(ph.Paula Pietruszka / wearing Reserved blouse and necklace, Max Rave skirt, House bag, SIX bracelet)
To be honest, I've never ever considered a table in a cafe as something
more than a table. Until yesterday, when
I realized that when you grab two girls, who are even worse, best
friends, you place them at the opposite sides of the table and you give them at
least an hour, you are gurunteed that the table will suddenly be full of hidden
meanings, metaphores and symboles. It will represent a psychologist's office, a
travel agent's one, a motivation coach's one, it will be counsellor's office, a
dietetician and beautitian's room at the same time. If you're a girl (if you're
not, I'm sorry) you probably know what I'm talking about. It always makes me
laugh how suddenly during the meeting with out best friends we become experts
in absolutely every part of life and we're ready to give advice about anything
to our friend in need. And then, when the two sides of the table manage to
solve their problems, it's always time for a
'Little Philosopher's Club'. Here's probably the deepest part of every
meeting, it's so deep that you could surely dig and reach the oldest parts of
Krakow's Market Square. The amount of words of wisdom is
tremedous and you come up with conclusions that you would never ever come up on
your own (well, sometimes it's a good thing and sometimes not really). One of
the one zillion conclusions from yesterday's meeting with P. was to actually
change our point of view and look at the city we live in from a 'tourist'
perspective.
Szczerze mówiąc, nigdy nie sądziłam, że stolik w
kawiarni może być czymś innym niż tylko stolikiem w kawiarni. Aż do wczoraj,
gdy zorientowałam się, że w momencie, w którym weźmie się dwie dziewczyny, a co
gorsze przyjaciółki, posadzi się je po przeciwnych stronach tego stolika i da
się im przynajmniej godzinę, to można być pewnym, że przedmiot będzie symbolem wszystkiego tylko nie rzeczy, na której kładzie się filiżanki z kawą.
Będzie reprezentował gabinet psychoterapeuty, personalnego trenera motywacji,
doradcy zawodowego, będzie biurem podróży, gabinetem dietetyka i kosmetyczki w
jednym. Za każdym razem rozśmiesza mnie, jak
podczas spotkania z przyjaciółką, nagle każda z nas staje się ekspertem w absolutnie każdej dziedzinie życia i jest gotowa udzielić porady na każdy temat
drugiej stronie w potrzebie. Następnie, kiedy dwie strony rozwiążą już trapiące
je problemy, zawsze nadchodzi część pod tytułem "Klub Małego
Filozofa". To moja ulubiona część, najgłębsza ze wszystkich. Jest tak
głęboka, że gdyby wziąć łopatę, to spokojnie można by było się dokopać do
najstarszych części Rynku w Krakowie. Złotymi myślami sypie się jak z rękawa i
dochodzi się do takich wniosków, do których by się nigdy nie doszło samemu
(przy tym akurat trudno stwierdzić, czy to na dobre każdej z nas wychodzi). Jednym z tych wniosków właśnie, do których
doszłyśmy wczoraj z P. było spojrzenie na miejsce, w którym mieszkamy z nowej
perspektywy, z perspektywy turysty.
I always wondered how on Earth can people in New York, Rome, Paris or Tokyo
(or any city) be so indifferent when they pass all the marvellous buildings
every single day. They live in such beautiful cities and they just don't
appreciate it. I'd kill myself (well not really) to be in their shoes. But then
I realized, I do exactly the same. Come on, I live in Krakow, one of the most
beautiful places in Europe, with incredibile architecture and vibe, a city that
is visited by thousands and thousands of people and I bet some of them think
exactly the same thing as I do when it comes to people from Rome or Paris. For me, Krakow is so normal and
average. And I just got used to things that take other people's breath
away. Take castel Wawel, for instance.
One of the greatest things to see, huge castle situated in the strict center of
Krakow, people come to visit it from all the parts of the world. And I pass it
every single day on my way. So yesterday after our "Little Philosohper's Club" I decided to take a different approach on average things because if you do it, they are no longer average.
Zawsze z lekkim oburzeniem myślałam o
mieszkańcach Nowego Jorku, Rzymu czy Paryża, którzy każdego dnia tak obojętnie mijają te
wszystkie niesamowite budowle i ulice. Mieszkają w takich miastach i tego nie doceniają. Wczoraj jednak, uświadomiłam sobie, że ja robię
dokładnie tak samo. Mieszkam przecież w Krakowie, w jednym z najpiękniejszych
miast w Europie, słynnego ze swojej architektury i niepowtarzalnej atmosfery,
mieszkam w mieście, do którego spływają setki tysięcy ludzi, żeby zobaczyć to,
co ja uważam za zwyczajne. Wawel, dajmy na to. Jeden z
najbardziej znanych zabytków w Polsce, wielki zamek w samym sercu miasta. Turyści nie mogą przestać się nim zachwycać. A ja mijam go codziennie
w drodze do szkoły i jest dla mnie tak normalny jak pierwszy lepszy kiosk czy piekarnia (i w tym momencie gratuluję sobie porównywania piekarni do jednego z najważniejszych miejsc w naszym kraju). I właśnie wczoraj, po sesji "Klubu Małego Filozofa" dotarło do mnie, że warto spojrzeć na rzeczy zwyczajne z innej strony, bo wtedy zwyczajne już nie będą.
I guess if you live in a city and you're bored and want to travel, try
sightseeing in your city first. It's ridiculous how differently you look at the
same things if you just change your point of view. Now that is finally warm outside (of course the
topic of weather finally showed up!) it's so much easier to get yourself
together and move. Since we our such a lovely community, I challenge you guys
to get up from your chair (not now) and do an experiment for one day only. For
one day only try looking at the place you live in from a different perspective
and notice things you never notice on your regular basis. And let me know how
it went. See you in the next post! :)
Jeśli mieszkacie w mieście i chcecie
podróżować, spróbujcie najpierw zwiedzić swoje miejsce. Niesamowite, jak wiele
tych samych rzeczy zaczyna się widzieć w innych barwach, jeśli tylko zmieni się
punkt widzenia. Jako, że nareszcie na zewnątrz jest ciepło (i pojawił się temat
pogody!), łatwiej jest wziąć się w garść i ruszyć z miejsca. I skoro jesteśmy
wszyscy tak zgranym blogowym społeczeństwem, proponuję Wam wyzwanie. Wstańcie z
krzesła (nie teraz) i na tylko na jeden dzień popatrzcie na miejsce, w którym
mieszkacie z perspektywy turysty. Może
zobaczycie pięć milionów rzeczy, których nie dostrzegaliście każdego innego
dnia. Możecie też niczego nie dostrzec i okaże się, że Klub Małego Filozofa
jednak nie funkcjonuje, jak należy. W każdym razie, dajcie mi znać. Miłego tygodnia! :)












READ MORE...

212 komentarze:
«Oldest ‹Older Newer› Newest»If you can't see your comment or my answers click 'Load more' :) / Jeśli nie widzicie wszystkich komentarzy albo moich odpowiedzi, kliknijcie w 'Load more' :)