Showing posts with label shopping. Show all posts

6/3/14

The Weekend Edit | OOTD, photodiary

To połowa drugiego kubka kawy tego poranka, a jeszcze nie udało mi się skonstruować chociaż jednego zdania bez zrobienia pauzy w połowie i skasowania wszystkiego, co napisałam. Tak, to ten typ poranka, który zdarza się raz na jakiś czas i to bez zapowiedzi. Kilka godzin rano, kiedy mózg, chociażby nie wiem jak zachęcany i jakimi środkami pobudzany, po prostu nie chce działać. Od razu więc usprawiedliwiam możliwy brak logiki i brakujące literki w wyrazach. 
Dziś kilka zdjęć z weekendu. Wsiadłam do pociągu, poodwiedzałam znajomych i skoncentrowałam się na dwóch rzeczach : jedzeniu i chodzeniu. Piątkową pogodą byłam wysoko zniesmaczona, ale za to następne dni okazały się idealne; szczególnie do siedzenia wieczorem nad brzegiem Wisły.


I'm on my second cup of coffee this morning and still can't type one proper sentence without pausing in the middle and deleting everything I've written so far. I'm sure you know these kind of mornings when your brain just won't work. It won't work. I'm having one of these so excuse illogical sentences or words lacking in a couple of letters. Here are a few pics I took this weekend. I took a train to Warsaw, met with my friends and focused on two things only : wandering the streets and eating. When I arrived on Friday the weather was absolutely disgusting but fortunately the next two days were just lovely - especially in the evening it was so nice to chill out on the bank of the river. 

(Weronika Załazińska / ph. Ola Kuliczkowska)
| Oysho jumpsuit | second-hand bag| second-hand scarf |  Deichmann boots  |H&M rings |



 Krótki momencik na docenienie tego kombinezonu. Dla osoby dosyć lubiącej wygląd sukienki (ale nie komfortu noszenia z nią związanego) to jeden z najlepszych wynalazków. Bo wygląda to jak sukienka, ale nie zmusza to wyglądania jak osoba z problemami i brakiem koordynacji rąk za każdym razem, kiedy wiatr zdecyduje się zawiać.

 Can we just all take a moment and appreciate this jumpsuit? I honestly that jumpsuit is one of the greatest things ever invented if you like dresses. It looks like a dress but doesn't make you look like a mental person doing weird moves with your hands whenever the wind blows. Absolutely genius.


 

1⏪  Z serii "jedząc powietrze" razem z Mary / Me eating air in da club with Mary 

2⏪ I kolejny raz, kiedy filtry z wielkiego badziewia robią pseudo-artystyczne (też trochę badziewne), ale znośne zdjęcie / I swear a good filter can make a decent photo out of some real crap

 ⏩3⏪ Typowe nocne selfie z Agatą i Olką pod mostem. Styl, klasa i piękno na jednej fotografii. /  Typical night time selfie with Agata and Ola.  

 ⏩4⏪ Brak lewej nogi. / No left leg here.
   

⏩ |second-hand shirt | Mango shorts and bag | Deichmann boots | second-hand scarf| ⏪
i

 Dniem pełnym chwały i zadowolenia okazał się piątek, kiedy to niekończąca się pogoń za rzeczami-widmo...została zakończona. Tylko ja potrafię spędzić tyle tygodni uganiając się za jedną książką i błyszczykiem i nie chcąc zaspokoić się wysyłką przez Internetem. Co to za zabawa, ja szukam stacjonarnie. Koniec końców udało mi się. Wszystko zależy od przyimka zaczęłam w pociągu i chociaż nie powinno się niczego polecać bez skończenia, to ja polecam. I polecam już ją kupić, zanim wszystkie egzemplarze znikną nawet z księgarni internetowych. Błyszczyk NYXa Butter Gloss w kolorze Creme Brulee od razu polubiłam, chociaż za często takich rzeczy nie noszę. Piękny kolor (w google grafice są dostępne bardzo dobre swatche) i piękna nazwa. Geniuszem jest ten, kto postanowił nadawać kosmetykom nazwy związane z jedzeniem.


Oh the glorious day happened on Friday when the never-ending struggle to get these two things was over. I spent so much time looking for a book and a lipgloss that it's just pathetic but you know I'm capable of a lot of things. Anyways, the book I got is a script of a conversation between three Polish language Masters. I'm halfway through and I find it hilarious. The lipgloss though is a NYX Butter Gloss one, in the colour Creme Brulee. I'm not a huge lipgloss wearer but the colour is absolutely beautiful. And by the way, can I just say how much I adore brands that name their products with the names of food?



A mówiąc o jedzeniu...Czym byłby blog bez typowego zdjęcia tego, co wylądowało w moim brzuchu?
Speaking about food...It's time for a typical blogger pics of what lands in my belly.


Miłego tygodnia! Have a nice week!
Read More

9/30/12

Tête-à-tête / Janusz Kowalski, goldsmith

You know this feeling, when a wonderful and absolutely superb idea comes to your mind, you can see everything in your mind but suddenly you're stopped by some stupid obstacles you didn't foresee? It happens to me all the time. A few weeks ago I thought I would talk to some people that represent more niche jobs. So when all the corset-makers and hatterrs kicked me out from their workshops I came to three sad conclusions: 1) I can't make people respond to my persuasion, 2) I'm not a walking-talking advertisment of what I do, 3) it's high-time to make my own business cards. I never thought I'd need them but I noticed that without them, instead of making people smile, I rouse in them emotions that a common door-to-door salesman does. Fortunetely, I found a wonderdul and super-nice man, Mr Janusz Kowalski, who runs his own goldsmith's on Sienna Street 12 (the strict center of Krakow)


Dziwnie to czasem bywa z tym całym blogowaniem, bo przychodzi człowiekowi pewien pomysł do głowy, już widzi jego pełną i wspaniałą realizację, aż tu nagle po drodze zatrzymują go przeszkody, których nie udało mu się przewidzieć. Tak było i w moim przypadku, kiedy kilka tygodni temu pomyślałam, żeby na blogu zrobić serię spotkań z ludźmi reprezentującymi nieco bardziej niszowe (choć znowu z tą niszą tak bym nie przesadzała) zawody. Kiedy więc wszystkie panie gorseciarki i kapeluszniczki wyrzuciły mnie ze swoich zakładów, doszłam do trzech smutnych wniosków: 1) siła perswazji nie jest u mnie na wysokim poziomie, 2) nie jestem chyba chodzącą reklamą tego, co robię 3) czas najwyższy wyrobić wizytówki. Do tej pory niezbyt mi to myśl zaprzątało, chociaż byłam świadoma, że praktycznie każda blogerka takowe posiada. Ja sobie jakoś bez nich radziłam. Aż nagle okazało się, że bez wizytówki zamiast serdecznego uśmiechu budzę raczej emocje podobne do tych na widok akwizytora. Znalazł się jednak przemiły człowiek, pan Janusz Kowalski, prowadzący zakład złotniczy w samym sercu Krakowa, który zgodził się na rozmowę i zdjęcia bez wcześniejszego posyłania mi podejrzliwych i pełnych obaw spojrzeń. I tak oto znalazłam się na ulicy Siennej 12.




My relationship with jewellery reminds me of my relationship with a cat sitting on the tree, so basically there's no relationship at all. I can't say I wear a lot of shiny stuff but at the same time I'm not a type of minimalist who would only wear one basic watch and one simple ring on his ring finger. So it was even more interesting for me to meet with a person who has been in the jewellery business for more than forty-five years (FORTY-FIVE YEARS, for me it's like infiniiiity)


Moja relacja z biżuterią przedstawia się mniej więcej tak, jak moja relacja z kotkiem Mruczkiem na drzewie, czyli nijak. Nigdy nie mogłam zaliczyć się ani do grupy zakładającej każde możliwe świecidło na każdą możliwą część ciała, ani też do grupy minimalistów noszących na przykład tylko jeden określony typ zegarka i jeden surowy pierścionek zawsze na palcu serdecznym. Biżuteria odgrywa dla mnie podrzędną rolę. Tym bardziej więc byłam ciekawa spotkania z człowiekiem, dla którego od czterdziestu pięciu lat jest ona całym światem (czterdzieści pięć lat....jest to dla mnie dość przerażająca perspektywa).






It's quite funny when you realize how a kid perceives the idea of choosing a job - I remember, a few years or even months ago I would think that after high-school there is a big black stroke, in which you choose your studies and after this bag black stroke you graduate and you work in the job connected with your studies for the rest of your life. Yeah, I know it's dumb. So I talk with a lot of people and with each conversation I realize how stupid my idea was. Mr Kowalski studied law for two years (who knows, maybe I'll choose applied mathematics?) and then he left Poland, he worked in Denmark, USA and then he came back, he decided to say 'bye-bye' to law and he started working on his goldsmithery. Back then you had to had to have proper skills to run your own workshop. Right now even I could become a goldsmith if I liked to. I wonder if it's good because if even I could call myself a goldsmith how can you not talk about the downfall of jewelry trade?


To dosyć zabawne, jak dziecko wyobraża sobie wybór pracy i dorosłą karierę - kilka lat temu, a nawet kilkanaście miesięcy temu wydawało mi się, że po skończeniu liceum następuje "wielka krecha", kiedy to wybiera się studia, a po "wielkiej kresce" te studia się kończy i zgodnie z kierunkiem pracuje się w odpowiednim zawodzie do końca świata. Dosyć spaczone miałam o tym pojęcie, nie powiem. I im z większą ilością osób na ten temat rozmawiam, tym bardziej wyprowadzam się sama z błędu. Pan Janusz studiował dwa lata prawo (kto wie, może ja wybiorę matematykę stosowaną), aby potem wyjechać, pracować w Danii, Stanach, rzucić prawo i uczyć się zawodu złotnika. A wtedy jeszcze trzeba było się uczyć - bez dyplomu mistrzowskiego nie pozwalano na otwarcie własnego zakładu. Teraz może to zrobić każdy, nawet ja za rok mogłabym otworzyć sobie biznes koło pana Janusza i nikt by się nie sprzeciwiał. Zastanawiam się, czy to dobrze, bo skoro nawet ja mogłabym nazwać siebie złotnikiem, to jak tu można nie mówić o upadku sztuki jubilerskiej? 





Some years ago a client would bring his own piece of gold and the job of the golsmith was to work on this unique piece and create something that would please the buyer. Now, it's so much different - a client comes, many products are shown to him and either he likes them or not. There are not so many people who work on jewelry from the very beginning to the very end, that take care of everyting. And unfortunetely the fewer goldsmiths, the more expensive the services are.

Goldsmith's workshop and a common jewelry shop are two different words. You don't see here plastic beads jumping on the floor neither you see entangled necklaces somewhere in the corner. Maybe it sounds weird but you can literally feel the respect for handmade things and work here. Jewelry is treaten as a work of art. Although some of the prices are totally out of this world, it's nice to come there and just inhale this wonderful atmosphere.


Dawniej, jak twierdzi pan Janusz, to klient przynosił własny kawałek złota, a zadaniem złotnika było stworzenie z tego kawałka czegoś, co usatysfakcjonowałoby kupującego. Teraz kupującemu pokazuje się po prostu gotowe produkty, które albo mu pasują, albo nie. Zostało już bardzo mało ludzi, którzy zajmują się biżuterią od A do Z, a nie polegają na produkcji maszyn. Złotników jest coraz mniej, a co za tym idzie, usługi są coraz droższe.

Zakład złotniczy a sklep sieciowy z biżuterią to dwa różne światy. Tutaj plastikowe korale nie skaczą po podłodze, a naszyjniki nie leżą zaplątane gdzieś w ciemnym kącie. Może dziwnie to zabrzmi, ale czuć tu szacunek do zrobionej własnoręcznie biżuterii, do pracy, a wszystkie rzeczy traktuje się jak dzieła sztuki. I chociaż niektóre ceny spędzają sen z powiek, to warto wybrać się do takiego miejsca, przynajmniej  po to, żeby przesiąknąć raz na jakiś czas tą przyjemną atmosferą.



PS1 Jeszcze raz dziękuję za wszystkie miłe słowa o moim czwartkowym "występie" w Dzień Dobry TVN. A kto nie widział, a ciekawy, może kliknąć TUTAJ, aby obejrzeć video.

PS2 To pierwszy post, w którym zdjęcia robię innym aparatem, niż zazwyczaj. Nawiązałam współpracę z Sony, które udostępniło mi najnowszy aparat - zobaczymy, jak się będzie sprawował. Na razie torebka stała się lżejsza (bo nie muszę tachać mojego wielkiego Canona), a! i oczywiście najlepsze w tym wszystkim jest to, że w końcu (!) będę mogła zrealizować tak długo wyczekiwane video. Posty, w których zdjęcia będą wykonane aparatem Sony, a nie Canonem, oznaczać będę banerem:



Read More

9/7/12

TELL ME WHY




I did it. I bought Nike shoes. Yes, I know that the vision of me landing on the moon is seriously more probable than me wearing this type of shoes, I don't know what happened, I love them. Maybe it's because I'm such a pathetic fashion victim and I really couldn't choose any more pathetic and popular trend to become my 'discovery' this season or maybe because lately I transformed into the person I would kill with no doubt a few months ago - you know, this annoying type of person who cheerfully says sport is fun (?!) and wakes up a couple of minutes earlier to stretch her body (?!?!). This is what I became - a monster.

Zrobiłam to, kupiłam Nike'i. Wiem, że bardziej prawdopodobna jest wizja mnie lądującej na księżycu niż  noszącej takie buty, ale coś się w moim mózgu poprzestawiało, pomieszało i doprawdy jestem w nich zakochana. Zdaję sobie sprawę, że ten zakup tylko utwierdza wszystkich, że zasługuję na nagrodę Pierwszej Ofiary Mody, ale tak to zazwyczaj bywa, że na moje "wielkie odkrycia" sezonu wybieram akurat te najbardziej oklepane i popularne. Dochodzi do tego jednak też druga sprawa, a mianowicie poderzewam, że kupno butów był tylko "efektem ubocznym" mojej transformacji w osobę, którą zabiłabym z przyjemnością jeszcze kilką miesięcy temu -  tą, która z uśmiechem na ustach twierdzi, że sport to przyjemność (?!), a ustawiając budzik, w głowie zawsze ma dodatkowe piętnaście minut na rozgrzewkę (?!?!). Oto kim się stałam - istnym potworem.



My list of physical activies used to be pretty much the same all the time: running to catch the bus, stretching during rush hours in the tram and moving hangers in the second-hand stores. And I was really satisified with these. My school girlfriends were always with me and we all used to support each other during PE classes - the bench we would sit on, played a major part in our social lifes. But suddenly, I don't know why, more and more of them started exercising. Somebody signed up for gymnastics. Another person started dancing. The women I used to see in TV, they were all grinning and saying that the "dog asana" changed their life and the others, in the magazines, were ensuring me that there's no better way to deal with stress than run at 4.30 AM. Everybody exercised. Not only did they exercise, but they all seemed to enjoy it! Together with my few friends we were the last ones on the battlefield.

Przez większość życia lista moich aktywności fizycznych ograniczała się do podbiegania do autobusu, ćwiczeń rozciągających/siłowych praktykowanych w tramwaju szczególnie w godzinach szczytu oraz przekładania wieszaków w ciucholandach. To mi w zupełności wystarczało. Wśród koleżanek zawsze znajdowałam zrozumienie, a lekcje wf-u spędzane z trzydziestoma innymi dziewczynami na ławeczce sprawdzały się świetnie jako pomoc w zaciśnianiu relacji towarzyskich. W pewnym momencie jednak ławeczka, ku mojemu przerażaniu, zaczęła pustoszeć. Ktoś zapisał się na gimnastykę. Jeszcze kto inny tańczył. Wszystkie panie w telewizji twierdziły, że 'powitanie słońca' zmieniło ich życie, a inne w gazetach zapewniały, szczerząc zęby, że godzinny bieg o czwartej nad ranem to ich ulubiony sposób na walkę ze stresem. Coś mi tu nie pasowało. Każdy ćwiczył, a żeby nawet jeszcze tylko ćwiczył, każdy się z tego cieszył! Z ostatnimi wytrwałymi znajomymi, znalazłyśmy się same na polu walki.



I was really confused. Of course, I was confident of my inborn amazing and breathtaking flexibility but I decided to test it. Once, being stucked in a very weird and hurtful position, I collapsed on the floor, I kinda lost my confidence. And this is how I became a sport monster (well, it's a big exaggeration). And I'm telling you - it feel so good!  Being a sport monster is pretty convenient. The fairy tales about jumping endorphines are so true, you've got more energy, you concentrate easily and you don't have to lay down on the floor everytime you do vacuuming. I just want you to know I'm not a maniac (yet), I don't throw out from my fridge every single yoghurt that doesn't have a 'bio' label on it and I don't spend day and night in the gym, there would a looong way for me to go since my 'starting level' was not really even a 'level'.

W tym całym zamieszaniu, zdezorientowana, ale pewna jednocześnie swojej wrodzonej, nadzwyczajnej sprawności fizycznej, postanowiłam ją przetestować. Kiedy zapętlona runęłam na ziemię, już wiedziałam, że nie tędy droga. I wtedy właśnie zmieniłam się w sportowego (jeszcze pseudo) potwora. Prawić morałów tu nie zamierzam, bo i trudno, żeby morały prawiła siedemnastolatka, ale szczerze mówiąc, bycie takim potworem okazuje się bardzo wygodne i przyjemne. Bo tu i endorfiny, i więcej energii, zwiększona koncentracja, a i jeszcze podczas odkurzania nie pada się na ziemię co dwie minuty, łapiąc się za plecy. Moja "sportowość" nie jest jeszcze niczym maniakalnym (a do wszelkich maniactw, jak wiecie, mam słabość), nie wyrzucam z lodówki wszystkich jogurtów nieopatrzonych zieloną naklejką 'bio', ani nie spędzam całych upojnych dni i nocy na siłowni - do tego byłaby bardzo długa droga, bo wystartowałam przecież z poziomu poniżej jakiegokolwiek możliwego.



And you know what I think? We finally have a trend that can easily transform into a healthy lifestyle. Afters years and years of promoting anorexia or obesity, BEING IN SHAPE is finally in. It's all about treating your body as an individual, embracing and working on what you have and treating it with respect, because it deserves it, well you deserve it.  'A healthy mind in a healthy body' ? That's SO TRUE. 

I tak sobie myślę, że wreszcie w modzie mamy trend, który (zastosowany w rozsądnych ilościach) może z powodzeniem stać się stylem życia. A, że moda uwielbia popadać ze skrajności w skrajność, cieszmy się, że nareszcie (być może pozornie) zachowuje równowagę. Po promowaniu na zmianę anoreksji lub otyłości, w cenie jest ciało traktowane indywidualnie, niekoniecznie "zrobione" na modłę wychudzonej modelki, ale takie, z którym obchodzi się z należytym szacunkiem. Bo w końcu ktoś powiedział "W zdrowym ciele, zdrowy duch"... i chyba miał rację :)


PS Zabieram się już za odpowiadanie na komentarze pod poprzednim postem :) Dajcie mi czas do wieczora!

Read More

2/4/12

lazy Saturday

Have I already told you I love shopping for men's clothes? In the shopping mall, I hardly ever buy something in the women's section, I don't know why but it kinda seems I don't enjoy it. Anyways, I love, love, love men's cardigan, sweatersm tshirts and all that jazz. This cardi is my newest second-hand treasure.
Nie wiem, czy już się tutaj dzieliłam tą fascynującą informacją, ale jestem WIELKĄ fanką męskich ubrań. Kiedy jestem w centrum handlowym, rzadko kiedy zdarza mi się coś kupić na damskim dziale, nie wiem z jakiego powodu, ale nie sprawia mi to żadnej przyjemności. Inaczej jest natomiast po drugiej stronie sklepu ;D, gdzie te wszystkie ubrania zdają się być taakie piękne! A najpiękniejsza to jest w ogóle mina poruszających się po sklepie przedstawicieli płci męskiej, kiedy obładowana tshirami, kardiganami idę do przymierzalni. Ten kardigan udało mi się upolować na męskim dziale w ciucholandzie.

I'm loving my new beauty bag. The vibrant colour is visible in my bag plus the shape is just perfect! I always carry two little sampler pots with Nivea Baby Powder and a little bit of foundation Rimmel Wake Me Up (which is my new discovery. Love it so much!!!), Carmex lipbalm and a sample of Bourjois blush.
Podczas ostatniej wyprzedaży w Mulholland Drive, udało mi się kupić tę kosmetyczkę od  bardzo sympatycznej Chelsea z Australii. Jej firma oferuje właśnie takie cuda ;), oprócz tego zeszyty, notesy, długopisy i inne duperele. Dostaję mnóstwo pytań, co trzymam w mojej kosmetyczce, a więc proszę bardzo, odpowiadam ;) : z reguły noszę dwa małe słoiczki po testerach, w jednym trzymam puder dla niemowląt Nivea (puder do pupci niemowlaka zawsze spoko), a w drugim kroplę podkładu. Teraz jest to Rimmel Wake me Up (zachwyt!). Oprócz tego jest też Carmex i próbka różu Bourjois.



Ostatnio (no dobra, nie tak ostatnio. Całkiem dawno temu) odwiedziłam Portobello Vintage, mieszczący się na ul. Floriańskiej. (tak, u Asi też mogliście go zobaczyć ;)). Wreszcie porządne ubrania vintage z prawdziwego zdarzenia ;D Niestety ceny są dość wysokie (z drugiej strony to całe sprowadzanie ciuchów, wyszukiwanie musi kosztować). Dlatego zostaję przy ciucholandach ;)

Enjoying Friday morning before my classes start. /  Przepyszne drugie śniadanie w Dynii (dwa kroki od mojej szkoły. Ulica Krupnicza to istne kłębowisko dobrych lokali! Karma, Dynia, Mięta zawsze poprawiają humor)
Read More

12/7/11

you can choose what stays and what fades away


(Dior Diorshow mascara + mini Diorshow Extase, album with Carl Larsson's paintings I bought for myself ;))

So it's December guys! Definitely my favourite time of the year. I got some lovely presents from Santa, which I'm showing you today and the rest is coming up (the Mango bag I've been raving about for ages!). 

Nareszcie grudzień! Mój ulubiony miesiąc, ze względu na cały świąteczny kicz, który wprost...uwielbiam.  Dostałam kilka pięknych prezentów od Mikołaja, w tym upragnioną, wymarzoną, najpiękniejszą, najcudowniejszą ;p torebkę Mango. W sumie zauważyłam ostatnio, że każda kolejna torebka jest w moim mniemaniu tą "najpiękniejszą, najpraktyczniejszą, naj..." aż pojawi się następna...W tym przypadku będzie jednak inaczej - ona jest naprawdę naj ;p
Read More

11/7/11

new in


(London Fly shoes)

Ostatnio, po ocenieniu zawartości szafki na buty - wszystko na obcasie (choćby 2 cm), zero płaskich butów na jesień - zaczęłam poszukiwania odpowiedników Aldowskich biker boots, jako że tamte uległy całkowitemu zniszczeniu ;D po zaledwie roku użytkowania (w sumie nie dziwię się, przeszły chyba wszystkie błota, ulewy i kto wie, co jeszcze). Nie było to łatwe zadanie, ale jak wiadomo - dla chcącego nic trudnego ;)

Recently I've been dying to find shoes similar to my old Aldo ones (the biker shoes you've probably have seen here million times) as they became destroyed only after one year. (well that doesn't surprise me so much - I wore them literally everywhere). It wasn't an easy task but - 'nothing is impossible to a willing mind' ;)
Read More

4/25/11

monday morning

(Clash Necklace, Suzy Tuck Detail Short, Francis silk-chiffon blouse Erin Fetherston, Acne ‘Hybria Sue’ wedge ankle boot, Burberry Cotton-twill trench coat)


'Pastel mood' - is there anything you call like that? Well, if it is I can definitely say I'm in freaking mood for pastels. Me this morning : watching TheCity (again), acting like a fool with my dearest auntie ever, dreaming of these delicious classic clothes! Happy Easter everyone!

Po fascynacji żywym kolorem, dzisiaj znów jestem w "pastelowym nastroju". Krótkie sprawozdanie z dzisiejszego ranka: oglądanie TheCity (znowu), wygłupianie się z moją ciocią, marzenie o tych pięknych ubraniach. Wesołych Świąt!
P.S. Zapraszam wszystkich na jutrzejsze Easter Bunny Spring Sale, gdzie, razem z innymi blogerkami, będę sprzedawać niektóre swoje ubrania. Wyprzedaż trwa od 12 do 19 na ul. ul.Katarzyny 4/9 .


Read More

2/5/11

seventh heaven




LOVE. I'm so happy to introduce you my newest bag! I was so tired of carrying black ones all the time so when I saw this bag I knew it would become my future essential :) Have a lovely weekend! xx

Oto moja najnowsza miłość. Byłam zmęczona noszeniem czarnych toreb, więc kiedy zobaczyłam tę, wiedziałam, że prędzej czy później stanie się mi niezbędna :) Miłego weekendu!xx


Read More

11/15/10

stay






Photos from the last few days...I finally had some time to catch up with my friends, drink my 4th coffee in my life, paint my nails brown (love it!) and start reading new book. Have a nice week!///Zdjęcia z kilku ostatnich dni...Wreszcie miałam czas, żeby spotkać się z przyjaciółmi, wypić czwartą kawę w moim życiu :D, pomalować paznokcie na brązowo i zacząć czytać nową książkę. Miłego tygodnia!

________
Domestic orders over $150 ship for free!
Read More

11/2/10

in spirit golden





I have two pairs of wedges. The first is the one that I'm not allowed to wear (agggrh, why, oh why I'm 15?! :( ), the second one- let's say I can't pull it with everything. So basically I can buy only flats. Even thought it doesn't happen very often- I love buying shoes! These were on sale. Wearing second-hand parka with DIY fur collar I was coming back from school. I'm looking for some nice pieces of jewellery at the moment- maybe on Friday I'll go to indie shops- Krakow's ones are amazing! In the fourth photo there is a page from Spanish Vogue-I fell in love with that look!
Mam dwie pary koturnów. Pierwszej nie mogę nosić (dlaczego mam to głupie 15 lat?), druga- powiedzmy, że nie do wszystkiego pasuje. Tak więc ogólnie rzecz biorąc mogę kupować tylko buty na płaskiej podeszwie. Mimo, że nie zdarza mi się to tak często, to i tak: kocham mieć nowe buty! ;) (w sumie to chyba każdy lubi). Te znalazłam na przecenie w New Yorkerze...Ubrana w parkę z ciucholandu z kołnierzem DIY (agrafki idą w ruch!) wracałam dzisiaj ze szkoły. Obecnie poszukuję różnych bransoletek i pierścionków- może w piątek wybiorę się do indie shopów- te krakowskie oferują niezłe rzeczy! A czwarte zdjęcie to już strona z hiszpańskiego Vogue'a- zachwycam się tą stylizacją od ponad 2 miesięcy! ;)
Read More

7/30/10

red

Na Wasze komentarze z poprzedniego posta odpowiem za kilka dni, teraz pakuję się i jadę do babci. Naszyjnik kupiłam na wyprzedaży chyba w Świecie Spinek ;), no i czerwone usta- chyba drugi raz na blogu. Będąc w Stanach, chciałam kupić marker do ust Givenchy , ale dużo tańszy odpowiednik znalazłam z firmy Revlon. Bardzo podoba mi się ten kolor, ale i tak wolę niepomalowane usta ;)

Hey guys! I just want to let you know I won't be able to answer your emails for a few days. I'm going to my Grandma tomorrow, she lives on a village so....;) The bright side is that I'll get some rest and finally find time to excercise! Anyways, today I'd like to show you my new necklece and tamtadadam! I'm wearing red lipstick ;) I was totally crazy about Givenchy lip marker but it was too expensive. Fortunately I found something similar by Revlon. It's amazing but I still prefer nude lips (by nude I mean wearing nothing -not wearing nude lipstick ;)) See ya!
Read More

4/9/10

cause we all love Polish weather
I LOVE Polish weather. I just adore it. In the morning the sun was shining, everything was OK- lovely day, right? But when I just finished my school something wet hit my head. And then another and another. Oh yeah- what was it? Rain of course. I'm fed up with spring in my country.
Jakże ja kocham polską pogodę. Rano świeciło słońce, zapowiadał się wspaniały dzień. Kiedy wyszłam ze szkoły przywitały mnie krople deszczu. Idę do zamrażalki się zamrozić...;p

second-hand scarf (perfect for Audrey-inspired outfit ;))
Read More

3/10/10

new best friends
Nie wyobrażam sobie życia bez conversów ;) Mówcie co chcecie- że są brzydkie, że to 'buty klauna' (tak mówi mój tata ;D) albo że skracają nogi. Moim zdaniem są najwygodniejsze na świecie, a w moich białych conversach chodziłabym i do końca świata, gdyby nie mój tata, który uznawszy, że są zniszczone, wyrzucił je do śmieci. Powitałam odpowiednio moich nowych przyjaciół i jutro idziemy razem do szkoły ;)
*Na Wasze pytania ( http://formspring.me/raspberryandred ) odpowiem jutro, bo teraz idę spać ;)
I can't imagine living without converse shoes. Yep, I've heard they're ugly and thing like that, but you cannot find more comfortable shoes! So here they are - my new best friends. And right now- sorry no beautiful stories about my life (not today :D)- i'm going straight to bed. Stay tuned!
Read More

3/7/10

shopping

Jestem cała zakatarzona, kichająca i kaszląca. Kocham polską pogodę. Kocham. Tak czy siak wybrałam się dzisiaj z moją mamą na zakupy. W Inglocie znalazłam brązowy lakier (uhuhuhuh!), a new yorkerze (tak, w new yorkerze) tę torbę. O następną mogę dopiero prosić za pół roku ;)
Today I bought Inglot nail polish (yay in my fav. colour!) and this bag from new yorker. I love it, love it, loooooooove it!
Read More

3/13/09

miles away


So..this is my perfect bag- grey with golden accents in pretty shape. I've always wanted something like this. Today I can say: 'I am so lucky, lucky!'
Oto moja idealna torba- szara, ze złotymi akcentami i w idealnym kształcie. Dzisiaj, jadąc do szkoły tą samą trasą co od września, moje oko zatrzymało się na napisie "Odzież na wagę", a potem "Dawo". To było olśnienie! Przecież to TEN , o którym pisała Ryfka! A ja go szukałam gdzieś w jakiś zakamarkach Limanowskiego..I to się nazywa być spostrzegawczą ;)Ale wracając do torby. Leżała sobie taka smutna, pod stosem innych, całkowicie niewidoczna. Chyba czekała na mnie ;) Nie zastawiałam się długo, porwałam ją i biegiem poleciałam do kasy. Od dzisiaj jestem największą szczęściarą świata! ;)


tanktop- h&m
leggins- little shop
bag- second hand
Read More