12/30/12

THEY WERE WRONG

(ph. Maksymilian Scholl/ wearing second hand blouse, second hand cardigan, second hand skirt, second hand belt, Vagabond shoes, Modekungen bag, SIX bracelet and ring)

I knew the Maya people were wrong. We're still alive and if everything goes right, we'll start the new year 2013 in one and a half day. I have this love-hate relationship with the celebration of New Year. I'm always so freaking excited, preparing my outfit for the big party, doing my hair, making a list of resolutions, thinking how wonderful, amazing, breathtaking the next year's gonna be. And then, on the party, at 12 pm, I get a emotional breakdown. I feel bad and lonely and I hate my life and I don't want no next year, I'm just ready to die. I realize that I didn't stick to any resolutions I had made and generally speaking I messed my life. But then, the next morning, I always come to the conclusion that I'll make a list of resolutions anyways and this time I'm so gonna do this. And I never do, trust me. But it's still nice to try, right? Happy, happy New Year guys and see you in 2013! xx

Wiedziałam, że Majowie się mylili. Nadal żyjemy, a jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, za półtora dnia powitamy kolejny rok. Ze świętowaniem nowego roku łączy mnie dość dziwna relacja. Owszem, zawsze się niesamowicie ekscytuję, robię przygotowania przedsylwestrowe trwające milion lat świetlnych, piszę listę postanowień noworocznych i ciągle tylko myślę, jak wspaniały cudowny, niesamowity, zaskakujący będzie rok następny. Ale rok w rok, o dwunastej godzinie, kiedy jedynymi ludźmi otaczającymi mnie w tym momencie są albo zakochane pary, albo osoby, z którymi kontaktu już niestety nie da się nawiązać, przychodzi Noworoczny Kryzys Nerwowy. Czuję się słaba, samotna, nienawidzę życia (wszystkie te atrakcje zawsze w pierwszych minutach po dwunastej) i nie chcę żadnego nowego roku, bo gotowa jestem umrzeć. Uświadamiam sobie, że nic nie wyszło z moich postanowień zeszłorocznych i ogólnie rzecz biorąc, zmarnowałam swoje życie. Ale następnego ranka zawsze dochodzę do wniosku, że tak czy siak zrobię sobie listę postanowień, bo każdemu zdarzają się wypadki przy pracy i jak się postaram, na pewno dam radę. A nigdy nie daję. Miło i przyjemnie jest jednak wmawiać sobie samej bzdury, więc moją coroczną tradycję postanowień zamierzam kontynuować, a Wam życzę wszystkiego dobrego i do zobaczenia w 2013 roku :)

 



222 komentarze:

«Oldest   ‹Older     Newer›   Newest»
«Oldest ‹Older     Newer› Newest»

If you can't see your comment or my answers click 'Load more' :) / Jeśli nie widzicie wszystkich komentarzy albo moich odpowiedzi, kliknijcie w 'Load more' :)

12/28/12

Tête-à-tête: my Grandma


Running this blog for a couple of years (the fourth birthday of RAR is coming on February!) I've been getting a lot of questions from you, guys. Questions about my height, my love life (which doesn't even exist), my likes, my dislikes. Some of them are nice and easy to answer, some of them...well, are definitely not. One of the questions that would always leave me a little bit confused was the one about my icon, the person I look up to. In the fashion and blogging industry the world icon seems to be very often confused with "the person whose outifits I'd put on my tumblr (if I had one)". I guess icon should go a little bit deeper, it should also describe a person whose behaviour and the way she or he lives every single day impresses you. I came to the conclusion that calling any actress or singer my icon turns out to be the dumbest thing I can spill out my mouth since I'll never know them. I'll never know what they'd do if they ran into a cat on the street and the cat decided to go with them (because it was sad and lonely). Would they kick this poor kitty or would they take it home? I'll never know.

W ciągu tych kilku lat blogowania (w lutym czwarte urodziny :), zadawaliście i wciąż zadajecie mi przeróżne pytania. Pytania o mój wzrost, o życie miłosne (które nie istnieje), o moje ulubione filmy/muzykę/...., o moje znienawidzone płatki śniadaniowe, o długość moich kości policzkowych(?). Pytań jest dużo, czasem łatwych i przyjemnych, a czasami wymagających trochę zastanowienia. Jednym z tych należących do drugiej kategorii było zapytanie o moją "ikonę". Ikona w modowym żargonie, ikona w moim rozumieniu czy ikona w rozumieniu takim, jakim myślę, że jest w rozumieniu innych? Bo obecnie ikonami stają się osoby, które na zdjęciu miały ładne buty albo nosiły ciekawą torebkę. Kiedy już miałam odpowiadać i podążać tym tokiem rozumowania, okazywało się, że mam ponad milion "ikon", a z dnia na dzień robi się ich coraz więcej. A to trochę, przyznacie, niepoważne. Ikona to chyba nie tylko osoba z dobrą umiejętnością dobierania ubrań czy z ciekawą ścieżką zawodową. To osoba, którą widzi się na co dzień, widzi się jej wybory, widzi się, jakim człowiekiem jest naprawdę. Żadna aktorka, dziennikarka czy piosenkarka moją "ikoną" nigdy nie będzie, bo nigdy nie będę wiedzieć, co ona zrobi, kiedy podczas spaceru zaplącze się jej wokół nogi kot Mruczek (powiedzmy) i coś tam sobie ubzdura i będzie wałęsał się za nią aż do domu. Czy kopnie biednego Mruczka i zamknie mu drzwi przed nosem czy wręcz przeciwnie - da mu mleko i ugości należycie? Tego nigdy się nie dowiem. 



So after a few years it's high time you met the second most important person (and the person I probably mentioned here milion times) on my blog. Somebody whose work you know and recognize if you pay a visit on my site from time to time. She's not my icon since I hate the word "icon" and I'll never use it to desribe anybody. So she's not an icon but she's definitely the person I admire and I aprecciate everything she's done in her life. Meet my Granmda.
Since I can remeber my Grandma has always been the master of multitasking, doing everything for everybody in the family and still managing to find some time to paint pictures or sew a dress for me. Yeah, these dresses...I'm sure you know most of them since they're so beautiful I always try to show them to you guys as soon as it is possible. They're definitely the most precious things in my wardrobe, perfectly fitted and done in a way I dreamt of. Thank you, Grandma. 

Po kilku latach chcę Wam pokazać osobę, którą znacie zapewne ze słyszenia. Osobę, która, jestem pewna, wzięłaby Mruczka do domu - moją Babcię. Nie jest ikoną, bo słowa "ikona" strasznie nie lubię i nigdy nikogo tak nie nazwę, ale zdecydowanie kimś, kogo podziwiam za to, co zrobił, co robi i jakim jest człowiekiem.
Od kiedy pamiętam, Babcia była mistrzynią w robieniu kilkudziesięciu rzeczy na raz: zajmowaniem się mną, potem Zuzią, prababcią, psem (:), innymi członkami rodziny, gotowaniem, prowadzeniem domu, malowaniem obrazów, szyciem sukienek. Tak, sukienki. Znacie je doskonale. To najcenniejsze ubrania w mojej szafie - idealnie skrojone, uszyte dokładnie tak, jak mi się zamarzyło. Dziękuję, Babciu.





151 komentarze:

If you can't see your comment or my answers click 'Load more' :) / Jeśli nie widzicie wszystkich komentarzy albo moich odpowiedzi, kliknijcie w 'Load more' :)

12/23/12

HAVE A HOLLY JOLLY CHRISTMAS!







(ph. Mum / wearing second-hand sweater, second-hand blouse, Motel Rocks trousers)

Do you have such things in your life that you can't really get rid of because everytime you look at them, they just take you back to your early childhood? I do have a bunch of them. I've got a teddy bear for instance that has been with me every single day since I was six. He's been in New York, Rome, I took him to Greece. It's quite funny how a teddy bear can be your best friend but well...he is. I once also had a doll. But I don't mean Barbie, I'm talking about a real big (the average height of a 5-year-old kid) plastic doll. Her name was Katie and I would spend all the summer holidays with her when I was seven or eight. We would sit in my grandma's garden and I would sell her blades of grass and little flowers pretending they were diamond necklaces and earings. I trurly loved her, not because she was shiny and beautiful. Being honest, I'd say she was rather an ugly doll: made with cheap plastic, with bulging eyes, blonde hair that she would lose everytime I changed her position - but when I was seven she was like the miracle, the most wonderful doll in the whole world. So one day I came to my grandma after school, like I would always do. I quickly ran to get my Katie and take her to the garden. But I didn't find her. I checked everywhere and then found out that my dad had thrown her away. For a seven year old girl it was a real tragedy. I lost one the most important "people" in my life and I didn't  have a chance to say goodbye or even give her a hug. Katie was on a dump waste because she was "too old". It seemed that I was the only person that would appreciate her bulging eyes and broken plastic legs. I got a new doll. A baby-doll. It would smell nicely, say "I love you" and make weird sounds whenever somebody would push its belly. I can't remember what happened to it. I don't know whether I took care of it or if I simply liked it. I just remeber it never replaced my old ugly Katie. 

Macie takie rzeczy w swoim życiu, których nigdy nie moglibyście się pozbyć? Rzeczy, które w ułamku sekundy przenoszą Was do wczesnego dzieciństwa? Ja takich rzeczy mam kilka. Jest na przykład Rzymek - "pies-miś", który towarzyszy mi każdego dnia, od kiedy skończyłam sześć lat. Był ze mną w Nowym Jorku, Rzymie, zabierałam go do Grecji czy Egiptu. To dosyć dziwne i chyba psychiczne nazywać pluszowego misia swoim najlepszym przyjacielem, ale R. nim definitywnie jest. Miałam też kiedyś lalkę. Nie jakąś tam Barbie, tylko prawdziwą, wielką (przeciętny wzrost pięciolatka), plastikową lalę. Miała na imię Kasia i spędzałyśmy razem wakacyjne dni, kiedy miałam siedem czy osiem lat. Siedziałyśmy u babci w ogrodzie i bawiłyśmy się w sklep; pamiętam, że sprzedawałam jej źdźbła trawy i małe kwiatki, udając, że były to wyroby iście jubilerskie. Strasznie ją kochałam, ale nie dlatego, że była piękna, błyszcząca i wydawała dziwne dźwięki, bo taka nie była i tak nie robiła. Szczerze mówiąc, biorąc pod uwagę dzisiejsze standardy, była całkiem brzydką lalką - zrobioną z taniego plastiku, z wyłupiastymi oczami, z pseudo-blond włosami, które gubiła za każdym razem, kiedy usiłowałam gdzieś ją przenieść. Jednak kiedy miałam siedem lat, Kasia była dla mnie ósmym cudem świata, najpiękniejszą lalą. Pewnego dnia jak zwykle przyszłam po szkole do babci. Szybko pobiegłam po Kasię, żeby zanieść ją do ogrodu. Ale jej nie znalazłam. A szukałam wszędzie. Po pół godziny szlochu, dowiedziałam się, że wyrzucił ją tata. Dla siedmiolatki była to prawdziwa tragedia - straciłam wtedy jedną z najważniejszych osób w moim kilkuletnim życiu, a nie miałam szansy powiedzieć jej "do widzenia" ani nawet jej uścisnąć. Kasia wylądowała na śmietniku, bo tata myślał, że była za stara. Najwidoczniej tylko ja doceniałam jej łuszczące się i wypadające elementy. Na pocieszenie dostałam lalko-bobasa. Lalko-bobas pachniał, mówił "I love you", a kiedy nacisnęło się jego plastikowy brzuchol, wydawał odgłosy, który mogłyby świadczyć o tym, że coś go bardzo rozbawiło. Nie pamiętam, co się z nim stało. Nie pamiętam nawet, czy go lubiłam. Czy się z nim bawiłam, czy się nim opiekowałam. Pamiętam tylko, że nie zastąpił mi starej, śmierdzącej i rozpadającej się Kasi. 



So yes, I do have things, that I'm not able to get rid of since they allow me to come back to these moments when all it mattered was my grandma's garden, the Sun and the sold daisies. The sweater from today's post works the same. It's not very pretty or glamorous but whenever I wear it, I feel as if I was six or seven again. And trust me, it's the most wonderful feeling in the whole world. Especially during the Christmas time. 
I want to wish you guys happy and lovely Christmas! Have a huge belly from all this tasty food, surround yourself with people that you can always rely on and I wish you a big smile on your face since smile is probably the most powerful and at the same time the only wonderful weapon people have. I really hope that one day we all will be wishing other people well every single day, not only during Christmas time. Have a holly jolly Christmas!!!

A więc tak, są takie rzeczy, których nie wyrzucam, bo pozwalają mi wrócić do chwil, kiedy liczył się tylko ogród babci, słońce i ilość sprzedanych stokrotek. I tak też jest chyba z dzisiejszym swetrem. Nie jest jakiś piękny i cudowny, ale za każdym razem, kiedy mam go na sobie, czuję się, jakbym miała znowu sześć czy siedem lat. I to jest chyba najpiękniejsze i najmilsze uczucie. A już w czasie świąt niemalże idealne.
Chcę Wam życzyć, Kochani, wspaniałych i przede wszystkim radosnych świąt Bożego Narodzenia! Wielkiego brzucha od obżarstwa, ludzi, na których zawsze będziecie mogli liczyć, uśmiechu na ustach, bo uśmiech to chyba najpotężniejsza i jedyna wspaniała broń, która istnieje. Mam nadzieję, że życzyć dobrze innym ludziom będziecie nie tylko podczas dzielenia się opłatkiem, ale przez cały rok, przez całe życie. Dziękuję za tyle miłych słów, którymi mnie obdarowujecie i jeszcze raz, wesołych świąt!!!

141 komentarze:

If you can't see your comment or my answers click 'Load more' :) / Jeśli nie widzicie wszystkich komentarzy albo moich odpowiedzi, kliknijcie w 'Load more' :)

12/18/12

WERONIKA VS THE MALL










(ph. Basia Zielińska / wearing second-hand sweater, second-hand shorts, second-hand coat, Zara bag, h&m necklace, boots via eButy.pl)

One week ago I decided to send myself on a suicidal mission. I went to the mall. In the middle of December. I was sooo ready to shop since I do it three or four times a year so as you can imagine, all my hidden instincts of a shopaholic just acumulated in me and I couldn't wait to enter the mall, do shopping surrounded with Christmas time music and "spend all my money" like all those gangsters do in the gangsta song. That's funny.

Mniej więcej tydzień temu wysłałam się na samobójczą misję. Poszłam do centrum handlowego. W sobotę. W środku grudnia. Wycieczki w ową stronę nie zdarzają się mi zbyt często, może kilka razy do roku, tak więc cała ta presja i podświadome instynkty zakupoholiczki kumulują się gdzieś tam w środku i raz na jakiś czas muszą po prostu się uwolnić. Nie mogłam się już doczekać, kiedy wkroczę do centrum handlowego, zrobię zakupy podnosząc w zwolnionym tempie każdą rzecz i przekonując się, że jest dla mnie stworzona, podczas gdy z głośników będzie dudnił jakiś George Micheal czy ktoś mu podobny, a przy okazji wydam wszystkie oszczędności w ramach świątecznej ekstazy. Wolne żarty.




After visting a few shops and not liking a single thing (or liking something but coming to the conclusion that my savings are not able to cover even 1/4 of its price), I decided to stick only to the shops that sell totally useless but totally beautiful things like candles, cups, boxes, lamps etc etc. I thought it was a good idea also because they always seem to be the less crowded. Guess what? Not this time. I almost died there. I mean it. People were everywhere, laughing, having fights, walking too fast, walking too slowly, making their ways through the narrowest alleys ever hitting me right in my hip. All my Christmas time spirit - gone. After a longer consideration I came to the conclusion that it would be nice to buy at least a candle. Well, even such an easy thing as buying a candle turns out to be the most difficult task when it's December. I waited for the right moment, ran into the shop, did my thing and evacuated leaving "Last Christmas" behind me. December shopping? No, thanks.


Po odwiedzeniu kilku sklepów i stwierdzeniu, że ani jedna rzecz mi się nie podoba (albo stwierdzeniu, że bardzo coś mi się podoba, ale moje oszczędności nie będą w stanie pokryć nawet 1/4 ceny owej rzeczy), zdecydowałam, że skupię się tylko na sklepach, które oferują świeczki, lampki, pudełka, kubki, czyli rzeczy z reguły bezużyteczne, ale za to jakże piękne. Poza tym, w nich zawsze jest mniej ludzi. I zgadnijcie co. Nie tym razem. Prawie tam umarłam. Nie żartuję. Ludzie byli wszędzie, śmiali się, krzyczeli na siebie, urządzali sobie spacery po sklepie w tempie żółwim, biegali jak opętani, przepychali się przez alejki jednocześnie nie szczędząc mi uderzeń w biodro. Świąteczny klimat ciepła i dobroci w moim umyśle - wyparował. Uznałam, że utopię moje smutki w kupnie chociażby świeczki. Tu także się przeliczyłam, bo nawet taka błaha rzecz, jak kupno świeczki staje się zadaniem arcytrudnym w warunkach grudniowych. Poczekałam więc na odpowiedni moment względnego spokoju w sklepie, nie patyczkując się zrobiłam swoje i zostawiając za sobą melodię "Last Christmas" ewakuowałam się szybko. Centrum handlowemu w grudniu serdecznie podziękuję.

144 komentarze:

If you can't see your comment or my answers click 'Load more' :) / Jeśli nie widzicie wszystkich komentarzy albo moich odpowiedzi, kliknijcie w 'Load more' :)

12/14/12

RAR x Nokia x LeiVanKash


(my final moodboard for Nokia x LeiVanKash project #NokiaLVK / all pics taken by me)

The last three weeks I spent working on a project with Nokia and London-based jewellery designer Leila Kashanipour (LeiVanKash if you wish)(I checked out her bio - no, I didn't stalk her at all- she was in Central Saint Martins, hats off!). What was my task? After seeing a happy courier and receiving Nokia Lumia 900 (by the way Lumia transformed me into a "Twitter monster", you know, the most annoying creature that keeps on checking Twitter every single minute. Or second.) I had to pick one of Leila's jewellery collections  create a moodboard that would be based on it but still inspire a new collection. My choice was pretty simple since swords and skulls are just not my thing. When I saw the word "Flora' I just knew that would be my motive. So yeah, here we go.  Lots of gold, a lot of sparkling and a more "princessy" outlook on flowers :)

Ostatnie trzy tygodnie spędziłam, pracując (trudno w sumie nazwać "pracą" chodzenie i bawienie się aparatem) nad projektem dla Nokii i londyńskiej projektantki biżuterii Leili Kashanipour (czyli LeiVanKash)(sprawdziłam jej notkę biograficzną - nie, wcale nie zamieniłam się w małego "stalkera" - i okazało się, że L. skończyła Central Saint Martins, więc z mojej strony, czapka, a obecnie raczej opaska z głowy!). Cóż było moim skomplikowanym zadaniem? Po nadejściu radosnego kuriera i wręczeniu mi Nokii Lumii 900, musiałam wybrać jedną z kolekcji i zrobić "tablicę inspiracji". Kolekcja miała być inspiracją do stworzenia tablicy, a jednocześnie miała stać się inspiracją dla Leilii. Wybór był prosty, bo czaszki i miecze to raczej nie moja bajka. "Flora" natomiast zabrzmiała bardzo dobrze. Dużo tu złota, dużo świecenia, "księżniczkowatości", ale tak mnie opętał ten świąteczny nastrój, że nie mogłam się powstrzymać :)

1 komentarze:

If you can't see your comment or my answers click 'Load more' :) / Jeśli nie widzicie wszystkich komentarzy albo moich odpowiedzi, kliknijcie w 'Load more' :)

12/10/12

DREAMING OF...






(wearing American Apparel body, second-hand skirt)

Do you know what I've always dreamt of? (Yes, besides my own fancy apartment in New York and never-ending supply of jars filled with Nutella?) Well I've always dreamt of having a soundtrack based on my life. I mean different songs that I would hear wherever I'm going and they would be perfectly matched to the situation I'm in. Right now it would be totally White Christmas (I guess it's not a big surprise). I love it. And my love is so huge that even my Mum decided not to come to my room since she can't bear the same melody going over and over again. Duh, I'll probably never understand my Mum. Check out White Christmas yourself and have a lovely week! xx

Wiecie o czym od zawsze marzyłam (oprócz pięknego mieszkania w Nowym Jorku i nieograniczonej bezpłatnej dostawy słojów z Nutellą) ? Od kiedy pamiętam, zawsze chciałam mieć ścieżkę dźwiękową dostosowaną do mojego życia - po prostu zbiór piosenek, które włączałyby się i rozbrzmiewały w najmniej oczekiwanym momencie, tworząc z działań takich jak wyrzucanie śmieci lub parzenie herbaty, wydarzenia iście filmowe. Grudniowa ścieżka znalazłaby na pewno miejsce dla White Christmas ( wielka to zapewne dla Was niespodzianka). Kocham ten utwór całym sercem, a moja miłość jest tak duża i intensywna, że nawet moja mama przestała tak często pojawiać się w moim pokoju, z uwagi na powtarzającą się w kółko jedną i tę samą melodię. Nie rozumiem, co takiego irytującego może być w piosence przesłuchiwanej po raz setny. Ja w każdym razie puszczam ją po raz sto pierwszy, a Was zachęcam do tego samego. Miłego tygodnia ;) (na życzenia o white christmas przyjdzie jeszcze czas)




131 komentarze:

If you can't see your comment or my answers click 'Load more' :) / Jeśli nie widzicie wszystkich komentarzy albo moich odpowiedzi, kliknijcie w 'Load more' :)

12/6/12

POSTCARDS FROM NEW YORK
 


















 (New York, May 2012)

 Some days ago when I was looking for some free space on my disk for my photos from tumblr (yes, I do spend all days just staring at picks of coffee, cookies etc.), I came across a folder filled with photos of New York I haven't shown you before. Enjoy :)

Kilka dni temu podczas szukania miejsca na dysku dla moich zdjęć kaw i ciastek z tumblra, natknęłam się na folder wypełniony zdjęciami z wiosennej wymiany w USA, a konkretniej pięcioma milionami ujęć nowojorskich budynków, które wielbię ponad życie. Oto i one. PS Miłego Mikołaja :)

76 komentarze:

If you can't see your comment or my answers click 'Load more' :) / Jeśli nie widzicie wszystkich komentarzy albo moich odpowiedzi, kliknijcie w 'Load more' :)

12/2/12

HOW MUCH CAN YOU HANDLE?



(ph. Basia Zielińska / wearing second-hand shirt, second-hand sweater, ModMod skirt Gatta tights, Vagabond shoes)

If someone could see my process of dressing up in winter, he could easily compare it to getting ready for a battle with enemy's army of at least 500 000. Winter's cold is not something you can play around. It's vicious, unpredictable and can cause you headache if not something worse than this. So first you put all these lotions and potions on your skin that claim to protect it - I always start using them after I freeze my nose to death, I should probably get an award for my logicity. When you're done, all sticky and looking like a Rudolf the red nosed reindeer, you may proceed to the next phase - putting all the layers of clothes on your poor little body. If you see me hanging around in the middle of winter wearing just a light dress, be aware of the fact that underneath this dress I resemble more of a Eskimo. I should probably get another award - this time it should be 'How much clothes can you handle ?". My layering consists of two light strapless thisrts, one normal tight tshirt, one blouse, sometimes two, a tight cardigan and sometimes a sweater on top of it. Wearing such armour I can start choosing the outfit I'm gonna show to the world. I only sometimes look as if I ate too much or was pregnant. But seriously who would care about such details? At least I'm ready for the winter battle!

Moje przygotowania do wyjścia w okresie zimowym można by porównać do przygotowań do kampanii wojennej z armią wroga liczącą ponad pięćset tysięcy. Zima, jakkolwiek kochana i piękna by nie była, ma również swoje ciemne strony. Jest nieprzewidywalna, czasem złowroga, zdarza jej się komuś coś odmrozić albo obdarować bólem głowy. Spotkania z nią to żadne spontaniczne randki,  bo długi proces "od człowieka normalnego do człowieka nieprzypominającego już człowieka" trzeba przejść za każdym razem, kiedy chce się wychylić nos za drzwi. Najpierw więc nakłada się te wszystkie kremy, które krzyczą z etykietek, że nie dopuszczą do odmrożenia naszych cennych nosów (Moja żelazna logika każdego roku sprawia,ze najpierw odmrażam sobie nos, a potem dopiero stosuje kremy, które miały do tego nie dopuścić) Człowiek już się więc klei i przypomina Rudolfa czerwononosego, można wtedy przystąpić do drugiej fazy, a mianowicie "zawarstwiania się". Jeśli pod koniec grudnia będę gdzieś na zdjęciach sobie biegać w zwiewnej sukni, to nie dajcie zwieść się pozorom - pod sukienką zapewne będzie znajdowała się misterna konstrukcja Eskimosa, która zazwyczaj zaczyna się od dwóch podkoszulków na ramiączkach i obcisłej czarnej bluzki, ale jak się człowiek rozkręci to dorzuci i podkoszulek, i kardigan i sweter jeszcze na to, jeśli się tylko da. Dopiero w tak stworzonej zbroi można zacząć się zastanawiać, co tak naprawdę światu pokazać. Czasami tylko, tak "zawarstwiona", przypominam kobietę w ciąży, ale któż by się przejmował takimi szczegółami, kiedy żadne mrozy mi nie straszne?




166 komentarze:

If you can't see your comment or my answers click 'Load more' :) / Jeśli nie widzicie wszystkich komentarzy albo moich odpowiedzi, kliknijcie w 'Load more' :)