(Glamour Poland, March 2013)
You know I'm scared of one billion things on this planet. You know I know absolutely nothing about posing. You know that camera freaks me out (less than it used to but still...). But at the end of the day, I think it's worth trying new things (well, to a certain extend) and sometimes pushing yourself to overcome your fears and fobias somewhere in your weird mind. I'm not going to lie - I actually had to force myself to participate in this Glamour photshoot. Of course, not at the very beginning. I was extremely pleased when I received an email from Glamour team with an invitation. They told me it was going to be a music-inspired photoshoot. Sounds great to me, I thought. It was an easy guess how they would style me. Probably something that jazz-connected. And if it's not, they'll probably hand me a guitar, give me a flowery girly dress, Taylor-Swifted (I like word formation) me and make me pretend I know how to play guitar. Oh, and there will be a fake horse in the background. I seriously thought it was going to end that way and to be honest, I was prepared for it. I mean, I think I would suit that all girly stuff going. Maybe I would just skip that horse. But then I got the phone call and what I heard was:
Dobrze wiecie, że lista moich fobii ciągnie się mniej więcej w nieskończoność. Dobrze wiecie, że moja wiedza na temat pozowania kończy się tak szybko, jak się zaczyna. Dobrze wiecie, że aparat mnie, delikatnie mówiąc, paraliżuje (jest coraz lepiej, chociaż nie popadałabym w zbytni entuzjazm). Wierzę jednak, że warto próbować nowych rzeczy (w pewnych granicach) i wiara ta czasem przekłada się na moje czyny. Chociaż często muszę siebie wprost zmuszać do niektórych rzeczy, potem (z reguły) nie żałuję. W końcu to zawsze jedna dodatkowa historia, którą będę maila Wam do opowiedzenia.
Pewnego radosnego dnia odebrałam maila od ekipy Glamour z zaproszeniem do uczestniczenia w sesji zdjęciowej. Oczywiście, bardzo się ucieszyłam i było mi niezmiernie miło, szybko odpowiedziałam i dostałam kolejnego maila, tym razem z kilkoma szczegółami - sesja miała być inspirowana najzwyczajniej mówiąc, muzyką. Brzmiało to całkiem dobrze i całkiem łatwo wysnułam sobie podejrzenia dotyczące tego, jak mnie tam wystylizują. Stawiałam na coś w klimatach jazzu. A jeśli nie jazz, to przypuszczałam, że wcisną mnie w kwiecisto-dziewczęcą sukienkę, wręczą do ręki gitarę i każą udawać, że jestem wirtuozem gry na tym instrumencie. A gdzieś w tle będzie sztuczny koń i trochę siana. Naprawdę myślałam, że tak się całą ta zabawa skończy i szczerze powiedziawszy, nie byłabym rozczarowana. Myślę, że taka swojska sceneria całkiem by do mnie pasowała. Może oprócz tego konia. Tak więc, kiedy zadowolona, myślałam sobie o tych wszystkich możliwościach, zadzwonił telefon. Mina mi nieco zrzedła, kiedy w słuchawce usłyszałam:
Dobrze wiecie, że lista moich fobii ciągnie się mniej więcej w nieskończoność. Dobrze wiecie, że moja wiedza na temat pozowania kończy się tak szybko, jak się zaczyna. Dobrze wiecie, że aparat mnie, delikatnie mówiąc, paraliżuje (jest coraz lepiej, chociaż nie popadałabym w zbytni entuzjazm). Wierzę jednak, że warto próbować nowych rzeczy (w pewnych granicach) i wiara ta czasem przekłada się na moje czyny. Chociaż często muszę siebie wprost zmuszać do niektórych rzeczy, potem (z reguły) nie żałuję. W końcu to zawsze jedna dodatkowa historia, którą będę maila Wam do opowiedzenia.
Pewnego radosnego dnia odebrałam maila od ekipy Glamour z zaproszeniem do uczestniczenia w sesji zdjęciowej. Oczywiście, bardzo się ucieszyłam i było mi niezmiernie miło, szybko odpowiedziałam i dostałam kolejnego maila, tym razem z kilkoma szczegółami - sesja miała być inspirowana najzwyczajniej mówiąc, muzyką. Brzmiało to całkiem dobrze i całkiem łatwo wysnułam sobie podejrzenia dotyczące tego, jak mnie tam wystylizują. Stawiałam na coś w klimatach jazzu. A jeśli nie jazz, to przypuszczałam, że wcisną mnie w kwiecisto-dziewczęcą sukienkę, wręczą do ręki gitarę i każą udawać, że jestem wirtuozem gry na tym instrumencie. A gdzieś w tle będzie sztuczny koń i trochę siana. Naprawdę myślałam, że tak się całą ta zabawa skończy i szczerze powiedziawszy, nie byłabym rozczarowana. Myślę, że taka swojska sceneria całkiem by do mnie pasowała. Może oprócz tego konia. Tak więc, kiedy zadowolona, myślałam sobie o tych wszystkich możliwościach, zadzwonił telefon. Mina mi nieco zrzedła, kiedy w słuchawce usłyszałam:
"Your theme is gonna be punk."
"Twoim motywem będzie punk."
"Twoim motywem będzie punk."
I always appreciate good sense of humor. After a few minutes, I realized it was not a joke. They were 100 % serious. I hate any drastic changes when it comes to my appearance - I would never dye my hair, I horribly afraid of a fake tan, I would never ever have anything pierced. I'm just freaking out. And yes, I was freaking out when I heard about the theme as well. But then, I came to a conclusion that it's healthy for me, from to time, to do something that I wouldn't necessarily do on a daily basis. You know, I'll always have one more story to tell you. And so I went to Warsaw.
Bardzo doceniam poczucie humoru. Jednak po kilku minutach zorientowałam się, że to wcale nie były żarty. Ktoś naprawdę miał wizję połączenia mnie z tym słowem. Wtrącę tylko, że nienawidzę i boję (temat fobii bardzo szybko powrócił) się ingerowania w moją sferę zewnętrzną - nigdy nie przefarbowałabym włosów, sztuczna opalenizna wprost mnie przeraża, nie mówiąc już o jakiś kolczykach w dziwnych częściach ciała. Po prostu trochę świruję. I ześwirowałam, kiedy usłyszałam o moim motywie przewodnim. Jest jednak takie ładne powiedzenie - "Co Cię nie zabije, to Cię wzmocni". Jeśli przeżyję nałożenie na mniej ton ubrań ze skóry, kreski pod okiem wielkości czołgu i ćwieków w najmniej spodziewanych miejscach, to jestem w życiu bezpieczna. I tak oto pojechałam do Warszawy.
The atmosphere there was just amazing and I had the opportunity to have pictures of me taken by Marcin Kempski, who I worked with three years ago on my first photshoot for Viva!Moda magazine. So yes, I was chilled, excited, comfortable there. I had already seen the clothes, I loved them (I like especially the first outfit with leather jacket), I had 'today-I'm-so-crazy-I'm-so-wild' mood. Until we started making some decisions about my hairstyle. 'MOHAWK' - that was the word I heard and that was the word that almost made me gag. And so my freak-out mode was turned on. Hopefully I managed to convince everybody that just a messy hair is also a very good idea. 'So maybe we'll give you some PINK highlights?'. As I heard it I probably looked like Hermione Granger when she saw the troll in the bathroom.
Tak jak pisałam kilka postów temu, atmosfera na planie była bardzo, ale to bardzo sympatyczna, co szczerze mówiąc, mile mnie zaskoczyło. Okazało się też, że zdjęcia robił nam Marcin Kempski - ten sam, który pracował nad moją pierwszą sesją dla Vivy!Mody kilka lat temu. Byłam więc bardzo zadowolona, zrelaksowana, w super humorze. Zdążyłam zobaczyć przygotowane ubrania, coś pozmieniałam, coś zostawiłam, istna idylla. Idylla jednak skończyła się w momencie, w którym zaczęliśmy wszyscy podejmować decyzję w sprawie mojej fryzury. "IROKEZ" - było to słowo, które usłyszałam i o mało się nie zadławiłam. Znowu ześwirowałam. Koniec końców ustaliliśmy, że skołtunione włosy też się nadadzą. "A może w takim razie RÓŻOWE PASEMKA?". Pamiętacie tę scenę w Harrym Potterze, kiedy Hermiona chowa się w łazience, w której grasuje troll? Miałam dokładnie taką samą minę.
The atmosphere there was just amazing and I had the opportunity to have pictures of me taken by Marcin Kempski, who I worked with three years ago on my first photshoot for Viva!Moda magazine. So yes, I was chilled, excited, comfortable there. I had already seen the clothes, I loved them (I like especially the first outfit with leather jacket), I had 'today-I'm-so-crazy-I'm-so-wild' mood. Until we started making some decisions about my hairstyle. 'MOHAWK' - that was the word I heard and that was the word that almost made me gag. And so my freak-out mode was turned on. Hopefully I managed to convince everybody that just a messy hair is also a very good idea. 'So maybe we'll give you some PINK highlights?'. As I heard it I probably looked like Hermione Granger when she saw the troll in the bathroom.
Tak jak pisałam kilka postów temu, atmosfera na planie była bardzo, ale to bardzo sympatyczna, co szczerze mówiąc, mile mnie zaskoczyło. Okazało się też, że zdjęcia robił nam Marcin Kempski - ten sam, który pracował nad moją pierwszą sesją dla Vivy!Mody kilka lat temu. Byłam więc bardzo zadowolona, zrelaksowana, w super humorze. Zdążyłam zobaczyć przygotowane ubrania, coś pozmieniałam, coś zostawiłam, istna idylla. Idylla jednak skończyła się w momencie, w którym zaczęliśmy wszyscy podejmować decyzję w sprawie mojej fryzury. "IROKEZ" - było to słowo, które usłyszałam i o mało się nie zadławiłam. Znowu ześwirowałam. Koniec końców ustaliliśmy, że skołtunione włosy też się nadadzą. "A może w takim razie RÓŻOWE PASEMKA?". Pamiętacie tę scenę w Harrym Potterze, kiedy Hermiona chowa się w łazience, w której grasuje troll? Miałam dokładnie taką samą minę.
Finally, with no mohawk or pink highlights, I was ready to have pics of me taken. So yeah, there I was, jumping, laughing, running, lying on the floor with fifty bags around me. I laughed probably 80% of the time in front of the camera. It's actually the only thing I can do, cause I'm no Anja Rubik :)
I hope you guys like the results, it's so awkard for me to see myself in this outfits, so it must be really awkard for you as well :) But I like it. I really do. It's one and only moment you see Weronika wearing a leather vest and studded boots, right?:) Huge thanks to all Glamour team and three lovely bloggers that also took part in this photo shoot - Tamara, Maff and Jessy !
Na szczęście bez irokeza i bez różowych (bądź fioletowych) pasemek, stanęłam przed obiektywem. Skakałam, biegałam, leżałam na podłodze otoczona pięćdziesięcioma torebkami. Moje pozy ograniczyły się w 80% po prostu do śmiania się. To jedyna rzecz, jaka pozostaje, kiedy nie jest się Anją Rubik. Mam nadzieję, że podobają Wam się zdjęcia. W końcu nie każdego dnia (a raczej żadnego) można mnie zobaczyć w skórzanej kamizelce i ćwiekowanych butach :) Wielkie podziękowania dla całej ekipy Glamour oraz Tamary, Maff i Jessy!


blah.jpg)
















READ MORE...

182 komentarze:
If you can't see your comment or my answers click 'Load more' :) / Jeśli nie widzicie wszystkich komentarzy albo moich odpowiedzi, kliknijcie w 'Load more' :)