Z drugiej strony  styl na chłopaka też stanowczo odpada, bo jest zbyt dosłowny, a tu przecież o "szykowną niechlujność" chodzi.

I gdzie ja mam się w tym zagmatwanym labiryncie krakowskich kawiarni podziać? Pociąć szorty, namalować na nich amerykańską flagę, zrobić ombre hair, kupić buty New Balance'y, bluzkę z krzyżem i ćwiekami oraz geeki? Zdaje się, że zostaje mi ławka na Plantach.

(* sprostowanie - pisałam tutaj o środowisku licealnym :))
PS Na resztę komentarzy pod poprzednim postem odpowiem dziś wieczorem :)

269 komentarze:

«Oldest   ‹Older     Newer›   Newest»
«Oldest ‹Older     Newer› Newest»

If you can't see your comment or my answers click 'Load more' :) / Jeśli nie widzicie wszystkich komentarzy albo moich odpowiedzi, kliknijcie w 'Load more' :)

6/5/12

Waiting, anticipating


(ph. Teresa Fazan /  wearing dkny jeans blazer, second-hand top, h&m necklace, bershka trousers, promod shoes)

Everytime I come back from a journey the raugh reality hits me right in front of my face. So now I'm just getting used to my normal life again. Bye bye gelati, lazy days, wandering the streets. Hello school, waking up at 5.30 AM and one million of school things to do. The only thing that keeps me away from locking myself in my house and making a silent protest from my bed is the lovely vision of summer holidays. It's only one moth - we'll make it, right? ;)

Za każdym razem, kiedy wracam z podróży, wstrętna rzeczywistość uderza we mnie ze zdwojoną siłą. I wcale mnie nie oszczędza, tak więc teraz muszę się powoli przyzwyczajać do codziennej rutyny. Pożegnałam gelati, leniwe dni spędzone na spacerowaniu w te i we te. Powitałam natomiast szkołę, pobudkę o piątej trzydzieści i miliony testów i kartkówek. Jedyną rzeczą, która powstrzymuje mnie od zaszycia się w domu i protestowania spod kołdry jest wizja wakacji. To tylko miesiąc, wytrzymamy!


My obsession of the summer holidays is really big, I tell you. I even bought summer shoes and this is probably the biggest proof I can give you. Shopping for summer shoes when it's almost summer doesn't seem to be a great deed but when it comes to me it is. If you happily walk down the streets in the middle of July wearing biker shoes or ankle wedges you probably consider buying toeless and high-heel sandals as a accomplishment. I do. 
So I had the plan. In my case making a plan is always much easier than bringing it into reality and I have to tell you I hate shopping for shoes so the whole idea of spending all day in the mall sounded horrible. Somehow I found what I had been looking for in the third shop. Yay! I couldn't be more happier, I grabbed the shoes and realized they didn't have my size. This is my luck. But I was determined - the next day I ran to the other shop, I tried the shoes on, walked twice in the fitting room and bought them. The lady in the shop was very happy about it, so was I. I could finally leave the hell-made shopping center. In this idyllic moment I left the store.

Moja obsesja wakacyjna to nie przelewki - kupiłam nawet letnie buty i to powinno posłużyć za największy dowód, jaki tylko mogę wymyślić. Zakup letnich butów, kiedy lato za pasem, nie wydaje się jakimś wyczynem, ale w moim wypadku nim właśnie jest. Bo jeśli nawet w środku lipca pomyka się wesoło w bikersach albo zabudowanych koturnach, to para wyciętych sandałów na obcasie jest wielkim dokonaniem.
Plan więc miałam - kupić buty letnie. Realizacja zawsze wychodzi w moim wypadku nieco gorzej od samego planu, po sklepach z butami chodzić wprost nienawidzę, więc kolorowo się nie zapowiadało. Jednak jakimś cudem już w trzecim sklepie zauważyłam to, czego szukałam. Dusza moja się radowała, szybko chciałam zgarnąć buty, żeby mieć to wszystko za sobą, a tu - rozmiaru nie ma. Ale - zdeterminowana - wiem jak i z takimi przypadkami sobie poradzić. Następnego dnia pognałam do innej filii Promodu, włożyłam buty, przeszłam przymierzalnię wzdłuż i wszerz i ku wielkiemu zadowoleniu pani ekspedientki, skierowałam się do kasy. I pani była bardzo szczęśliwa, i ja, bo w końcu miałam problem z głowy. I w atmosferze idylli opuściłam sklep.



 So - I have my summer shoes, I'm ready for the holidays, the only thing that I need more is July. But I don't worry and I'm super patient. It's only a month. I and my shoes we'll be waiting.

Tak więc buty letnie są, na sezon wakacyjny jestem gotowa całkowicie, jedynie jeszcze lipca mi tu brakuje. Ale spokojnie, jeszcze tylko miesiąc ! ;)


214 komentarze:

«Oldest   ‹Older     Newer›   Newest»
«Oldest ‹Older     Newer› Newest»

If you can't see your comment or my answers click 'Load more' :) / Jeśli nie widzicie wszystkich komentarzy albo moich odpowiedzi, kliknijcie w 'Load more' :)

6/2/12

From Sicily with love



Ciao ragazzi! I'm back home again after a four-day trip to Trapani, Sicily. There is nothing I could love more than travelling, meeting new places, eating delicious food (I have to say I especially love this part) and leaving my normal life at home. Italy seems to be one of my favourite destinations when it comes to journeys, the atmosphere here is just amazing. And I can practice my Italian - I was really surprised that I was able to communicate here and didn't repeat "Scusi, non capisco" everytime somebody would open his mouth. Well, it's a little bit harder than in the north, but my Italian teacher warned me their accent is quite difficult to understand. But anyways, I made it. I already feel more Italian.

Ciao ragazzi! Właśnie wróciłam z mojej czterodniowej podróży do Trapani na Sycylii. Trudno chyba znaleźć coś, co kochałabym bardziej od podróży (nawet moda zajęłaby prawdopodobnie drugie miejsce), poznawania nowych miejsc, jedzenia pysznych specjałów danego regionu (tę część chyba lubię najbardziej), zostawiania codziennego życia w Krakowie. Włochy to jedno z tych miejsc do których chcę wracać i wracać, miejsce, gdzie czuję się po prostu dobrze i "u siebie". No i oczywiście zawsze też robię gimnastykę moich zdolności językowych, tworzę różne konstrukcje , których chyba żaden z Włochów jeszcze na oczy nie widział (ani też nie słyszał, dopóki ja nie zabłysnęłam swoją nadzwyczajną znajomością języka), zapominam jak powiedzieć "statek", kiedy piętnaście minut przed odpływem wciąż szukamy drogi do portu i tak i tak dalej. Ale i tak muszę stwierdzić, że (oprócz tych dwóch wpadek, zupełnie przypadkowych) poradziłam sobie  dobrze, przynajmniej nie powtarzałam w kółko "Scusi, non capisco" za każdym razem, gdy ktoś otwierał buzię. Było trochę ciężej niż na północy, ale przed innym dialektem południowców ostrzegała mnie moja nauczycielka. W każdym razie - wybierzecie się ze mną do Włoch, nie zginiecie.



Near Villa Cavalotti in Marsala. I seriously had some problems with showing so much skin as I got sunburn all over my legs and arms the day before and I looked.... interesting. Note for me : one layer of SPF is not enough. Never.

W pobliżu willi Cavalotti w Marsalii. Tego dnia miałam opory przed pokazywaniem się większej liczbie osób w takim stroju (kiedy odczuwałam chociaż minimalny spadek temperatury, wkładałam szybko czarny kardigan) z racji tego, że dzień wcześniej mądrze oparzyłam się cała na plaży i moje ręce i nogi wyglądały dość....interesująco w czerwonych plamach. Na przyszłość : jedna warstwa kremu z filtrem nie wystarcza. Nigdy.





Oh... food. Show me a better place to eat than Italy. I really admire Italian people, because if I lived here I would probably wander from one cafe to another, from one trattoria to a fruit shop, just sitting and eating - that would be my life for sure.

Ach, jedzenie. Jak obżerać się to tylko we Włoszech. Szczerze mówiąc, podziwiam Włochów, bo gdybym to ja tu mieszkała, moje życie prawdopodobnie opierałoby się tylko na chodzeniu z jednej kawiarni do drugiej, z trattorii do sklepu z owocami, zahaczając jeszcze o piekarnię. Siedziałabym i jadła. Targi (takie jak na zdjęciu powyżej) też niby w Polsce mamy, ba! ja nawet mam plac koło siebie, ale nie powiedziałabym, że można tam odczuć włoski klimat...






The moment I start to copy my photos from my camera to the computer I realize I probably the biggest fan of balconies and windows ever. And then I notice that I'm also a big fan of cars, lamps and plants. I don't want to bore your, really, that's why I chose only four pictures from this category. But I have more. Believe me.

W momencie, kiedy zaczynam zgrywać zdjęcia z aparatu na komputer, uświadamiam sobie, że jestem chyba największą fanką balkonów i okien na całym świecie. Potem, wraz z kolejnymi minutami spędzonymi na oglądaniu moich dokonań, stwierdzam, że w następnej kolejności jestem fanką samochodów, lamp i dziwnych roślinek. Nie chcę Was zanudzać, dlatego wybrałam tylko trzy zdjęcia. Ale mam ich więcej. Wierzcie mi na słowo.


This is the only pic I managed to take of my sister when she's not showing her tounge, trying to destroy my camera, almost crying etc.  Being a blonde she caught attention of nearly everyobody and I really stopped counting times when I heard "Che bella bambina!". When I get old and have no family, friends, cash and happiness and I come to Italy to find a rich mafioso to marry me, the first thing I'll take with me is a blonde wig. That's for sure.

To chyba jedyne zdjęcie Zuzi, na którym moja siostra nie pokazuje języka, nie próbuje zniszczyć mojego aparatu, nie dotyka palcami obiektywu i robi obrażonej miny. Jako blondynka robiła furorę wśród Włochów i w pewnym momencie przestałam liczyć, ile razy mogłam usłyszeć "Che bella bambina!". Ta przygoda nauczyła mnie jednak, że kiedy będę już stara, bez rodziny, przyjaciół, pieniędzy i szczęścia, i wybiorę się do Włoch w poszukiwaniu męża mafiosa, to pierwszą rzeczą, którą bezwzględnie spakuję do walizki będzie blond peruka. Mój plan będzie wtedy skazany na sukces.
 


The sea in Trapani. Seems like paradise. / Morze w Trapani, o krok do nieba.




New pair of shoes and my Brylove sunglasses - let's not forget I'm here to write about clothes and simiar things, guys!  / Nowa para butów i kocie okulary Brylove, czyli hola!hola! to w końcu blog o ciuchach i tym podobnych!




One of the best things about travelling is of course seeing every day life of strangers, observing new cultures etc. Do you remember when I came from the USA I was more or less shocked about how the people dressed, their carefree attitude towards dressing up. Here, in Sicilia things are so different. Maybe it's only my impression but it seems that here it's all about men. They take great care of themselves, always appear extremely elegant, well dressed. For me, it seems that women are in the background.
And yes, the elderly. If you want to retire, first save some money and then come to Sicily. Being here I just loved to watch those people sitting in the cafes, men dressed up so lovely playing cards and drinking espresso in the break, women wearing beautiful earings and neckleces. Either they spend all days on style.com and in front of their wardrobes or they just somehow developed this unerring taste, which the youngs still hasn't. You choose.

To, co kocham w podróżowaniu, to patrzenie na codzienne życie obcych ludzi, obserwowanie innej kultury, zwyczajów. Pamiętacie pewnie, kiedy po podróży do USA, dziwiłam się ogromnie jak to oni tam się noszą, ile w nich nonszalancji etc. Tu sprawy mają się całkiem inaczej. Może to tylko złudzenie albo ja tworzę jakieś nowe bajki, ale świat tu kręci się wokół mężczyzn. Dbają o siebie niemiłosiernie, zawsze wyglądają nienagannie, elegancko (albo i nienagannie nonszalancko, nie mam pojęcia, co takiego ma włoski mężczyzna, że nawet jeśli wygląda źle to i tak wygląda dobrze). Zdaje mi się, że kobiety odchodzą na drugi plan.
Ach tak, no i oczywiście starsi ludzie. Powiem tak : jeśli będziecie wybierać się na emeryturę, zaoszczędźcie pieniądze i przyjedźcie na Sycylię. Będąc tutaj, wprost uwielbiałam patrzyć na starszych ludzi siedzących w małych kafejkach, staruszków (zawsze świetnie ubranych) grających w karty i pijących espresso w przerwach, kobiety w pięknych kolczykach i naszyjnikach. Albo ci ludzie są ukrytymi fanami style.com i spędzają całe dnie przed szafą, albo jakimś sposobem wypracowali sobie ten bezbłędny styl, co niestety jeszcze nie udało się młodszemu pokoleniu. Decyzja należy do Was.


Gelati!How can a man choose only two flavours? / Gelati! I jak tu człowiek może wybrać tylko dwa smaki?


203 komentarze:

«Oldest   ‹Older     Newer›   Newest»
«Oldest ‹Older     Newer› Newest»

If you can't see your comment or my answers click 'Load more' :) / Jeśli nie widzicie wszystkich komentarzy albo moich odpowiedzi, kliknijcie w 'Load more' :)