Showing posts with label Italy. Show all posts

9/28/13

FIVE THINGS TO DO IN ROME



Today I decided to share with you some of the things I personally think you should do when you visit Rome. Of course, there are thousands and thousands of them, but here are my first five: / Dzisiaj pięć z miliona rzeczy, które, według mnie, warto zrobić w Rzymie:


1. GO FOR A MIDNIGHT WALK
Or for a run if you happen to have sports wear with you. Last year I used to do it all the time - just a little bit of sport while looking at Colloseum and Forum Romanum at 2 AM (casual, right). Rome by night is magical and if you're not afraid of being killed (or kidnapped or robbed like I was not) in the middle of the night, try not to bring anybody with you.

Bieg czy spacer po północy w Rzymie to coś, co będąc tutaj, trzeba zrobić chociaż jeden raz. Jeśli nie boicie się zniknięcia w tajemniczych okolicznościach czy obrabowania, to polecam nie zabierać nikogo ze sobą i o 2 czy 3 w nocy mieć Koloseum czy Forum Romanum tylko dla siebie.


2. VISIT RED
This place...I can't even. It's by far one of the best bookstores/shops/restaurants I've ever been to and definitely one of my favorite spots in Rome. You can read a book there, you can buy your own Moleskine, you can buy some delicious food and have a coffee in a super nice restaurant that's inside RED. Since it's situated on Via del Corso aka the biggest shopping street in Rome, it's not that hard to get there.

RED to jedno z najwspanialszych księgarni/sklepów/kawiarni w jednym. Można tu poczytać książkę, można kupić własnego Moleskine'a, wybrać jedną z miliona foremek do ciastek, napić się kawy czy zjeść obiad. RED znajduje się na Via del Corso aka najsławniejszej ulicy handlowej Rzymu, co nie powinno utrudniać, a raczej powinno ułatwić poszukiwania (zawsze jednak można być mną i przejść nie zauważyć szyldu dwa razy pod rząd).



3. GO HIGH
Right where Via del Corso ends and Piazza del Popolo starts there is a lovely viewpoint, where you can admire (for free) the whole, whole Rome.Plus, there is a lovely park next to it where you can wind down and relax - as always, I advise you to be careful cause if you're a girl and you're alone, there's a quite huge possibility you'll find a creepy old man making circles around you when you're chilling under a tree (top tip: look for families with children - they're quite a safe surrounding). 

Tam, gdzie swój koniec ma Via del Corso, a miejsce Piazza del Popolo, jest jedno z moich ulubionych miejsc w Rzymie - punkt widokowy, do którego można się dostać albo wchodząc po schodach przy P.d.P albo idąc od strony Schodów Hiszpańskich (nie polecam tej drugiej opcji w nocy - nie oferowane jest tam jakiekolwiek światło). Punkt widokowy znajduje się w wielkim parku, do którego regularnie przychodziłam w zeszłym roku. Jeśli jesteście dziewczyną i wybieracie się same, istnieje dosyć duże prawdopodobieństwo zauważenia jakiegoś dziwnego, podejrzanego mężczyzny powyżej średniej wieku chodzącego w kółko dookoła was. Wtedy radzę uciekać (lub od razu szukać miejsca przy rodzinach - to stosunkowo najbardziej bezpieczne otoczenie).



4. HAVE THE TIME OF YOUR LIFE WITH...RATS
If you want to get close with Mother Nature and her children, visit the area near Castel Sant'Angelo - you're 90% sure to run into at least two rats on your way. When I first saw them, I turned into a freaking gold-medal sprinter and prayed in my soul to avoid a closer encounter with these tiny friends. Don't get me wrong, I love animals but seeing a giagantic monster that resembles more a little dog (when it comes to its size) than a Remy rat from Ratatouille is a little bit too much for me. So, if you're like me and in the mood for a adrenaline rush, you know where to go!

Jeśli lubicie spotkania z Matką Naturą i jej dziećmi, odwiedźcie okolicę Zamku Świętego Anioła  - na 90% spotkacie przynajmniej dwa szczury podczas Waszej przechadzki. Kiedy pierwszy raz je zobaczyłam, osiągnęłam zawrotną prędkość biegu, modląc się w duchu, żeby żaden nie zaplątał mi się pod nogą. Oczywiście, kocham zwierzęta, ale bliższe kontakty z gigantycznymi potworami, które bardziej niż Remiego z Ratatouille przypominają małego psa (rozmiarowo), nie należą do moich ulubionych rozrywek. Gdyby jednak ktoś z Was miał ochotę na skok adrenaliny, polecam taki spacer.



5. EAT (as simple as that)
When you're in Rome this is, without the doubt, the first thing you just need to do. EAT. Instead of going to a restaurant, have a piece of pizza in a bar filled with Italians or buy some bread, prosciutto and cheese and go for a dinner to a park. It's a great way to save some money, anyways. When it comes to gelati, my favourite place to get them is Punto Di Gelato - they basically have any flavour you can think of. 

Nie wspominanie o jedzeniu, kiedy piszę o Rzymie, byłoby niewybaczalne, bo to pierwsza rzecz, o której trzeba pomyśleć tutaj przyjeżdżając. Zamiast stołować się w restauracjach, możecie zjeść  kilka kawałków pizzy w barze pełnym Włochów, albo kupić trochę chleba, szynki i sera w małym sklepiku i wybrać się na obiad do parku (plus oszczędzicie w ten sposób trochę Euro). Jeśli chodzi o sławne "gelati", moim ulubionym miejscem jest Punto di Gelato oferujące każdy smak, o którym można tylko pomyśleć (i nie pomyśleć  - były tam lody mające w swojej nazwie słowo "bawół", ale nie pamiętam już do czego konkretnie się to odnosiło).



Let me know in the comments whether you have some more suggestions. I'll see you soon, have a lovely weekend!
Dajcie znać w komentarzach, jeśli macie jakieś pomysły, co jeszcze mogłoby się znaleźć na tej liście. Miłego weekendu!




Read More

9/22/13

CIAO FROM ROMA

*No, in the photo above I didn't get struck by lightning  even though I definitely look so. * Ok, so I'm in Rome right now. The city of never ending pizza, gelati, food in general and one billion beautiful and breathtaking views. It feels so good to be here after more than a year, wander the same streets, EAT SO MUCH AMAZING FOOD , explore new places I haven't seen yet and be able to do that still without a map. As cheesy as it sounds but Rome is one of the cities I left a decent amount of my heart in - so many things happened here, so many decisions were taken, so many inner so-deep-that-you-can-sink dialogues were made in my head, I basically had the biggest 'personal growing up' moment here so yep, you can say I'm sort of emotionally attached to this place. It's beautiful. Sometimes even too beautiful - I believe that romantic views should appear in our lives in moderate amounts but here is like the biggest mission impossible ever. You have a freaking 'postcard' situation every single step you take. But yeah, it's hard not to fall in love with this city. And I frankly speaking did, a while ago.

*Nie, na zdjęciu powyżej nie zostałam uderzona przez piorun, chociaż zdecydowanie tak wyglądam.* A więc jestem teraz w Rzymie, mieście nieskończonych zasobów gelati, pizzy, jedzenia generalnie i przepięknych, zapierających dech w piersiach widoków. Tak dobrze tu znowu być po ponad roku, przechodzić się tymi samymi uliczkami, obżerać się jedzeniem, odkrywać nowe miejsca i to nie potrzebując do tego mapy. Chociaż zabrzmi to jak sztampowy tekst rodem z Klanu, to Rzym jest miastem, gdzie zostawiłam dosyć sporą część mojego serca - tyle się tu zdarzyło, tyle decyzji zostało powziętych, tyle tak głębokich, że można utonąć monologów wewnętrznych w mojej głowie zostało przeprowadzonych. To chyba tutaj najbardziej dorosłam. A Rzym jest przepiękny. Czasami aż trochę za bardzo - jestem zdania, że romantyczne widoczki powinny się pojawiać w naszym życiu stopniowo i to w umiarkowanych ilościach, a tu to misja nie do wykonania. Trzeba czasem zacisnąć zęby. Być silnym. Uodpornić się.
 


 
A delicious (but unfortunately way too small for me) breakfast in a Italian bar - a brioche and cappuccio.
 
Smaczne, ale niestety o wiele za małe jak dla mnie, śniadanie we włoskim barze - brioche i cappuccio.




As much as I love this black Zara skirt I do not recommend wearing it if you're using a metro. There are too many escalators and too much wind. Way too much wind. The checked shirt is a shirt I've been wearing since I was four years old. I'm not kidding you. I guess we all know now who's the Vintage Queen.

Mimo mojej całkiem sporej miłości do czarnej Zarowej spódnicy, zdecydowanie nie polecam noszenia jej, jeśli w planach macie korzystanie z metra. Za dużo tam stromych schodów ruchomych i za dużo tam podmuchów wiatru. Tych drugich w szczególności.  Flanela to koszula, którą mam odkąd skończyłam cztery lata - i to dopiero jest prawdziwy vintage.
 


 
Typical selfie - my reaction to Italian TV shows. It seems that Italian people have no limits, in one TV show you've got everything - the TV presenter acting like a dancing queen, half-naked girls doing some weird choreography to the rhythm of even weirder music, boxes with money, drama, tears, laugh, background music from a horror, a random phone in the center of the stage (?). I mean...yeah.
 
Typowe selfie przedstawiające moją reakcję na włoskie teleturnieje. Włosi zdają się nie mieć żadnych zahamowani i pakują w swoje programy praktycznie wszystko. W jednym teleturnieju można więc zobaczyć skaczącego i wywijającego fikołki prezentera jako Dancing Queen, pół-nagie dziewczęta wykonujące zastanawiającą choreografię do jeszcze bardziej zastanawiającego utworu, pudełka z pieniędzmi, wielkie emocje, łzy, śmiech, muzykę w tle z horroru i telefon stacjonarny ustawiony na środku sceny (?).






Gelati one billion times a day. Gotta stay fit, right?
 
Gelati million razy w ciągu dnia. Figurę trzeba jakoś utrzymać.
 


OK, I' m off to my super big breakfast now, have a lovely day everyone and see you in the next post from Rome :)
 
OK, lecę już na super duże śniadanie, miłego dnia i do zobaczenia w następnym poście z Rzymu :)
Read More

9/1/13

EUROTRIP PHOTODIARY

So here you guys have the test of the photos I took during my Eurotrip. I spent one day in Stockholm, one day in Amsterdam and three days in Milan. And I feel like the luckiest girl in the whole world now cause today I'm posting a photodiary of my latest journey and in four days from now I'll be on the plane again going to Ibiza. Still can't believe it. I got a very special invitation and I'll be there for five days doing some amazing stuff and meeting people all over the world. But I'll tell you everything later. Take care Xx

I oto reszta zdjęć, które zrobiłam podczas Eurotripu. Spędziłam jeden dzień w Sztokholmie, jeden w Amsterdamie i trzy w Mediolanie. Czuję się w tym momencie jak jakieś dziecko szczęścia, bo oto właśnie publikuję post z niedawnej podróży, a za cztery dni czeka mnie kolejna, tym razem na Ibizę. Wszystko to dzięki bardzo specjalnemu zaproszeniu - jadę na pięć dni, poznam ludzi z całego świata i zamierzam jeść tam za dziesięciu. Więcej jednak opowiem Wam później :) Trzymajcie się ciepło!





Read More

8/12/12

Have you noticed? / Rome


(Weronika Załazińska / ph. Paulina Kralka / wearing second-hand shirt, second-hand skirt, second-hand belt)

It's my last week here, in Rome, I don't really wanna go home, because I know, I just absolutely know it, I won't be ale to swallow Polish ice-creams and pizza; it's like with the first bite of Roman gelato and pezzo di margarita I stepped into the whole new universe. And from there...there's no way back. I'm literally trapped and my taste buds are going to protest once I come to Krakow. But hola, I'm not here to rave about my tounge - we've got so many other important things to cover (suuure). 

To już mój ostatni tydzień w Rzymie. Naprawdę nie chcę wracać do domu, bo wiem, absolutnie wiem, że nie będę w stanie przełknąć polskich lodów i pizzy - z pierwszą gałką rzymskiego bacio &lampone i z pierwszym kawałkiem margarity wkroczyłam do innego wszechświata. A z tego wszechświata nie ma już powrotu. Jestem uwięziona, a moje kubki smakowe zapewne przyszykują protest z okazji powrotu. Ale, ale  - nie chcę dziś paplać o moim języku (bo to ani pożyteczne, ani estetyczne), tylko pragnę poruszyć o niebo ważniejsze zagadnienia (tak...)


CRAZY ROME - that's what we're talking about today. Anything that I've noticed, any strange/characteristic behaviours that piss me off/ make me very happy ; I mean anything that concerns Rome is some way. Ready?

SZALONY RZYM - o nim dzisiaj mowa, a dokładniej o wszystkich dziwnych/charakterystycznych zwyczajach, zachowaniach, które działają mi na nerwy/bardzo mnie radują. 


NO SECOND-HAND SHOPS It's tragic, tragic, tragic. There are no second-hand stores in Rome. Well of course, there are some places that claim to be a second-hand store, but when you notice the first price for a totally normal casual dress ( at least 40-50 Euro) you start to wonder whether the Romans and the Polish people understand "second-hand" in the same way. I love Rome, I really do. But I'm a freak, you know it, and I just adore buying ten clothes for about 4 euros in my hometown. Agrh, as much I adore the Eternal City, I wouldn't be able to live my life here. No second-hand stores? Seriously?

ZERO CIUCHOLADÓW To istna tragedia - w Rzymie nie ma ciucholandów. Oczywiście - są tu sklepy, które chytrze podają się za szmateksy, wyglądają tak z zewnątrz i wyglądają tak wewnątrz. Szmateksowo nie wygląda tam jedynie metka, która z dumą oznajmia "50 Euro" za byle jaką dzianinową sukienkę. Tu tylko na marginesie wspomnę, aby nigdy nie wierzyć przewodnikom, bo A) zamiast targu staroci zaprowadzą Was na miejsce składowania cekinowych pasków, mini-radyjek, otwieraczy do butelek i niezidentyfikowanych substancji, które przylepiają się do podłogi. B) Wmówią Wam, że via Governo Vecchio to istny raj dla poszukiwaczy ubrań z drugiej ręki, po czym będziecie przebierać wieszaki ciuchów vintage kolekcji Valentino, zastanawiając się przy okazji, co ludzie piszący przewodnik rozumieli pod hasłem "ciucholand". Być może Włosi i Polacy pojmują to słowo na różne sposoby. Chociaż kocham Rzym, to nie mogłabym tu mieszkać. No chyba, że moje zarobki przekroczyłyby poziom przyzwoitości. Ach...serio?Zero ciucholandów?


ASKING THE WAY  First of all, if you think you can handle Rome without a map, rethink it please, because otherwise you're going to end up in the middle of nowhere ( some of the streets just don't happen to own a name) surrounded by street vendors/creepy old men/nice young men that are not interested in you/ or......that's the worst, get ready, people who are willing to help you. Don't get me wrong, some of the people I met here were very, very nice and I fortunetely succeed in following their directions. BUT...sometimes it wasn't that easy. Rome is complicated, just like I said before. When you hear the word "pass" for the 15th time in one sentence and then "turn left" x20, "turn right" x50 and "pass gelatteria x" it makes you....confused. So stick to your map - at least for the first three days.

KTO PYTA, TEN BŁĄDZI Jeśli człowiek uważa, że poradzi sobie w Rzymie bez mapy (ja tak oczywiście odważnie myślałam),  to niech on to sobie jeszcze raz przemyśli. W innym razie, skończy gdzieś w niezdidentyfikowanym położeniu (niektóre ulice po prostu nie noszą nazw) otoczony ulicznymi sprzedawcami/ podejrzanymi starszymi panami/ miło wyglądającymi chłopcami, którzy nie są nim zainteresowani/ albo....co gorsza - ludźmi, którzy chcą mu wskazać drogę. Nie zrozumcie mnie źle  - spotkałam w ten sposób wielu przemiłych osobników, którym udało się wytłumaczyć wyjście z czarnej dziury, a ja na dodatek je potem znalazłam. Jednak...nie zawsze tak było. Rzym jest skomplikowany, pełen dziwnych uliczek, zaułków, pagórków, schodków i kto wie, czego jeszcze. Jeśli więc słyszy się słowo "przejdź koło" po raz piętnasty w jednym zdaniu, "skręć w lewo" po raz dwudziesty, "skręć w prawo" po raz pięćdziesiąty i "przejdź koło lodziarni x" zaczyna się wątpić w swoje plany odkrywania miasta w zawrotnym tempie. Zalecam więc trzymanie się mapy - przynajmniej przez pierwsze trzy dni.



TITTLE-TATLLE  That's what all boys (and unfortunetely not only boys) do. And they do it everywhere. The most dangerous places are gelatteria, restaurant and park. You just want to get a gelato, for Christ sake, but you are not going to get it. It's not how they do it Rome. You won't get it until you tell your lifestory to a ice-cream vendor, you share your name, ethnicity, what you had for breakfast, how do you like Rome, your marriage plans etc. And the worst part of it - everybody's interested in talking with you, but OF COURSE, not the most wonderful guy you've ever seen that's just sitting opposite to you. This.Is.Life.

GADKA-SZMATKA Uprawiają ją wszyscy chłopcy (niestety też dużo starsi chłopcy). I robią to absolutnie wszędzie. Strefami wysokiego ryzyka są lodziarnie, restaruacje i parki. Chcę, jak człowiek, kupić sobie loda. Ale go nie dostanę. Nie, nie - nie tak robi się to w Rzymie. Nie dostanę loda, dopóki nie opowiem sprzedawcy historii mojego życia, nie wyjawię swojego imienia, narodowości, zawartości mojego śniadania, ulubionych miejsc w Rzymie i ślubnych planów. Mam nadzieję tylko, że działa tu coś takiego jak karma, bo kiedy grzecznie prowadzę uprzejmą rozmowę z panem lodziarzem, piękny chłopak przy stoliku na przeciwko mnie nie zamierza wypowiedzieć ani jednego słowa. Życie.


BUSES In Krakow, if I wanted to get somewhere, I would check my tram/bus timetable and arrive at the bus stop on time. In Rome I wouldn't do this not because I'm lazy but because there is NO TIMETABLE. Nothing. You just come to the bus stop and you're waiting. Maybe something will come or maybe not. 

AUTOBUSY Jeśli chciałabym gdzieś się dostać, a miałoby to miejsce w Krakowie, kulturalnie sprawdziłabym rozkład jazdy autobusów/tramwajów, a następnie jeszcze kulturalniej przybyłabym na przystanek o wyznaczonej porze. W Rzymie to by się nie stało, bo tu nie ma rozkładów jazdy. Przychodzę sobie radośnie na fermatę i czekam. Być może autobus przyjedzie, a być może nie. Życie w Rzymie zapewnia mi niespodzianki na każdym kroku.


PIAZZA LIFE What I love about Rome is its nightlife - but I don't mean clubs, I mean piazzas. All the Roman (and not Roman) people gather at the big piazzas or cafes near them and they just lead their life. I love it so much more than sitting in steamy discos. You can have a gelato (for the 10th time during one day) or a piece of pizza or you can chill out and watch people passing you. 

ŻYCIE NA PLACU Kocham rzymskie nocne życie - nie chodzi mi tu jednak o kluby, ale o place. Wszyscy Rzymianie (i nie tylko) zbierają się na Campo dei Fiori, Trastevere, Piazza Venezzi i  tam spędzają sobie wieczory. Jest to nie tylko milsza opcja ( w porównaniu do dusznej dyskoteki), ale i bardziej ekonomiczna. Na placu sobie można zjeść loda (dziesiątego danego dnia) albo kawałek pizzy lub po prostu, usiąść na schodkach i obserwować ludzi.


That's it. Rome is indeed crazy but it's beautiful. All those perfect imperfections about it make you just more relax and easy-going. So what you don't know what time your bus comes? It doesn't really matter as long as you see, you see Rome.

To wszystko. Rzym jest rzeczywiście szalony, ale w tym swoim szaleństwie piękny. Jego doskonałe niedoskonałości sprawiają, że można trochę "poluzować", zrelaskować się. Co z tego, że nie wie się, o której przyjeżdza upragniony autobus? To doprawdy mało ważne, kiedy widzi się, widzi się Rzym.
Read More

8/7/12

From Rome with love part II


Spending time here, in Rome, seems to be just too good to be real. It' like - you wake up and from the very first seconds you lead this perfect, so weirdy perfect, life - you drink cappuccino in the bar near your appartment, eat some biscotti and you're off to school where you learn so many things. And then, when you're walking back home, everybody smiles to you (which is even more weird), you eat some pizza and finish with the perfect mix of gelati flavours: bacio and lampone. And then you're back in your appartment, ready to do some homework and work with your Italian Vogue. In the afternoon it's time for wandering the streets, you pass Piazza Venezia, Fontanna di Trevi, Piazza di Spagna and then you just lose your way to discover the most adorable places in the city. In the evening though, you go running with Gnarls Barkley in your headphones (and he's screaming "ruuun!" to the rhytm of the music to make you maltreat your legs even more) and while you're stretching in a very awkard way you have the view of lightened Colosseo in front of you. 
La dolce vita? Just give me Gregory Peck. But seriously, that's what I've been doing for the past one and a half week. Scary, scary, scary.

Spędzanie czasu w  Rzymie wydaje się zbyt piękne, żeby było prawdziwe. Zrywasz się rano i już z pierwszą sekundą wiedziesz to perfekcyjne, tak dziwnie idealne, życie - rano wypijasz cappuccino w barze za rogiem, jesz biscotti i biegiem przemierasz rzymskie uliczki, żeby dostać się do szkoły. Kiedy idziesz już do domu, wszyscy obdarzają cię uśmiechem (to jest nawet dziwniejsze), potem zamiawasz kawałek pizzy, aby potem zakończyć rytuał żywieniowy wielką porcją lodów o wybitnym miksie smaków - bacio i lampone. Jesteś już w domu, masz chwilę, aby powtórzyć lekcje i popracować nad pięknym włoskim Vogue'iem. Po południu wybierasz się na "wycieczkę krajoznawczą" (i "ludzioznawczą"), mijasz Piazza Venezię, Fontannę di Trevi, Schody Hiszpańskie, a potem gubisz się (już umyślnie!!!), aby odkrywać te najpiękniejsze zakątki miasta. Wieczorem natomiast, w ramach projektu autodestrukcji, idziesz pobiegać, a w Twoim słuchawkach  Gnarls Barkley krzyczy "ruuuun!" w rytm piosenki, zachęcając Cię przy tym do całkowitego zmaltretowania Twoich kończyn dolnych. Przechodzisz następnie do tej mniej męczącej części aktywności fizycznej, czyli rozciągania. I myśl, że jest to bardzo nieudolne i pokraczne rozciąganie, rekompensuje Ci widok oświetlonego w nocy Koloseum.
La dolce vita? Jeszcze tylko Gregorego Pecka mi tutaj brakuje. Ale tak już na serio (chociaż i tak wiecie, że chyba nigdy nie będzie tu na serio) - żyję sobie w taki oto sposób już od ponad tygodnia i jedyne, co mi się ciśnie teraz na usta, to PRZERAŻAJĄCE.



The bridge just in front of the Castel Sant'Angelo - some days ago I watched here the new Woody Allen's movie "To Rome with love". I just need to mention two things: 1) I want to congratulate myself since I understood more than 90% of the dialogues (in Italian) - that means I don't have to cry over my language level. 2) Watching a movie in Rome about Rome was just a priceless experience (even though I paid four euros for the ticket) and during it I played with myself (that's what weirdos do) a little game - guessing the Rome spots from each scene. I did pretty well.

Most przy zamku św. Anioła - to tutaj kilka dni temu oglądałam nowy film Woody'ego Allena "To Rome with love". 1) Chcę tu sobie serdecznie pogratulować, bo zrozumiałam 90% dialogów, a więc nie jest ze mną tak źle. 2) Samo oglądanie filmu o Rzymie w Rzymie było bezcennym doświadczeniem (chociaż bilet kosztował cztery euro), a podczas seansu grałam sama ze sobą (dziwaki już tak mają) w odgadywanie miejsc nakręcenia danej sceny.



Here I'm chilling out (with a totally natural pose, duh!) in the park near Castel Sant'Angelo. It's a beautiful place, full of shade (= something you love when it's so hot) and wonderfully green grass. I'm wearing Reserved tshirt and Stylestalker skirt.

Tutaj wypoczywam sobie (w zupełnie naturalnej i bezpretensjonalnej pozie) w parku koło zamku św. Anioła. To piękne miejsce, pełne cienia (= wybawienia podczas upału) i niesamowicie zielonej trawy (nie pytajcie mnie, skąd ta nagła egzaltacja roślinnością). Mam na sobie podkoszulek Reserved i cekinową spódnicę Stylestalker.




I spend some hours studying really really hard with my Vogue, of course. I decided to write down all the words from the articles that I don't know and study them by heart. Who cares that one day I won't be able to tell you the Italian word for "first aid", let's say. I'll always know how to say "the chainy-strap of the bag", though.

Po południa spędzam nad hardą nauką, ale żeby tak smutno nie było, przyjemne łączę z pożytecznym i powoli tłumaczę artykuły z włoskiego Vogue'a. Co z tego, że kiedyś zapewne polegnę przy jakimś najprostszym słówku, skoro będę wiedziała jak powiedzieć "łańcuch-pasek na ramię od torebki"?


Na pytania pod poprzednim postem odpowiem, jak tylko znajdę troszeczkę więcej czasu! Do zobaczenia! :)
Read More