Showing posts with label outfits. Show all posts

6/14/14

The All Year Round Boots | OOTD

(Weronika Załazińska / ph. Maksymilian Scholl)
| New Yorker skirt| second-hand jacket | Sheinside top |  Deichmann shoes  |H&M rings and necklaces |

 Kilka słonecznych czerwcowych dni temu, podczas standardowego kawowego posiedzenia, zostałam zapytana jak i dlaczego nie zbliżam się do zgonu mając na nogach te buty. Osoba pytająca nie wiedziała. Nie wiedziała, że to buty całoroczne i specjalne. W miesiącach zimowych trzymają ciepło, w lecie natomiast pozwalają żyć. Tak, i biją na głowę Conversy, które często fundują darmową saunę na środku chodnika. I wiem, że osoba stojąca w szortach, na nogach mająca buciory, twierdząca, że ma się naprawdę w porządku, podczas gdy słońce z porażającą siłą świeci jej w oczy, jest na pozór osobą mało wiarygodną.  Pozory jednak mylą.

Let me introduce you The All Year Round Boots. I was asked the other day by one of my friends how I manage not to be dying in these when it's so sunny outside. She didn't know. They are special. In the winter, they keep me warm; in the summer - they keep me cool. Yes, they do beat Converse shoes, which are the least summer-appropriate shoes I guess since they make you feel as if you were in a freaking sauna when you're only standing on a street. And I know, sometimes it's hard to believe a chick wearing shorts and boots on a sunny day claiming she's totally alright but trust me - she is totally alright.





Read More

6/6/14

Blue Thursday | OOTD
(Weronika Załazińska / ph. Ola Kuliczkowska)
| Mango shorts | second-hand shirt | second-hand scarf |  Converse shoes  |H&M rings and necklaces |

Dziwne, jak wiele rzeczy się zmienia. Kiedyś takiego typu szortów nie tolerowałam. Nie mogłam pojąć, w jakim celu idzie się do sklepu i kupuje spodnie, które wyglądają jakby miały za sobą bliskie spotkanie ze wściekłym i agresywnym psem.  Czas jednak człowieka zmienia, bo do miłośników rzeczy „pogryzionych przez psa” dołączyłam i ja. I przechodzę właśnie przez niebezpieczną fazę, kiedy wszystko, co widzę jest idealnym materiałem na piękne postrzępienie.  

It's funny how things change. I used to hate these type of shorts - literally detest them. I could not see why would you spend a sh**-ton of money to get shorts that look as if they just experienced a close encounter with an angry and agressive dog.  Things do change, let me tell you. I'm all in the 'ripped by a dog' club and I'm going through the phase when I see one thing and immediately imagine how beautifully it could be ripped.

 
 Ostatnio, oprócz wyżej wspomnianej fascynacji niszczeniem rzeczy, zauważyłam, że moje zdolności mówienia „nie” powinny pójść do poprawki. Bo o ile nie mam z tym problemu w większości sytuacji życiowych, kiedy idę coś gdzieś zjeść, moja siła woli się ulatnia. Powtarza się to za każdym razem. Kończę jeść,  a zza rogu wyłania się kelnerka i ja wiem, co zaraz się stanie. Podchodzi i pyta, czy nie chciałabym spojrzeć na kartę z deserami. To pytanie jest pułapką, bo rzucić okiem nie zaszkodzi. Rzucam więc okiem i pięć minut później mam przed sobą coś, czego nie planowałam mieć przed sobą jeszcze trzydzieści minut wcześniej.


Also, I recently noticed I should really work on my 'saying no' skills. Cause whenever I go somewhere to eat, I do the same thing. Everytime. After I'm done with my main order, the waitress comes and and she goes 'Would you like to see our card of desserts?'. This it the trap question. Taking a look at a list wouldn't hurt, right? Well, that's exactly my approach but everytime I decide to 'take a look at a list' I end up with something I surely was not intending to order thirty minutes before. 

 Jednym z moich ulubionych zajęć ostatnio stało się więc testowanie różnych knajp w Krakowie (ulubione to nie jest na pewno dla mojego portfela). Wczoraj wybrałam się do niedawno otworzonego miejsca Plac Nowy 1 na Kazimierzu. Czaiłam się i czaiłam, żeby tam zawitać i kilka razy przechodziłam, żeby tylko zaglądnąć i przypatrzeć się wnętrzu  (jest naprawdę przepiękne). Za każdym razem, kiedy idę do nieznanego miejsca, wyznacznikiem jakości są dla mnie dwie rzeczy - mojito i creme brulee. Tak nawiasem mówiąc, jeśli ktoś uważa, że zrobienie mojito to nie filozofia, i że wszędzie smakuje tak samo, powiadam - jest w wielkim błędzie. W każdym razie i mojito, i creme brulee były przepyszne, jedynie co do pizzy wszyscy mieli mieszane uczucia. Zjadło się w swoim życiu trochę pizzy i ta była trochę nijaka. Blada. Następnym razem zamówię mięcho. Ono rzadko mnie rozczarowuje.


Having said that, testing out places to eat in Krakow has become one of my favourite things recently (it's definitely not a favourite thing for my wallet). Yesterday I checked out a newly - opened place in Kazimierz quarter called Plac Nowy 1. The whole building was renovated some time ago and it's got probably one the nicest interiors I've seen in my city. When I go to a new place, I've got two things that I order and I base my rating on. It's a weird combination of a mojito (if you think everywhere it tastes the same you are so wrong) and creme brulee. Yesterday these two were just on point, so if you pop in Krakow some day, definitely consider having one of them. When it comes to the love of my life, which is pizza, there's nothing extraordinary about it. A girl has eaten a lot of pizza in her life and that one was just...fine. 


Miłego weekendu! Have a nice weekend guys!

Read More

6/3/14

The Weekend Edit | OOTD, photodiary

To połowa drugiego kubka kawy tego poranka, a jeszcze nie udało mi się skonstruować chociaż jednego zdania bez zrobienia pauzy w połowie i skasowania wszystkiego, co napisałam. Tak, to ten typ poranka, który zdarza się raz na jakiś czas i to bez zapowiedzi. Kilka godzin rano, kiedy mózg, chociażby nie wiem jak zachęcany i jakimi środkami pobudzany, po prostu nie chce działać. Od razu więc usprawiedliwiam możliwy brak logiki i brakujące literki w wyrazach. 
Dziś kilka zdjęć z weekendu. Wsiadłam do pociągu, poodwiedzałam znajomych i skoncentrowałam się na dwóch rzeczach : jedzeniu i chodzeniu. Piątkową pogodą byłam wysoko zniesmaczona, ale za to następne dni okazały się idealne; szczególnie do siedzenia wieczorem nad brzegiem Wisły.


I'm on my second cup of coffee this morning and still can't type one proper sentence without pausing in the middle and deleting everything I've written so far. I'm sure you know these kind of mornings when your brain just won't work. It won't work. I'm having one of these so excuse illogical sentences or words lacking in a couple of letters. Here are a few pics I took this weekend. I took a train to Warsaw, met with my friends and focused on two things only : wandering the streets and eating. When I arrived on Friday the weather was absolutely disgusting but fortunately the next two days were just lovely - especially in the evening it was so nice to chill out on the bank of the river. 

(Weronika Załazińska / ph. Ola Kuliczkowska)
| Oysho jumpsuit | second-hand bag| second-hand scarf |  Deichmann boots  |H&M rings |



 Krótki momencik na docenienie tego kombinezonu. Dla osoby dosyć lubiącej wygląd sukienki (ale nie komfortu noszenia z nią związanego) to jeden z najlepszych wynalazków. Bo wygląda to jak sukienka, ale nie zmusza to wyglądania jak osoba z problemami i brakiem koordynacji rąk za każdym razem, kiedy wiatr zdecyduje się zawiać.

 Can we just all take a moment and appreciate this jumpsuit? I honestly that jumpsuit is one of the greatest things ever invented if you like dresses. It looks like a dress but doesn't make you look like a mental person doing weird moves with your hands whenever the wind blows. Absolutely genius.


 

1⏪  Z serii "jedząc powietrze" razem z Mary / Me eating air in da club with Mary 

2⏪ I kolejny raz, kiedy filtry z wielkiego badziewia robią pseudo-artystyczne (też trochę badziewne), ale znośne zdjęcie / I swear a good filter can make a decent photo out of some real crap

 ⏩3⏪ Typowe nocne selfie z Agatą i Olką pod mostem. Styl, klasa i piękno na jednej fotografii. /  Typical night time selfie with Agata and Ola.  

 ⏩4⏪ Brak lewej nogi. / No left leg here.
   

⏩ |second-hand shirt | Mango shorts and bag | Deichmann boots | second-hand scarf| ⏪
i

 Dniem pełnym chwały i zadowolenia okazał się piątek, kiedy to niekończąca się pogoń za rzeczami-widmo...została zakończona. Tylko ja potrafię spędzić tyle tygodni uganiając się za jedną książką i błyszczykiem i nie chcąc zaspokoić się wysyłką przez Internetem. Co to za zabawa, ja szukam stacjonarnie. Koniec końców udało mi się. Wszystko zależy od przyimka zaczęłam w pociągu i chociaż nie powinno się niczego polecać bez skończenia, to ja polecam. I polecam już ją kupić, zanim wszystkie egzemplarze znikną nawet z księgarni internetowych. Błyszczyk NYXa Butter Gloss w kolorze Creme Brulee od razu polubiłam, chociaż za często takich rzeczy nie noszę. Piękny kolor (w google grafice są dostępne bardzo dobre swatche) i piękna nazwa. Geniuszem jest ten, kto postanowił nadawać kosmetykom nazwy związane z jedzeniem.


Oh the glorious day happened on Friday when the never-ending struggle to get these two things was over. I spent so much time looking for a book and a lipgloss that it's just pathetic but you know I'm capable of a lot of things. Anyways, the book I got is a script of a conversation between three Polish language Masters. I'm halfway through and I find it hilarious. The lipgloss though is a NYX Butter Gloss one, in the colour Creme Brulee. I'm not a huge lipgloss wearer but the colour is absolutely beautiful. And by the way, can I just say how much I adore brands that name their products with the names of food?



A mówiąc o jedzeniu...Czym byłby blog bez typowego zdjęcia tego, co wylądowało w moim brzuchu?
Speaking about food...It's time for a typical blogger pics of what lands in my belly.


Miłego tygodnia! Have a nice week!
Read More

5/23/14

Back | OOTD
(ph. Maksymilian Scholl)
| second-hand jumper | American Apparel shorts | second-hand bag |  Geox Hidence boots  via www.geox.com |

Dzisiaj pierwszy oficjalny dzień najdłuższych wakacji w życiu. Po dwunastu latach rozpoczęły się te słodkie cztery miesiące zawieszenia pomiędzy byciem uczniem, a studentem. I dziwne to trochę uczucie pozbyć się szkoły zawsze siedzącej gdzieś tam z tyłu głowy. Wczoraj napisałam ostatni egzamin (z włoskiego). I dużo miałam szczęścia, że w ogóle do niego podeszłam, bo gdzieś w świecie papierów i biurokracji zrobiono małą pomyłkę. I tak wczoraj udałam się do szkoły, w której miałam pisać maturę, aby dwadzieścia minut przed rozpoczęciem egzaminu ujrzeć zdziwione twarze pań z sekretariatu twierdzące, że one nic o moim istnieniu (w ogóle i na liście) nie wiedzą i w końcu dowiedzieć się, że maturę mam pisać w innym liceum w Krakowie. Tych dwudziestu minut z życia nigdy nie zapomnę. Zdążyłam. Napisałam. Zwyciężyłam. I przeżyłam, a to oznacza, że wracam tu na stałe. Chociaż dzisiaj bardzo krótko i też nudno, to daję tylko znać, że żyję i widzimy się naprawdę niedługo ;) A co do stroju jeszcze - bo faktycznie od czasu do czasu przydałoby się coś na ten temat wspomnieć - jak zwykle cała na czarno (bo kolory letnie to jak widać zdecydowania moja działka) z wyjątkiem białych Geoxów, które okazały się mieć małą platformę, co dla karła takiego jak ja, jest zawsze plusem. Trzymajcie się :)

Today is the first day of the longest holidays I'll ever have. Cheers to that. I am free, finally after 12 years spent in school, I've got the most exciting four months ahead of me. Yesterday I wrote my last exam (Italian) which I could have not written at all because somewhere deep in the world of bureaucratic and papers they made a mistake. I basically was directed to write my exam in one school and when I got there it turned out I was on the list in the other one in my city. I found out about it 20 freaking minutes before my most important exam (probably in my whole life). I still can't figured it out how but I made it. I got to the other school. And I did well on the exam. Though, I still wanna give a big hug to the people who made the most stressful experience even more stressful for me. But now guys I am so back here. So back, you're gonna regret asking me to post more often. Even though today's post is on the shorter side and on the more boring one, a lot of things are coming soon so stay tuned :) As for the outfit - I've gone all black (because obviously summer colours are my thing) with the exception of these white Geox shoes I got recently. They do have a little platform going on so for a dwarf like me they are perfect. Take care guys!





Read More

4/3/14

LOOBOOK VIDEO + PICS
(Weronika Załazińska )
⏩1| second-hand tanktop | vintage shirt | Cheap Monday jeans | Reserved boots|

To trzy zestawy (z całych czterech), które umieściłam w nowym video (jeśli go nie widzieliście, link na końcu postu). Dzisiaj nie mam zbyt dużo do powiedzenia, co nawet mnie wprawia w lekkie zadziwienie, bo przez te lata chyba wszyscy zorientowaliśmy się, że nawet gdyby rzucić we mnie bułką, to i tak pewnie miałabym na ten temat z trzydzieści spostrzeżeń i przemyśleń. SZKOŁA KOŃCZY SIĘ ZA (około) DZIESIĘĆ DNI, ja latam i przepraszam za to coś, co dziś wymknęło mi się spod klawiatury. Jest dosyć późno, a mój mózg najwidoczniej odmawia już funkcjonowania. Do zobaczenia! 

Here are three of the four looks I included in my Lookbook Video (no Polish language in this particular one so you can safely watch it yay). I don't really have a lot to say today which is odd, because we all know I do love rambling about everything (which is nothing). Oh wait, MY SCHOOL ENDS IN TEN DAYS. I am flying. I'll see in the next post guys, take care and I'm sorry for this s*** piece of writing. It's kinda late and apparently my brain is not working.


⏩2| Mango jacket | Maryvillosa T-shirt | Zara shorts | Deichmann boots|

⏩3| Mango jacket | Zara skirt | Reserved boots | H&M bag|


Read More

3/23/14

IT'S BEEN A WHILE | OOTD

 (Weronika Załazińska /ph. Maksymilian Scholl / wearing second-hand top, American Apparel skirt, (?) jacket, Deichmann boots, H&M bag)

 Nastał marzec (23 dni temu), a moje blogowanie utknęło w dosyć żałosnym punkcie i tak naprawdę z każdym tygodniem trudniej mi się było zebrać i cokolwiek napisać. Blogowanie jest pewnym przyzwyczajeniem i kiedy wypadnie się z rytmu (który u mnie nigdy nie był wybitny, ale jakiś przynajmniej był), ciężko jest nagle wrócić do tego przyzwyczajenia. Z jednej strony, jeśli śledzicie mojego Youtube'a, mniej więcej wiecie, co się u mnie dzieje, z drugiej - jeśli tego nie robicie, to ten post wygląda mniej więcej jak notatka po powrocie z zaświatów.

So it's March and I'm the worst blogger ever. I just wanna slap myself right in my face when I think about all of you, 'international folks' that are unable to understand my Polish ramblings on my Youtube channel. It seems I haven't talked to you for ages. I haven't abandoned the blog and I'm not planning to - it's just my finals are right around the corner and it's hard to do 50 things at the same time. But good news is I'm going back to regular (I mean super regular) blogging when the exams are over, that is in May. I hope you'll somehow stick with me :)


W skrócie więc - co nowego? W zasadzie niezbyt wiele. Cieszę się z pierwszym słonecznych i ciepłych dni w Krakowie (które się już chyba skończyły, bo pisząc to teraz obserwuję jak ciemne chmury zbierają się na niebie), piję kawę (to dopiero nowość) i zaczynam zastanawiać się jak zagospodaruję najdłuższe wakacje mojego życia. Przede mną cztery pełne beztroskie miesiące, a w głowie dziesięć tysięcy planów, których nie da się połączyć. Jest tyle miejsc, które chciałabym zobaczyć, a na pierwszym miejscu ostatnimi czasy plasuje się Zachodnie Wybrzeże. To dosyć dziwne i zaskakujące, szczególnie dla mnie, bo nigdy mnie tam nie ciągnęło, ale chyba w moim prawie-dziewiętnastoletnim życiu nastał czas, żeby moje preferencje się trochę pozmieniały. Kalifornia jest na razie tylko marzeniem, które zapewne się w tym roku nie spełni, ale mam przecież całe życie przed sobą :D

What's new? Not that much, to be honest. I'm enjoying the first sunny days in Krakow, I'm drinking lots of coffee (such a novelty, right) and looking forward to my longest summer holidays ever. I'm having four months of summer this year and I just wanna make the most of it. There are so many places on my mind that I'd love to visit. One of them is West Coast which is sort of funny cause I've never had a craving for visiting California. This only shows opinions and preferances change and for the last couple of months I've been DYING to go there. I'm doubtful if it's gonna happen this year though - probably not but you know, I've got my whole life ahead of me :D


Jeśli chodzi o dzisiejsze ubrania, to trzymam się komfortowo czerni, która jest dosyć zabawnym kolorem, który sprawia, że człowiek czuje się bezpiecznie i jednocześnie uwalnia wewnętrzną Beyonce, którą każdy z nas nosi w sobie.


When it comes to today's outfit I'm wearing a lot of black which lately has been very typical of me. It's just such a safe (and comfortable) colour but it somehow gives you so much energy and it just brings out that inner-Beyonce we all have. 

 Trzymajcie się i do zobaczenia! :)
Take care guys, I'll try to post a couple of things until May but I'm not promising a lot of content. Thanks for your patience and I'll see you (hopefully) soon!
Read More

1/24/14

LITTLE BLACK DRESS


(ph. Maksymilian Scholl / wearing Sheinside dress, Modekungen bag, Reserved boots)

 It is so weird to be writing here again :) HELLO EVERYBODY after a freaking one month of blog-break! I needed it, I seriously did. Just to kind of remind myself that I'm not obligated to blog and I should do it when I feel like doing it. It's been a CRAZY month. I had a great New Year's Eve party (can you believe I didn't have Post-Midnight Depression?!), my Youtube channel's been going so fast, I'm having my prom this Saturday! I'm just so happy with how this year started. I'm starting to freak out about my final exams though - I have absolutely no clue how I'm going to survive May. There is a slight possibility that I won't. And I'll die.

 Jakoś dziwnie coś tu znowu pisać po szalonym :D MIESIĄCU blogowej absencji. Nawet nie wiem jak mam się z Wami przywitać, więc to pominę i liczę tylko na to, że nie zjecie mnie za bimbanie sobie ze wszystkich czytelników przez ostatnie trzydzieści dni. Tak jak "szalona" była moja absencja, tak i szalony był ten miesiąc. W pozytywnym znaczeniu. Rok 2014 rozpoczął się wspaniałym Sylwestrem BEZ depresji po-sylwestrowej. Kiedy wybiła północ, a ja nie poszłam do kąta płakać i rozmyślać nad sensem życia, wiedziałam, że ten rok rozpoczął się lepiej niż dobrze. Youtube rozwija się też w szalonym (powtórzmy to słowo jeszcze dziesięć razy) tempie, za co chciałam Wam strasznie podziękować - chociaż tworzyć bloga kocham i robię to już prawie od pięciu (?!) lat, to 'wideła' sprawiają mi więcej radości i wydaje mi się, że trochę inny sposób interakcji z Wami. Dziękuję więc jeszcze raz za tyle miłych słów, które zostawiacie. A! Mam jeszcze jutro studniówkę - jak więc widzicie, styczeń jest pełen wrażeń :) Zaczynam jednak intensywnie i maniakalnie myśleć o maturze i trochę się zastanawiam, jak ja przeżyję maj. Jest dosyć duża możliwość, że go nie przeżyję i po prostu umrę.




Here you can watch my video with these three winter outfits (the second one though haha). I put up English subtitles so you can understand my rambling. As you can probably tell I haven't been very adventorous with colours this winter (these 18 years frankly speaking). But I'm more that okay with that and I prefer to stick to my black skirts, white collars and grey sweaters.

Tutaj możecie zobaczyć video, w którym pokazałam moje typowe trzy zimowe stroje (ten w środku jest w szczególności tak zimowy, że bardziej się już nie da). Jak widzicie w tym miesiącu (a raczej w tym życiu) nie pałałam zbytnią miłością  do żywych kolorów. Trzymam się więc czarnych spódnic, białych kołnierzy i szarych swetrów.



 A quick Instagram update : 1) A random selfie I took after watching 10 000 episodes of Friends. I LOVE THIS SHOW. 2) My prom's tomorrow!!! Aggrgrgrgrh I am so excited about it and it's quite funny because I was like 'Prom? Whatever.' during all these months and suddenly it hit me this week that I'll finally be able to sing High School Musical's 'Night to Remember' and the lyrics will be so true :) 

Na koniec małe sprawozdanie z Instagrama: 1) Zdjęcie upamiętniające moją radość z nałogowego oglądania "Przyjaciół" 2) Moje szpilki z Aldo na jutrzejszą studniówkę. Moim celem jest wrócenie do domu w jednym kawałku i bez złamanej nogi. Życzcie mi szczęścia. 

See you soon! Do zobaczenia!
Read More

12/23/13

IT'S ALMOST CHRISTMAS!
 (ph. Maksymilian Scholl / wearing second-hand jumper, New Yorker skirt, Reserved shoes, Tesco scarf, my Grandma's old watch, Mohito coat, Mango bag)

Christmas is almost here! I guess my excitement can be very annoying for both You and people who surround me on a everyday basis but I can't help it - my favourite time of the year has just arrived and I'm the happiest girl on this planet. It feels so weird when Christmas is over though - every single year with the beginning of October The Big Anticipation starts and then after these three days, I'm left quite confused and without any purpose in my life.

Święta już tuż tuż! Już za kilka dni nie będziecie musieli znosić mojej ekscytacji, którą się z Wami tutaj dzielę od kilku miesięcy. Teraz jednak nadszedł finał wielkich oczekiwań, które zarządziłam gdzieś na początku października, mój ulubiony czas w roku się rozpoczął, a ja nie mogę być z tego powodu bardziej szczęśliwa. Boję się jednak, co będzie po tych trzech nadchodzących dniach - każdego roku, kiedy Święta mam za sobą, czuję się stłamszona, oszołomiona, wyrwana z jakiegoś dzikiego amoku i pozostawiona bez żadnego celu w życiu.


If you're Christmas addicts like I am, be strong - next Christmas is only in twelve months, I'm sure we're gonna make it. Now enjoy these few days we've anticipated for so long, grab a nice warm cup of tea, play some Micheal Buble's songs (his songs are like freaking air during Christmas time, I think we can all agree with that) and get ready cause Christmas Eve's tomorrow! 

Jeśli należycie do grupy ludzi ogarniętych manią Świąt, pamiętajcie - następne Święta już za dwanaście miesięcy, damy radę. Teraz nie pozostaje nic innego niż tylko zaparzyć herbatę, puścić piosenki Micheala Buble (które podczas czasu świątecznego pełnią rolę powietrza) i przygotowywać się do jutrzejszej Wigili.


I even found this cup very Christmassy. It says 'Come back to us'. Cute. And look at this background I achieved - I feel Christmas and Tumblr in the air.

Ten kubek wydał mi się bardzo świąteczny. A jeszcze to tło rodem z tumblra, które udało mi się osiągnąć - jeśli to nie wprawi Was w świąteczną atmosferę, to już nie wiem co.





Have a lovely Christmas! I wish you all of the best, enjoy this precious time with the people you love :) Merry Christmas!
 
Życzę Wam wszystkiego najlepszego, spędźcie ten wspaniały czas z ludźmi, których kochacie najbardziej i najedźcie się do upadłego ! Wesołych Świąt ! :)
Read More

10/12/13

SATURDAY'S UPDATE
(ph.Basia Zielińska / wearing Reserved sweater, Topshop trousers, Primark ballet flats)


Time is flying by way too fast. I mean really. One week ago I created the previous post, on Monday I took the photos I'm showing you today and I was so proud of myself since I thought I'm becoming such a good blogger, you know, having my pictures prepared already two days after the new post (in my case, it's a THING). That was on Monday. Today is freaking Saturday and God only knows where these days in-between had gone. Anyways, since my life has recently become as interesting and glamorous as a phonebook and has a routine of me going to school, me sitting in the library and me sleeping after I get home, I don't really have anything super fabulous to show you. Let's just say this is a weekly update with some nicer bits of the past few days.


Czas biegnie za szybko. Zdecydowanie za szybko. Tydzień temu opublikowałam poprzedni post, a już w poniedziałek zrobiłam zdjęcia, które widzicie dzisiaj i aż rozpierała mnie duma, bo tak ekspresowe przygotowanie materiału na post nie zdarza się u mnie, szczerze mówiąc, wcale i tak sobie już myślałam ochoczo, że oto stoję na dobrej drodze do zostania przykładną i systematyczną blogerką. Było to, przypominam, w poniedziałek. Dzisiaj jest sobota i chcę tylko powiedzieć, że chyba tylko Bóg raczy wiedzieć, gdzie mi to sześć dni uciekło. Jako, że moje życie ostatnimi czasy stało się tak interesujące i fascynujące jak książka telefoniczna i składa się na nie rutyna złożona z trzech części : mnie chodzącej do szkoły, mnie chodzącej do biblioteki i mnie zasypiającej po powrocie do domu; nie mam zbytnio niczego zapierającego dech w piersiach do pokazania. Uznajmy więc, że to taki mały "update" i kilka milszych aspektów tego tygodnia.





Ouuh yeah, girly stuff. A lady in the pharmacy recommended this lip balm to me and you know, I'm not one of these people that actually listen to people who are recommending me stuff simply because they are paid to do so. But well, I'm was kind of desperate since I had a desert with camels (?) going on my lips and nothing worked. But this lip balm...does work. It works so well I'm kind of surprised. It's called Sanoflore Nourishing lip balm and has a tone of stuff written in French on its jars which, of course, I don't understand but who cares when it transformed the desert into a ice rink?


U, yes - dziewczyńskie sprawy. Byłam jakiś czas temu w aptece na misji, z racji tego, że moje usta zmieniły się w dziką pustynię, po której mogłyby sobie biegać jakieś wielbłądy. Z reguły nie słucham żadnych pań, które czają się na mnie w sklepach żeby mi coś doradzić, ale tamtego dnia, jedna z pań chyba wyczuła moją desperację i od razu uderzyła z ciężkiego kalibru. Tak się nawychwalała, że się poddałam, kupiłam balsam i liczyłam tylko na to, że nie będzie on największym badziewiem tego świata. Okazuje się jednak, że czasami pań polecających warto słuchać, bo z pustyni zrobiło się istne lodowisko. Balsam nazywa się Sanoflore Nourishing lip balm i ma słoiczku trochę, zapewne fascynujących, informacji. Są one jednak po francusku, więc nie mnie będzie dane zgłębienie tej wiedzy.



 
Two pictures completely without any sense and with no meaning at all.
 
Dwa zdjęcia, trochę bez sensu i absolutnie bez żadnego ukrytego znaczenia.





The best pastry-shop/bakery I've been to in years. I love it so much since it's not a typical café (so it doesn't have cosmic prices as cafés do) but rather a bakery with a place to sit down. If you ever come to Krakow, pay a visit to Karmelicka Street and have a chocolate croissant and this weird vanilla-thing with raspberry mousse in the middle. It is heaven.

Największe odkrycie zeszłego tygodnia - cukiernio-piekarnia na Karmelickiej. Nie ma typowych kawiarnianych (czyli kosmicznych) cen, jest dużo miejsca, żeby się rozsiąść i jeść, a czekoladowe croissanty i dziwne twory z ciasta francuskiego z malinowym środkiem to coś dosyć wspaniałego.

Picture 1 : a typical day. Picture 2: a typical Saturday in the library. Yes, I was the first one to be there in the morning. Somebody's apparently mental. Have a lovely weekend everyone!
 
Zdjęcie numer jeden: typowy dzień. Zdjęcie numer dwa: typowa sobota w bibliotece. Tak, byłam pierwszą osobą, która się tam zjawiła. Tak, przerabialiśmy już - jestem psychiczna. Miłego weekendu!!!
Read More

10/4/13

FREEZING DAYS OF OCTOBER

(ph. Basia Zielińska / wearing second-hand checked dress, second-hand sweater, second-hand scarf, Mango bag, Vagabond boots, SIX bracelet)
 
 
Today I'm presenting you what happens when you decide to eliminate your morning coffee from your life because you're drinking too much of it even later in the day. See these under eye bags? See this vacant look? I'm warning all of you - being on a half-self-made-rehab is not a pleasant experience so keep that in mind as you're drinking your third or fourth coffee today and learn on my mistakes. I actually did survived, I guess month more or less, without any coffee at all during summer holidays but the moment the school started my ambitious plan was finished.
 
Prezentuję Wam dzisiaj skutki eliminacji porannej kawy z życia maniaka. Widzicie te wory pod oczami? Ten nieobecny i nieprzytomny, a do tego obłąkany wzrok? Ostrzegam - bycie na pół-odwyku zrobionym przez siebie nie należy do najprzyjemniejszych czynności, więc jeśli pijecie w tej chwili trzecią lub czwartą kawę w tym dniu, to dajcie sobie spokój i uczcie się na moich błędach. Pamiętam jeszcze te czasy (miesiąc temu), kiedy w moim sercu narodziła się nadzieja na lepsze jutro nieuzależnione od kawy o szóstej nad ranem - podczas wakacji żyłam w takim stanie cały miesiąc, ale w momencie, w którym wróciłam do szkoły, wrócił i mój dawny nawyk.


But you know what, a beginning of a new month seems like the perfect time to give myself another chance. So I'm passing morning coffee and making myself a juice every single day. It looks like a dog's green poo and I'm not even joking. The taste is, I suppose, much better than a dog's poo. So what I do is mixing spinach, apples, bananas, pears, avocado and flax seeds and drinking it all instead of having my daily intake of caffeine. Well, later in the day I have a coffee to keep myself alive but you know....baby steps and we're heading in the right direction.
 
 
Jest jednak początek nowego miesiąca, aż się prosi, żeby dać sobie nową szansę, wyeliminowałam więc poranną kawę i zastąpiłam ją sokiem. Sok wygląda jak zielona kupa psa i wcale nie żartuję. Smakuje jednak na pewno lepiej niż takowa kupa (przynajmniej tak mi się wydaje). Wrzucam więc szpinak, jabłka, banany, gruszki, avocado i siemię lniane, to wszystko miksuję i sobie tak od kilku dni piję zamiast dostarczania dziennej dawki kofeiny od razu po przebudzeniu. Nadrabiam za to w ciągu dnia, bo muszę jakoś się trzymać na nogach. Jestem jednak dobrej myśli, małe kroczki i, jakby to w piosence o Magdzie Gessler zaśpiewano, idziemy w dobrym kierunku.




Read More