Showing posts with label places. Show all posts

8/4/13

LOUIS VUITTON AND PARIS PHOTO DIARY
During my stay in Paris, just one day before my awesome birthday in Disneyland, I was invited by Louis Vuitton to visit their famous store on the Champs Elysees. It was a lovely experience, I'm telling you. I had a private tour around the store which is HUGE and jam-packed with clients and tourists who just want to see probably the most important place in Paris in terms of luxury shopping. And yes, just in case you're wandering - I am wearing LV dress in the photo. The dress was beautiful, Sofia Coppola wore it this year in Cannes and I almost fainted in the changing room. Oh, and excuse this crappy, so-not-luxurious photo taken with my phone but my camera lens didn't want to capture this dress in a proper way. So yeah, here I go - taking selfies in LV store.

Podczas mojego pobytu w Paryżu, dzień przed najlepszymi urodzinami w Disneylandzie, zostałam zaproszona na odwiedziny najsłynniejszego sklepu Louis Vuitton na Champs Elysees. Sklep jest ogromny, podzielony na kilka części i pięter, ma tajemne przejścia i pokoje, dostępne tylko nielicznym, które dzięki oprowadzaniu, miałam okazję zobaczyć. Tak, na zdjęciu powyżej i poniżej mam na sobie sukienkę Louis Vuitton. Była przepiękna, Sofia Coppola nosiła ją w tym roku na festiwalu w Cannes, a ja prawie zemdlałam w przymierzalni. Wybaczacie dosyć ubogie w jakość zdjęcie z komórki, ale mój obiektyw odmawiał objęcia w całości sylwetki.






 
Oh, the traveling section. Girl, if you ever find yourself going on camping holidays, don't worry - LV will provide you with everything you can possibly think of, including  cocoon-birdy-looking giant storage for your books and toilettes. And speaking of books - you don't have to worry neither, cause you've got a LV cover for it as well. You can also buy LV mini-table, hammock (in case your bold and beautiful life makes you a little tired and you need a short nap) and lamp. I honestly don't even want to think how much it all would cost. On the other hand though, looking at all these camping things made me wander - if you have enough money to buy a cocoon from Louis Vuitton, do you actually live in a tent ever?

O tak, sekcja podróżna. Jeśli zdarzy się Wam kiedyś jechać na wakacje pod namiot - głowa do góry, LV dostarczy Wam wszystko, o czym tylko możecie tylko pomyśleć, włączając gigantyczny, kokoniasto - ptakowy wór, który będzie przechowywał książki i przybory toaletowe. Będąc już przy książkach - w ogóle nie musicie się o nie martwić, bo ochroni je specjalny pokrowiec. Możecie też kupić inne rzeczy, niezbędne podróżnikowi na campingu - stolik LV, hamak (na wypadek, gdybyście potrzebowali krótkiej drzemki - piękne i bogate życie potrafi przecież zmęczyć), a nawet lampę. Naprawdę, nie chcę się nawet zastanawiać, ile za to wszystko trzeba by było zapłacić. Z drugiej strony, patrząc na ten cały ekwipunek, zaczęłam się zastanawiać - czy jeśli kogoś stać na kupowanie kokoniastego wora Louis Vuitton, to czy jeździ w ogóle jeszcze pod namiot?



 
Somewhere in a secret place in LV store there is a secret room that you need a secret code to get in and it's basically a saloon for special clients that come and say 'Hey, I need another LV bag, this time I want it special and design it by myself'. So basically what happens in this room is creating a perfect bag with a client. You can choose everything on your own - the type of leather, colour, shape, etc. On average, it takes about 4-6 months to get your bag. Sometimes you need one meeting with a client to design a bag, sometimes you need lots of them. People come here with their children and let them choose everything, because they treat the bag as some sort of heritage. Most of the time, people who order such bags are foreigners. I was like 'Emm..so they come to Paris several times just to have a meeting a choose the color of the leather?'. The man who was showing me around gave me the best answer ever. 'If they can afford a Louis Vuitton bag, they can surely afford a ticket to Paris'. Well, I couldn't not agree with that.
 
Gdzieś w sekretnym zakamarku sklepu jest sekretny pokój, do którego potrzeba sekretnego kodu, żeby się dostać i jest to po prostu salonik dla specjalnych klientów, którzy przychodzą i rzucają hasło "Mam już kilka torebek LV, teraz chcę następną, ale specjalną, więc sama ją zaprojektuję". Tak więc, to co się tu generalnie odbywa, to tworzenie idealnej torby dla klienta, który ma wpływ na wszystko - od typu skóry, przez kolor i kształt, na rodzaju kłódek kończąc. Z reguły na torbę czeka się od czterech do sześciu miesięcy, a jeśli chodzi o spotkania z samym klientem, to jest to sprawa indywidualna - czasami wystarczy jedno spotkanie i wiadomo, o co komu chodzi, a czasami nawet kilka spotkań nie wystarcza, żeby dana osoba zdecydowała się na kolor kłódki. Bywa też tak, że matki przychodzą ze swoimi małymi dziećmi i pozwalają im bawić się w projektantów, bo torbę traktują jak dziedzictwo, które kiedyś swoim dzieciom przekażą. Powiedziano mi, że większość osób, które korzystają z tej usługi sklepu to obcokrajowcy, na co zareagowałam pytaniem, czy w takim razie klient lata sobie ot tak, do Paryża co kilka dni, żeby tylko dograć kolor skóry torebki. Pan, który oprowadzał mnie po sklepie, udzielił mi bezbłędnej odpowiedzi : "Jeśli mogą sobie pozwolić na torbę Louis Vuitton, to zdecydowanie mogą sobie pozwolić i na bilet do Paryża". No cóż, nie mogłam się z tym nie zgodzić.


 
Hold on, hold on - do you see what I see? Yes, the Sofia Coppola bag that I saw and fell in love with during the big opening of LV store in Warsaw (see the post here) (by the way, Sofia Coppola seems to be the main character in today's post). It's this sort of bag I just can't get over, it becomes an obsession, I'm telling you. If I ever come and visit another LV store and see this bag again, I swear, it will be chasing me in my nightmares. Just look at it. It is black perfection. I mean it.
 
Czy widzicie to, co ja właśnie widzę? Tak, to ta torebka zaprojektowana przez Sofię Coppolę, którą zachwycałam się podczas otwarcia sklepu LV w Warszawie (link do posta tutaj) (Sofia Coppola chyba stała się główną bohaterką tego wpisu). To ten typ torebki, o której zapomnieć nie mogę, naprawdę, zaczyna się to robić niebezpieczne i przypominać obsesję. Jeśli kiedyś jeszcze raz zawitam do jakiegoś sklepu Louis Vuitton i natknę się na tę torbę, to przysięgam, że jej wizja zacznie mnie prześladować.
 


I' m leaving you with a couple more pictures of Paris, have a lovely day everyone and I'll see you soon! XX

Poniżej natomiast kilka ostatnich zdjęć z Paryża, miłego dnia, trzymajcie się i do zobaczenia wkrótce ;)
Read More

2/2/13

POSTCARDS FROM KRAKOW
 
Since I've done 'Postcards from New York' on my blog, I thought I' d do postcards from my city Kraków as well :) Enjoy! / Były już na tym blogu "Pocztówki z Nowego Jorku", to tym bardziej dzisiaj powinny się tu znaleźć pocztówki z mojego miasta - Krakowa :)
 

Read More

12/6/12

POSTCARDS FROM NEW YORK
 


















 (New York, May 2012)

 Some days ago when I was looking for some free space on my disk for my photos from tumblr (yes, I do spend all days just staring at picks of coffee, cookies etc.), I came across a folder filled with photos of New York I haven't shown you before. Enjoy :)

Kilka dni temu podczas szukania miejsca na dysku dla moich zdjęć kaw i ciastek z tumblra, natknęłam się na folder wypełniony zdjęciami z wiosennej wymiany w USA, a konkretniej pięcioma milionami ujęć nowojorskich budynków, które wielbię ponad życie. Oto i one. PS Miłego Mikołaja :)
Read More

11/16/12

SHOP WINDOWS


I'm probably of the biggest fans of shop windows in the whole world. I love to watch how they change each season, what kind of light it's used in winter and what kind in summer, how much fake snow must be used to create 'christmas atmosphere' and how the manequines can be set to give you this weird impression that even though they don't have a face and they're made of a few pieces stuck together - they're still having so much fun behind the window. I especially adore window shops in kids stores during christmas time - those kids with white plastic instead of face, dressed up in sequines, tulles, with bowes and necklaces around their plastic necks are just too cute to handle.
But let's just face one thing - most of the time shop windows look all the same and the ideas used to create them are not really revelatory. Shop windows are there to allure us so it's not surprising that the amount of glitter, neons and shiny things often exceeds the limit of decency. When I was doing my regular (once for a few months) walk among window shops I noticed two most popular ways of arranging them. They either:

 Uwielbiam witryny sklepowe. Uwielbiam obserwować, jak zmieniają się z porą roku, jakiego sposobu oświetlenia używa się w zimie, a jakiego latem; ile sztucznego śniegu potrzeba, aby wykreować świąteczną atmosferę i jak należy ustawić manekiny, aby zawsze, ale to zawsze sprawiały to niepokojące wrażenie, że chociaż nie mają twarzy i są stworzone z kilku przyklejonych plastikowych elementów, to za szklaną taflą bawią się wręcz wyśmienicie. Szczególnie lubię witryny sklepów dla dzieci podczas świąt Bożego Narodzenia - nikt nie rozczula tak jak te małe dzieciaczki z białym plastikiem zamiast twarzy, opatulone w tony tiuli i cekinów, z muszkami i naszyjnikami wokół ich plastikowych szyjek, które brodzą w sztucznych zaspach śniegu.
Nie zmienia to jednak faktu, że witryny sklepowe z reguły wyglądają tak samo, a pomysły dotyczące ich aranżacji nie są zbyt odkrywcze. Ilość konfetti, neonów i innych błyszczących rzeczy zdecydowanie przekracza jakiekolwiek granice przyzwoitości, wszystko się tli, miga, połyskuje, a więc wabi (przynajmniej większość). Bo witryna specjalnie skomplikowanych zadań do wykonania nie ma - po prostu ma wabić. Kiedy więc robiłam mój co-kwartalny obchód wszystkich istniejących witryn sklepowych (tak, tak też można), zauważyłam, że tworzy się je z reguły na dwa sposoby. I albo:




1) Show a strong, confident and beautiful manequin-woman, somebody we all wish to be (just add eyes, nose and mouth). She (manequin lady) often stands or sits alone in high heels, she's got big fur around her neck, bigger necklace on top of her dress/shirt and she's not accompanied by any other manequin because she probably needs so much space to let her inner glow shine.
2) Show a group of ladies or a couple (manequines) having so much fun together for example in the forest (I can't stop laughing when I see tree-trunks dumped in the middle of the exposition) coincidentally dressed up in clothes worth more than five bottles of Gucci perfumes. They're just the people you wish you hang up with when you finish your two or more shopping spree.


1) Pokazują piękną, silną, niezależną, pewną siebie i przewspaniałą kobietę-manekin - czyli osobę, którą wszystkie chciałybyśmy się stać (dodając oczy, nos i usta). Stoi albo siedzi w wielkich szpilkach wciśniętych na jej miniaturowe nieukrwione stopy, na szyi ma wielkie futro, na bluzce jeszcze większy naszyjnik i przeważnie tak stoi/siedzi sobie sama, bez żadnego towarzystwa, bo drugi manekin mógłby jeszcze przyćmić jej gwiazdę.
2) Pokazują grupkę dziewczyn albo parę zakochanych (manekinów), którzy mają dobry ubaw, na przykład w lesie (rozrzucone pnie drzew na chybił trafił są zdecydowanie moim faworytem) albo w jakimś innym dziwnym miejscu, a są przy tym całkiem przypadkowo ubrani w rzeczy mające wartość większą niż z pięć butelek perfum Gucci. To po prostu ludzie, z którymi każda pani zakupoholiczka chciałaby trochę pogawędzić po kilkugodzinnych zakupach.

So basically this is how most of the window shops look. Sometimes, with a mere luck, you can notice a artificial dog or disco ball but this is only when people who stand behind it get more creative. But still, I like them, because frankly speaking I kinda have a soft spot for some forms of kitsch. Sometimes though, I wish I could see something different, something that won't necessarily show me a white plastic body. Can a shop window be art? 

Tak więc mniej więcej to wygląda. Czasami, jeśli ma się szczęście, można trafić na sztucznego psa albo kulę dyskotekową. Ja jednak lubię witryny, może dlatego, że mam słabość do różnych form kiczu. Troszkę inaczej mają się sprawy, gdy i marka może sobie pozwolić na wkład większej sumy pieniędzy w aranżację witryny, i gdy kieruje swoje produkty do bardziej wyselekcjonowanej grupy ludzi. Wtedy, powoli, gdzieś zza kotar (oczywiście błyszczących) wyłania się słowo: sztuka. Czy witryna sklepowa może być sztuką?


A few days ago I managed to see a new exhibisiton that claim shop windows can be art. A few brands and designers cooperated with talented artists on creating original shop windows that can be seen in the centre of Warsaw. So you've got huge H&M life exhibition where models (not plastic ones this time) sit on the couches, read books, they play their roles behind the glass.  I also liked shop window in Ania Kuczyńska's shop, which is pretty minimal but still very pretty.

W zeszły weekend udało mi się zobaczyć kilka witryn sklepowych, powstałych w ramach festiwalu "Warszawa w budowie". Ogólnie rzecz biorąc, polega to na tym, że spotyka się artysta z projektantem/firmą i tworzą witrynę sklepową, która ma zadzwiać swoją oryoryginalnością, niezwykłością i pięknością i na dodatek ma udowadniać, że nawet ona sztuką być może. Jest więc dwupiętrowa instalacja w H&Mie, gdzie modele (już nie plastikowi) siedzą sobie, czytają książki, rozmawiają, odgrywają swoje role za szybą, jest i sklep Ani Kuczyńskiej, który szczególnie mi się spodobał.




I didn't make it to see all the shop windows on my list since even with two maps in two different mobiles I'm hopeless when it comes to finding the way (so are my friends) but there are two places in Warsaw you'll find no matter where you are. I can't think of any other two places that would be so cliche but this is why I probably love them so much. The Palace of Culture and Science and Starbucks - Starbucks in Krakow is really lame and I'm generally not the biggest fan of it but there is one ST very near The Palace (I can't remember the street) that I just love, love, love, love. It's not so packed with people and it's got two floors (yay!) so I can't wait to come there in December and watch Warsaw in snow. Have a lovely weekend, xx.

Niestety nie udało mi się zobaczyć wszystkich witryn z mojej listy, bo nawet posiadając dwie mapy, w dwóch różnych komórkach nie jestem w stanie się odnaleźć (nie umieją tego zrobić też moi znajomi), ale są takie miejsca, gdzie trafię zawsze, o każdej porze dnia i nocy. Trudno o bardziej pospolite miejsca w Warszawie niż Pałac Kultury i Starbucks (tak), ale kocham je całym sercem. Nie, nie biegam z pustym kubkiem cały dzień w celu uzyskania doskonale skomponowanej kolorystycznie stylizacji. Za Starbucksem ogólnie nie przepadam, bo też nic specjalnego w nim nie ma, ale jego jedna filia (gdzieś przy Pałacu, oczywiście nie mogę zlokalizować ulicy) jest przecudowna - niezbyt zatłoczona, z dwoma piętrami - słowem, czekam na grudzień!




PS Za wszystkie pytania serdeczne dzięki, "trochę" ich jest, ale postaram wyłowić te najczęstsze/najciekawsze i zmontować wkrótce filmik :)


Read More