Showing posts with label events. Show all posts

6/15/13

IN WARSAW FOR LOUIS VUITTON

(ph. Karolina Kamińska and I / wearing JollyChic dress, Promod shoes)

Before I start my usual rambling, let me just clarify one thing - I was not, I am not and I'll never be a party animal. So everything you're about to read in a few second, was written by a socially awkard person that runs away for every single camera and thinks she's going to die when there are too many people in the same room. Once I stated that, I can keep carrying on. So if you follow me on any sort of social media sites, you probably know that I had a great pleasure to be invited to the opening of the first Louis Vuitton store in Poland. I have to say, I don't really take part in such things much often. I guess the lat time I partecipated in a 'big event' was two or three years ago. I was so dissapointed by people and so lost in that sort of society that I kept on rejecting every single invitation that I would get throughout those few years. This time I said yes though, because a) I appreciated being invitated there, b) I really like Louis Vuitton - I've always liked their campaigns, some bags and pret-a-porter collections (remember white princesses riding on a carrousel? That is so freaking me), c) I knew that I would have a story to tell you and you know how I love telling stories to you, guys.


Zanim zacznę spisywanie moich jak zwykle głębokich przemyśleń, chciałam na wstępie tylko powiedzieć, że lwicą salonową to ja nie byłam, nie jestem i zapewne nigdy nie będę. Miejcie więc na uwadze, że wszystko, co za chwilę przeczytacie, zostało napisane z perspektywy osoby, która ucieka przed każdym aparatem i która myśli, że koniec jej życia właśnie się zbliża, kiedy w jednym pomieszczeniu zbierze się za dużo ludzi. Wszystkie więc bankiety, nie bankiety, otwarcia, premiery i nie wiem co jeszcze, zamiast mnie kusić, raczej mnie odpychają. Ostatni raz kiedy przyjechałam do Warszawy, żeby uczestniczyć w „wielkim wydarzeniu” (przynajmniej tak je określali organizatorzy przedsięwzięcia) był jakieś dwa albo trzy lata temu. Wyszłam stamtąd tak rozczarowana i tak zagubiona, że od tych kilku lat z uporem osła odrzucałam wszystkie zaproszenia, które miałam okazję dostawać. Moment przełomowy nastąpił kilkanaście dni temu, kiedy przyjęłam zaproszenie na otwarcie pierwszego sklepu Louis Vuitton. A przyjęłam je, bo a) było mi naprawdę przemiło je dostać (świetny powód tak na sam początek), b) samą markę bardzo, ale to bardzo lubię - ich kampanie reklamowe są przepiękne, większość toreb (aczkolwiek zdecydowanie nie wszystkie) też, nie wspominając już o kolekcjach pret-a-porter (białe księżniczki jeżdżące na karuzeli? chyba nikt nie ma wątpliwości, że to sceneria mojego wyimaginowanego życia), c) zawsze to kolejna historia do opowiedzenia, a jak zapewne wiecie, opowiadać Wam historie, to ja lubię bardzo.





Together with Karolina, we arrived in Warsaw in the afternoon, so we went to out hotel and started to get ready for the evening. (May I just say I had the most comfortable bed I've ever been in? I loved it to such an extend, that I didn't want to fall aspleep at night, cause I knew that in the morning I would have to leave this little rectangular paradise). The photos from the hotel room were taken in the morning, cause we didn't have much time and the lightening sucked a little, so during the event I had a black bow in the my hair but I forgot to pin it in the morning.

Razem z Karoliną przyjechałyśmy do Warszawy późnym popołudniem, więc szybko pobiegłyśmy do hotelu i zaczęłyśmy iście królewskie przygotowania. Naprawdę tylko tej karuzeli, o której pisałam przed chwilą, tam brakowało, bo czułam się zupełnie jak księżniczka i skakałam na łóżku przez dobre piętnaście minut; łóżku, które było tak miękkie, że prawie polały się na nie łzy rzęsiste, kiedy rano musiałam je opuścić. Zdjęcia w pokoju robiłyśmy następnego dnia i zapomniałam wpiąć we włosy czarną wstążkę, którą miałam poprzedniego wieczoru.



Outside the store we passed a little army of photographers that were making a circle around somebody, whose face I didn't see. Apparently, somebody was giving some faces of his lifetime. I got in and I was welcomed by the loveliest person in this industry I've ever met - Magda. And then I saw something that quite ridiculous and very scary for me - the place where celebrities are asked to stand and smile and one billion photographers are taking pictures of every single milimiter of their body. Don't worry guys, I said no. I said no because I'm not a celebrity. I said no because if I do something, I always need to see the reason why I do it and I couldn't find any reason why I would stand there. I said no, well, because I'm scared of those photographers. And yes, it is possible to say no in such situations, nobody's dragging you out there.
 
 
Zbliżając się na miejsce, minęłyśmy po drodze rój fotografów, którzy okrążyli przed wejściem kogoś, kogo twarzy nie zobaczyłam. Zapewne właśnie tworzył pozy swojego życia. Weszłam do środka i od razu powitała mnie najbardziej sympatyczna osoba w tej branży - Magda. Wtedy też zobaczyłam coś, co gdybym miewała koszmary, zapewne pojawiałoby się w nich w miarę często. Coś, co mnie śmieszy i przeraża równocześnie - złowieszcza ścianka. Spokojnie, nie zgodziłam się na zdjęcie. Powiedziałam nie, bo nie jestem celebrytką, a zdjęciami lubię się dzielić tylko z Wami. Powiedziałam nie, bo jeśli coś robię, to muszę w tym widzieć choć troszkę sensu, a tutaj sensu nie zobaczyłam. No i powiedziałam nie, bo po prostu boję się tych fotografów. Wyglądają, jakby chcieli każdego tam zjeść. I tak jeszcze tylko powiem, że da się powiedzieć nie”, nikt mnie nie owinął łańcuchem i nie zaciągnął przed obiektyw. Przypadkowych” zdjęć ze ścianki więc, według mnie, nie ma. Jeśli ktoś ma tam zdjęcie, to chciał mieć tam zdjęcie. I oceniać tu nie mam zamiaru, czy to dobrze czy źle, bo każdy czuje się dobrze w innych warunkach. Ja akurat w takich czułabym się najgorzej.
 
 
The store itself was AMAZING - it has two floors and is very spacious. Well, it wasn't spacious during the event but I imagine without all this people it would definitely be like this. There were some beautiful baggages, bags and shoes and honestly, I'd be very happy to lock myself there just to sit and look at everything.
Sklep jednak zrobił na mnie bardzo duże wrażenie - dwa piętra i dużo przestrzeni (gdyby odjąć wszystkich ludzi). Pełno pięknych toreb, walizek, butów; mogłabym się tam zamknąć i po prostu to wszystko obserwować. Tak przez kilka dni.


I guess I came back four of five times to see this bag again and again. The lady (she was extremely kind) who was working there, laughed at me because I was probably looking a little bit mental. I don't know what was going on with me, but I just couldn't help staring at this bag. It's lovely. And it's so mine in my imaginated world.
Wracałam z cztery albo pięć razy, żeby zobaczyć tę torbę raz jeszcze. Pani, która tam pracowała (przemiła dziewczyna), śmiała się ze mnie, kiedy powracałam ze spojrzeniem maniaka. Nie wiem, co się ze mną stało, ale torba ta mnie opętała. Jest piękna. I jest moja. W wyimaginowanym świecie.

Thank you Louis Vuitton for an invitation, maybe I'm not a party animal, but I do apprecciate beautiful things. And surely, there plenty of them in this store. See you very soon!

Jeszcze raz bardzo dziękuję za zaproszenie, „party animal” ze mnie żadne, ale doceniam piękne rzeczy. A w tym sklepie było ich mnóstwo. Do zobaczenia i miłego weekendu!
Read More

4/27/11

easter bunny spring sale







 (ph. me & Kasia)
I can't feel my legs. Literally. I spent seven hours barely without sitting - how cool is that? :) Easter Bunny Spring Sale was tiring but at the same time so much fun! (I was wearing second-hand sweater and vintage shorts.)

Moje nogi wołają o pomoc po siedmiogodzinnym staniu w moich vagabondach. Easter Bunny Spring Sale można jednak zaliczyć do udanych imprez! (Byłam ubrana w sweter z ciucholandu i spodenki wygrzebane ze strychu)   
Read More

4/4/11

plich fashion show













 (ph. my Mum & Kasia)

Yesterday Plich fashion show took place in Krakow and I was one of the guests there. Had a really great fun, I loved some of the pieces from the collection, especially the white ones. I was wearing white dress that my Grandma sewed for me (ok, I think I'm getting a little boring with that :)). I actually had this dress on my prom night. The shiny bag is from Claire's and wedges are my beloved Vagabonds. 

Wczoraj miałam okazję być jednym z gości na pokazie Plicha. Bawiłam się świetnie, niektóre sukienki z kolekcji niezmiernie mi się podobały (szczególnie białe, ze zwiewnych materiałów). Miałam na sobie białą sukienkę uszytą przez Babcię (ok, zaczynam się już z tym robić nudna :)), którą włożyłam także w lutym na bal gimnazjalny (wielu z Was prosiło mnie, żebym pokazała komersową kreację :), więc oto ona). Błyszczącą torebkę kupiłam w Claire's, a koturny to oczywiście ukochane Vagabondy.
Read More

2/11/11

junk fashion show 2011

     In the picture above you can see one of two outfits I prepared for Junk Fashion Show '11. I was such a lucky girl, because I got the prettiest model :) My dress was used a blouse and the skirt was made from an old second-hand dress. But for my amazing Grandma, I wouldn't have been able to present it. The whole show was great! Thanks to my friend we had the best seats, although there was a photographer who thought he had a cap of invisibility and his head is in the half of my pictures :)

     Na zdjęciu powyżej możecie zobaczyć jedną z dwóch stylizacji, które przygotowałam na Junk Fashion Show '11. Byłam szczęściarą, bo przydzielono mi najładniejszą modelkę :) Do zestawu użyłam sukienki (tu jako bluzka), a spódnica to nic innego, tylko przerobiona długa sukienka z ciucholandu. Nie byłabym w stanie oczywiście tego zrobić bez pomocy mojej wspaniałej Babci :) Cały pokaz był świetny! Dzięki mojemu przyjacielowi, mieliśmy najlepsze miejsca. To jednak nie przeszkodziło jednemu fotografowi, który myślał, że nosi czapkę niewidkę, trochę wychodzić poza swoje miejsce, tak że jego głowa widnieje na połowie moich zdjęć :)











Read More

10/6/10

Mango party, Gala Gonzalez, fashion bloggers and me


Last week I attended to MANGO 10th anniversary party. Just guess who was there. One of my favourite fashion bloggers, unbelievably beautiful and so funny Gala Gonzalez. She was so nice to me ;) I also talked with other amazing girls such as Alice or Styledigger. Later there was a contest for the best outfit. I had to pulled the whole look using only MANGO stuff. So I did it and went home, because my Mum didn't want to me to stay up late ;) In the evening I got a call that Gala had chosen my outfit and I won! Yay! I've already given the cosmetics to my Mum and on Saturday I'm going shopping with my gift card! ;)

W zeszłym tygodniu odbyła się impreza z okazji dziesiątych urodzin MANGO. Jak zapewne już wiecie, gościem specjalnym była jedna z moich ulubionych blogerek, niesamowicie piękna i przezabawna Gala Gonzalez. Razem z Alicją, Asią i innymi dziewczynami gadałyśmy o różnych sprawach, a Gala opowiadała nam anegdoty z modowego środowiska ;) Po piętnastej rozpoczęto konkurs na najlepszą stylizację. Zadaniem było przygotowanie całego zestawu składającego się z ciuchów/dodatków z MANGO. Wykombinowałam strój, zrobiono mi zdjęcie i poszłam do domu, bo Mama nie pozwoliła mi długo zostać :) Wieczorem dostałam telefon, że Gala wybrała moją stylizację! Wygrane kosmetyki dałam Mamie, a z bonem wybieram się na zakupy w sobotę :)

Fot. Tytus Kondracki / www.tytuskondracki.eu
Read More