Showing posts with label USA. Show all posts

9/16/14

New York and Goteborg in squares




Yesterday at 8.45 PM the weirdest and totally unnecessary jingle in the Ryanair's plane from Oslo welcomed me home. I spent the last two weeks  in a way I've always wanted to - just going from one place to another, sitting at the airports which weirdly I do enjoy and meeting new people. But these two weeks are over and university's starting in October (couldn't be more excited = I am not at all) and right now all I want to do is hide myself under a huge blanket and cry myself to death with thinking about the next year coming. Let me just tell you - I am freaking out. I am freaking out because I see all these people being uber excited about the uni when I just don't feel it. Being 19 sucks and there are no doubts about it. Cause on one hand you can't imagine yourself without a degree, you want it and you've always known you wanted to have it. But on the other hand you also want to grab a backpack and do things you won't be able to do once you settle down, have a career and responsibilities. You want to spend days and nights wandering around a city you've never been to, talk to strangers  (only sometimes :D), lock yourself in one of the tiny little English bookshops and just sit and stare at the beautiful view from a freaking rooftop in Oslo. You want to do all these things but there is too little time. And this is why, ladies and gentlemen, I hate how the life works. Somebody should fix that, don't you think?

Wczoraj, piętnaście minut przed dziewiątą, najbardziej dziwna i najmniej potrzebna melodyjka Ryanairowskiego samolotu z Oslo powitała mnie w domu. Ostatnie dwa tygodnie spędziłam tak, jak zawsze chciałam żyć - przemieszczając się z jednego miejsca do drugiego, siedząc na lotniskach (w czym, o dziwo, bardzo się lubuję) i poznając nowych ludzi. Te dwa tygodnie dobiegły jednak końca, studia zaczynają się w październiku (ekscytacja nie ma granic = ekscytacja w ogóle nie występuje), a jedyne, co teraz chcę zrobić, to przykryć się kocem i pogrążyć się w głębokiej rozpaczy z powodu przyszłego roku. Powiem tyle - świruję. Świruję, bo widzę dookoła tych ludzi, aż zanadto podekscytowanych rozpoczęciem roku akademickiego, a ja tak sobie siedzę i w ogóle nic nie czuję. Dziewiętnastka to wiek nienormalny i irytujący, bo trzeba podjąć jedną decyzję dotyczącą przyszłego życia, mając w głowie jego dwie wersje. Bo z jednej strony, chce się skończyć studia, chce się mieć wykształcenie. A z drugiej strony, chce się wziąć plecor i robić te rzeczy, które trudno będzie zrobić kiedy indziej, z obowiązkami, pracą. Szwendałabym się ulicami miast, zaszyłabym się gdzieś w jednej z małych angielskich sklepów z książkami, siedziałabym całą noc na dachu i obserwowała widok na piekielne Oslo. Tyle rzeczy chce się zrobić, ale człowiek w pewnym momencie orientuje się, że naprawdę jest mało czasu i pewnych spraw połączyć się nie da. I wtedy trzeba jedno z nich skreślić. Oto więc właśnie dlaczego nienawidzę tego świata. (Nienawidzę świata, W. Załazińska, 2014). A teraz wracam do przeglądu zdjęć:

1 ▪▪▪ last post's oufit
 
2 ▪▪▪ New York is one of these cities where no matter if you stand under a bridge, in the park, on the busy street, in the trash bin  - you always end up with nice pictures.

Nowy Jork to jedno z tych miast, które niezależnie od pory dnia czy lokalizacji - zawsze wygląda dobrze. Nieważne czy stoi się pod mostem, w parku, na ulicy pełnej ludzi czy siedzi się w śmietniku.

3▪▪▪ Lincoln Center is probably the most ridiculous place in the whole New York City. There are people wearing all black, people wearing sweatpants, people wearing bal gowns or weird constructions on their head. You could literally wear only a plastic bag and nobody would care - and this is the attitude I actaully love. Every single trend, every single piece of clothing you want to see (and you don't want to see) is there. There are also masses of very important people, who you very don't know and you see for the very first time in your life but apparently they must be something since suddenly there are people with camera lenses bigger than your head who try to get the best shot by shouting and killing a few people on their way.

Lincoln Center to prawdopodobnie najbardziej absurdalne miejsce w Nowym Jorku. Są tu ludzie tylko w czerni, ludzie w dresach, ludzie w sukniach balowych, ludzie z niezidentyfikowanymi konstrukcjami na głowie. Można by tu przyjść tylko w siatce foliowej i na nikim by to nie zrobiło większego wrażenia (co mi się bardzo podobało). Każdy trend, każdy element garderoby, który chce się zobaczyć (i nie chce się zobaczyć) jest właśnie tutaj. Co kilka minut swoje 'wejścia' mają też bardzo ważni ludzie, których tak bardzo nie znałam i których tak bardzo pierwszy raz na swoje oczy widziałam. Moja ignorancja pozwoliła mi za to obserwować, jak ważni ludzie się pojawiali, a fotografowie w celu zrobienia jeszcze ważniejszego ujęcia, razem ze swoimi obiektywami większymi od mojej głowy, krzyczeli i eliminowali po drodze kilku kolegów po fachu.

4▪▪▪ With Alice at the Hudson's rooftop | Z Alą na dachu hotelu Hudson.



1& 2▪▪▪  My last day in New York and of course, the most cliche of the most cliche things need to be done : having a coffee in Central Park. | goodlookin.pl jacket, Nly Trend trousers, New Look boots

Mój ostatni dzień w NYC zdecydowałam się spędzić w najbardziej oklepany sposób - sącząc kawę w Central Parku.

3▪▪▪ I'm probably one of the biggest bacon enthusiasts on Earth. 

Jest duże prawdopodobieństwo, że największą miłośniczką bekonu jestem ja.

4▪▪▪ Strolling around SoHo which is such a cool and chilled area to live in. SoHo, together with London and Stockholm is on my 'I want to live there but I'll probably never will' list. @urbanoutfitters tee, @nellycom trousers, new look boots 

Szwendanie się po SoHo, okolicy, która razem z Londynem i Sztokholmem znajduje się na liście miejsc, w których chciałabym  mieszkać.

1 ▪▪▪ September the 3rd I flew to Goteborg (Sweden) to see the launch of Nelly collection. You know me and you know I am obssesed with everything about Scandinavia so these 24 hours in Sweden were 24 hours in paradise. I've got a whole vlog coming from this trip so I'll show you more in a few days. It was amazing to meet my fellow bloggers, visit Nelly headquarter which is way bigger than I imagined it to be and get a royal treatment in Pigalle hotel. |  Zara dress, H&M hat, New Look boots

Trzeciego września poleciałam do Goteborga na premierę kolekcji Nelly. Znacie mnie i znacie moją obsesję na punkcie wszystkiego, co skandynawskie (to czasami naprawdę jest trochę chore). Te 24 godziny więc, które spędziłam w Szwecji, były 24 godzinami spędzonymi w raju. Kończę już osobny vlog z tego wyjazdu, więc na dniach będę miała trochę więcej do pokazania.  


2 ▪▪▪ The Bed. No words needed. | Łóżko w hotelu Pigalle, które komentarza nie potrzebuje.


3 ▪▪▪ I would be really enjoying a truck filled with bottles of rose lemonade. | Potrzebuję ciężarówki wypełnionej różaną lemoniadą. 


4▪▪▪ Isn't it annoying that Scandi people are all so beautiful? Jokes aside, how is it even possible to be so good-looking. Like, look at this model. With that jumper. And that hair. And that face. Lol.

Skandynawowie są irytująco piękni. Przykładem jest ta modelka. Z tym swetrem. Z tymi włosami. Z tą twarzą.


1,2,3,4 ▪▪▪ Drinks & dinner = food = love

1 ▪▪▪ Looking like a witch and taking selfies in the mirror. | Kapelusz czarownicy zasługiwał na selfie.


2 ▪▪▪ Had my nails done for the first time ever (yep) and to be honest, I couldn't even recognise my hand. It's stupid but true - nice looking nails change a lot of things. The most gorgeous lady at OpiMania salon in Krakow did such a great job. They're black and I'm a happy gal. Thank you :)

Pierwszy raz w życiu zrobiłam paznokcie (tak.) i szczerze mówiąc przez dobre kilka dni nie mogłam się przyzwyczaić do swojej ręki. Głupie to, ale prawdziwe - wygląd paznokci dużo zmienia. Nawet telefon zaczęłam trzymać inaczej. Serdeczne podziękowania dla OPI i pani z salonu OPI Mania :):)


3▪▪▪ With Linda, Alexa and Marianna. It was so nice to meet Linda and Alexa and reunite with Marianna after a year. | Z Lindą, Alexą i Marianną.

4▪▪▪ A quick shot from Vienna airport, waiting for my flight to NYC and wearing my new favourite Local Heroes, 'Badass' sweatpants. See you in the next post!| Jako, że życie dresie szczęście niesie (rym własny), dresy 'Badass' z Local Heroes stały się moim uniformem. Do zobaczenia w kolejnym poście ;)


Read More

5/9/12

'American style'


As you probably know my exchange with the USA students included also going to school with them. That's awesome, right? I've always wanted to see a typical American school. High School Musical look-alike? I hope so! (no, no, I don't watch it! And no, I don't know all the songs by heart. No way). 

Tak, już zapewne wiecie lub się domyślacie, moja wymiana z uczniami amerykańskiej szkoły zakładała również chodzenie z nimi na lekcje. Świetna sprawa. Zawsze chciałam zobaczyć, jak wygląda typowa amerykańska szkoła. Osobiście liczyłam na coś w stylu High School Musical, oczywiście (Nie, nie, wcale tego nie oglądałam. Nie, wcale nie znam wszystkich piosenek na pamięć)


I didn't know what to expect. Maybe the school would turn up to be a fashion show? You never know. So I was kinda worried at first but then I just chose my typical outfit so: American Apparel sweater, black skinnies, biker shoes, leather jacket and black and brown bag. I felt secure. Entering the front door, I heard my heart beating. New place, new people. And then I bumped into a girl with wet hair wearing...pyjamas.

Nie wiedziałam, czego się spodziewać. Przerabiałam w głowie różne scenariusze, włącznie z tym, który zakładał, że szkoła będzie bardziej przypominać pokaz mody. Byłam więc na początku trochę zmartwiona i zdezorientowana, ale w końcu na mój pierwszy dzień wybrałam stały zestaw: sweter American Apparel, czarne rurki, buty bikersy, skórzaną kurtkę i czarno-brązową torbę. Czułam się bezpiecznie w obliczu odkrywania amerykańskiego liceum, o którym przecież nie tylko tak lukrowe filmy jak High School Musical powstały. Kiedy wchodziłam do wielkiego budynku przez wielkie drzwi, usłyszałam łomot mojego, już nie tak wielkiego, serca. Nowe miejsce, nowi ludzie. I w tym oto momencie wielkiej zadumy wpadłam na dziewczynę z mokrymi włosami, która miała na sobie....piżamę.


OK, that was weird. After a few steps I realized it wasn't weird here. What I saw first was the multiple view of sweatpants, tracksuit tops, sporty backpacks and Emu Eden slippers. I was...confused. Gabriela? Troy? Are you there? No, there was no Gabriela in her flowery dresses. Or Sharpey wearing pink from head to toe.
   I just want to get things straight. In my school in Krakow every day is similar to a mini fashion show. Wait, no. That's exaggeration. Let's say...it's a place near a fashion show where street style bloggers take pictures of you.  Most of the time you have to look good or at least decently. Nice shoes, nice hair, nice bag.

To było osobliwe. Jednak po kilku krokach zdałam sobie sprawę, że tutaj osobliwe to nie było. Pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy, kiedy przekroczyłam próg szkoły, był widok tysiąca spodni dresowych, bluz od dresu, sportowych plecaków i "kapci" Emu. Byłam...zdziwiona. Gabriela? Troy? Czy gdzieś tu jesteście? Nie, nie było ich. Nie było Gabrieli w sukienkach w kwiatki. Nie było Sharpey w różu od stóp do głów. 
   I tutaj musicie wiedzieć o jednym. W mojej szkole, w Krakowie, każdy dzień przypomina mniej więcej pokaz mody. Nie, to gruba przesada. Powiedzmy, że to jak placyk przed pokazem mody, gdzie fotografowie mody ulicznej robią nam zdjęcia. Zazwyczaj trzeba prezentować się dobrze, a przynajmniej przyzwoicie. Ładne buty, ładna fryzura, ładna torebka.



And here? Nobody really cares about what you are wearing and I find it so bizarre but interesting and fascinating at the same time. At first I was shocked because people's attitude was so different to the one we  have (in my school?/ in Krakow? /in Poland?/ in Europe?). But then....it just started to fascinate me more and more. You could literally feel the ease there. People were so relaxed about their look or clothes.

A tutaj? Nikogo tak na prawdę nie obchodziło, czy mieliśmy na sobie dres czy piżamę, baletki czy kapcie. Było to dla mnie czymś dziwnym, ale jednocześnie interesującym i innym. Na początku byłam...cha cha...zszokowana, bo podejście tamtejszych ludzi do spraw wyglądu czy ubierania się było tak inne niż nasze (w mojej szkole?/w Krakowie?/w Polsce?/w Europie?). Ale później...to wszystko zaczęło mnie coraz bardziej fascynować. Ta szkoła wprost ociekała luzem.


Although once or twice I did wear sweatpants to my school (Tesco ones rule!!!), people would send me look "go back to your gym,  for God's sake". But here I was among my love-my-sweatpants friends. Guess what is my greatest purchase from the US? I'll leave you with this hard question. Day by day I was becoming a gangsta-Weronika. I'm not kidding. I know it's not a good idea to publish it here but with my friends we would drive the car, windows opened, Kanye West on full volume, black gangsta shades on our eyes, gangsta sweatpants on, gangsta Sprite can in our hands and all car bouncing. It was....fun.

Mimo że raz czy dwa pojawiłam się radośnie w mojej szkole w dresach (polecam serdecznie - Tesco), ludzie wysyłali mi spojrzenia, którymi starali się chyba przekazać, abym wracała na salę gimnastyczną i się nie kompromitowała. Ale tu, w Stanach, byłam wśród "kocham-moje-dresy" znajomych. (A kiedy zadam Wam pytanie, co jest moim najważniejszym nabytkiem z tego kraju, myślę, że nie będziecie mieć problemu z odgadnięciem ;)) Z dnia na dzień stawałam się raperem-Weroniką. Nie robię sobie żartów. Zdaję sobie sprawę z tego, że publikowanie tutaj takich wspominek nie jest zbyt dobrym pomysłem, ale w pewnym momencie poziom rapera w Weronice był dosyć niebezpieczny: kiedy razem ze znajomymi jechaliśmy samochodem; okna otwarte; Kanye West huczący z głośników; czarne raperskie okulary na nosie; raperskie spodnie dresow ; raperska puszka Sprite'a w dłoni i cały samochód kiwający się. To była....zabawa.



During one of the Latin classes I was talking with a girl about how Europe school and American school differ from each other. I told her it was so much fun not to care about what you wear. She looked and me and said: "Are you kidding me?! I wish I could wear a dress or heels but everybody would stare at me. And it wouldn't be nice". It's funny when you look at this - there are so many things that connect people from two continents but there are also so many that differ them from each other!

Podczas jednej z lekcji łaciny rozmawiałam z pewną dziewczyną o różnicach pomiędzy europejską a amerykańską szkołą. Powiedziałam jej, że naprawdę miłą odmianą było chodzenie do szkoły, gdzie spojrzenie uczniów nie przypomina spojrzenia jurora w Project Runway. A ona wtedy mi rzekła, abym sobie z niej żartów nie robiła, bo wiele dziewczyn strasznie by chciało nosić sukienki i chodzić na obcasach. Nie mogą jednak tak robić, bo wszyscy by na nie dziwnie patrzyli. To zabawne, jak ludzi na dwóch kontynentach może tyle łączyć, a jednocześnie tyle dzielić. U nas sprawa przedstawia się przecież na odwrót.


 And then I was at the crossroads. Although I enjoyed wearing sweatpants almost every day, I really missed dressing up. And I would never ever stop doing it. I think I just love clothes too much. So don't worry, my gangsta-period is almost over but on the other hand I'm not going to stop wearing sweatpants. No way! It'll be a hint of American style ;)

 I wtedy znalazłam się na rozstaju dróg. Chociaż noszenie spodni dresowych dzień w dzień było jak...dobry odwyk (dzisiaj szaleję z poetyckimi metaforami), to tęskniłam (i to jak!) do starych zwyczajów. Nie wydaje mi się, że mogłabym z tego wszystkiego zrezygnować, chyba za bardzo kocham ubrania i całą tę modę. Więc nie martwcie się, spokojnie, mój raperski okres można uznać prawie za skończony, chociaż z drugiej strony nie zamierzam porzucić spodni dresowych. Nie ma mowy! To będzie taka szczypta amerykańskiego stylu ;)


PS Yes, the school is even better than in High School Musical. Can you imagine that?! Better than it?!

PS Tak, ta szkoła była jeszcze ładniejsza niż w High School Musical. Potraficie sobie to wyobrazić?! Jeszcze lepsza?! 

(photos via Jak&Jil, Stockholm Street Style)
Read More

5/6/12

USA photo diary
I'm back. I know I left you all without even saying a word but last two weeks were the craziest ever. So, today I came back from the USA. I spent there ten lovely days (it was a exchange programme organised by my high school). I had the oppurtunity to see both small east coast cities and the huge ones (New York, New York!), meet amazing people and see wonderful things. I hope I'll have some more photos from my friends to show you! 
Wróciłam. Opuściłam Was wszystko bez słowa wyjaśnienia, ale ostatnie dwa tygodnie były szalone. Dzisiaj wróciłam z USA, a nie był to łatwy powrót z uwagi na moją walizkę, która chyba miała zamiar mnie złośliwie przygnieść. W Stanach spędziłam dziesięć dni, a to za sprawą wspaniałej wymiany szkolnej. Miałam okazję zobaczyć i te mniejsze miasteczka na wschodnim wybrzeżu, ale także wielkie metropolie (Nowy Jork, Nowy Jork), poznać niesamowitych ludzi i zobaczyć piękne rzeczy. Mam nadzieję, że uda mi się zdobyć jeszcze kilka zdjęć od znajomych i podzielić się z Wami :) The heart of the NYC at 5.30 AM . The sight of the solitary streets is something I'll never forget. // Centrum Nowego Jorku o 5.30 nad ranem. Widok opustoszałych ulic Wielkiego Jabłka to coś, czego nigdy nie zapomnę. Let me say one thing. I hate Times Square. I hate it. If I were a New Yorker I would stay away from this place as much as possible. It's the tackiest thing I've seen here, but hey! the fact I don't like, doesn't mean I can't take a photo there ;) So, I'm wearing Uniqlo blazer, second-hand shirt, Morawski bow. 
Pozwólcie, że wyjaśnię jedną rzecz. Chociaż kocham Nowy Jork całym sercem, to Times Square wprost nienawidzę. Gdybym mieszkała w tym mieście, trzymałabym się od tego miejsca jak najdalej. Wielki plac z telebimami to chyba najbardziej tandetne, zatłoczone i gorące miejsce na tym świecie, ALE! to mi wcale nie przeszkadza zrobić sobie tutaj zdjęcie ;) Mam na sobie marynarkę Uniqlo, koszulę z ciucholandu i muszkę Morawski. A wonderful view from "Top of the Rock". / Piękny widok z "Top of the Rock". MoMA! The best museum I've ever been to. The worst thing about visiting a city is TIME. Two hours per one museum it's not much, but I guess it's better than nothing, right? So if you're in a rush you need a good plan and good legs... I skipped Cindy Sherman's exhibition because I'm not really a big fan of her work but still it's a pity I couldn't see everything. Life is brutal. 
MoMA! Najlepsze muzeum, w jakim dane mi było się znaleźć. CZAS jednak nie jest serdecznym przyjacielem przy zwiedzaniu takich miejsc i dwie godziny raczej nie wystarczają na wpatrywanie się w każde dzieło, ale lepsze te dwie godziny niż nic. A więc jeśli zwiedzacie w pośpiechu, potrzebujecie dobrego planu i dobrych...nóg. Ja zdecydowałam się opuścić wystawę Cindy Sherman, jako że nie jestem wierną fanką jej prac, ale i tak żałuję, że nie udało mi się zobaczyć wszystkiego. Życie jest stanowczo zbyt brutalne. Garden inside MoMa. As I said before, you need good legs while sightseeing. And I don't mean good-legs-Anja-Rubik's-legs (which are amazing by the way, two days ago I saw her in front of Newark airport, and damn, I was starstrucked.) I mean legs that allow you to walk 19 hours without complaining. When I was little I used to walk, walk, walk all the time. Now I'm just terrible. In the afternoon (durign our NYC trip), when even Starbucks coffee wasn't helping that much (yes, Starbucks coffee, we went full mainstream during our stay!) we took a taxi. Yellow, NYC taxi (you see? I wasn't joking about this full mainstream thing). 
 Tak jak wcześniej wspomniałam, do zwiedzania potrzeba dobrych nóg. I nie mam tutaj na myśli dobrych nóg a la Anja Rubik (które tak nawiasem mówiąc są wspaniałe. Dwa dni temu zobaczyłam Anję przed lotniskiem Newark i pierwszy raz w życiu (wstyd się przyznawać, bo niby ja taka: blee, celebryci) doznałam tak zwanego: starstruck) Mam na myśli dobre nogi, które pozwalają nam chodzić przez 19 godzin bez narzekania na absolutnie wszystko. Kiedy byłam mniejsza mogłam chodzić, chodzić i chodzić. Teraz jestem pod tym względem straszna. Podczas dnia w Nowym Jorku, po południu, kiedy kawa ze Starbucksa (tak, ze Starbucksa, mój wyjazd stoi pod znakiem wiekiego mainstreamu) przestała pomagać, zamówiłyśmy taksówkę. Żółtą, nowojorską taksówkę (widzicie? Wcale nie przesadzałam z tym wielkim mainstreamem). Here, a quick shot in Phili. / Tutaj szybka "focia" w Filadelfii. I wanted to see SoHo so much! I totally love everything about it: these beautiful buildings, red bricks, people taken out of the Sartorialist. 
Zawsze chciałam zobaczyć SoHo i muszę Wam powiedzieć, że zakochałam się w tym miejscu, w tych pięknych budynkach, czerwonych cełgach i ludziach wyjętych z bloga the Sartorialist.
Read More