Showing posts with label teenvogue. Show all posts

10/4/13

FREEZING DAYS OF OCTOBER

(ph. Basia Zielińska / wearing second-hand checked dress, second-hand sweater, second-hand scarf, Mango bag, Vagabond boots, SIX bracelet)
 
 
Today I'm presenting you what happens when you decide to eliminate your morning coffee from your life because you're drinking too much of it even later in the day. See these under eye bags? See this vacant look? I'm warning all of you - being on a half-self-made-rehab is not a pleasant experience so keep that in mind as you're drinking your third or fourth coffee today and learn on my mistakes. I actually did survived, I guess month more or less, without any coffee at all during summer holidays but the moment the school started my ambitious plan was finished.
 
Prezentuję Wam dzisiaj skutki eliminacji porannej kawy z życia maniaka. Widzicie te wory pod oczami? Ten nieobecny i nieprzytomny, a do tego obłąkany wzrok? Ostrzegam - bycie na pół-odwyku zrobionym przez siebie nie należy do najprzyjemniejszych czynności, więc jeśli pijecie w tej chwili trzecią lub czwartą kawę w tym dniu, to dajcie sobie spokój i uczcie się na moich błędach. Pamiętam jeszcze te czasy (miesiąc temu), kiedy w moim sercu narodziła się nadzieja na lepsze jutro nieuzależnione od kawy o szóstej nad ranem - podczas wakacji żyłam w takim stanie cały miesiąc, ale w momencie, w którym wróciłam do szkoły, wrócił i mój dawny nawyk.


But you know what, a beginning of a new month seems like the perfect time to give myself another chance. So I'm passing morning coffee and making myself a juice every single day. It looks like a dog's green poo and I'm not even joking. The taste is, I suppose, much better than a dog's poo. So what I do is mixing spinach, apples, bananas, pears, avocado and flax seeds and drinking it all instead of having my daily intake of caffeine. Well, later in the day I have a coffee to keep myself alive but you know....baby steps and we're heading in the right direction.
 
 
Jest jednak początek nowego miesiąca, aż się prosi, żeby dać sobie nową szansę, wyeliminowałam więc poranną kawę i zastąpiłam ją sokiem. Sok wygląda jak zielona kupa psa i wcale nie żartuję. Smakuje jednak na pewno lepiej niż takowa kupa (przynajmniej tak mi się wydaje). Wrzucam więc szpinak, jabłka, banany, gruszki, avocado i siemię lniane, to wszystko miksuję i sobie tak od kilku dni piję zamiast dostarczania dziennej dawki kofeiny od razu po przebudzeniu. Nadrabiam za to w ciągu dnia, bo muszę jakoś się trzymać na nogach. Jestem jednak dobrej myśli, małe kroczki i, jakby to w piosence o Magdzie Gessler zaśpiewano, idziemy w dobrym kierunku.




Read More

9/16/13

I MISSED IT
 
(ph.Basia Zielińska/ wearing Primark jumper and shoes, Zara skirt, Topshop backpack)

Do you also have it this way, only appreciating things in your life when you lose them or just don't have them? I do. Take weekends at home, for instance. Don't get me wrong, I'm not going to complain on the best months of my life I spent travelling - it's just today I realized that I haven't spent a single weekend at home since the end of June. And when I say 'a weekend' I mean proper, solid Saturday and Sunday; black leggins and a grey hoodie, a cup of something that burns yout tounge whenever you're sure it's not that hot anymore, some nice music and being in the comfiest comfort zone that exists. So yes, I missed weekends and it feels so good and so weird to finally sit here, in my room, with no distractions, just Micheal Buble singing somewhere in the background, and be able to get my thoughts together and just talk to you. Especially that THE time of the year is slowly coming. The time when I take out my Ikea vanilla candles that make my parents crazy (they think they - the candles, not my parents, stink and they - my parents, not candles - think it's my destiny to burn the whole house), it's the time when it gets a little bit colder and I need to wear a big chunky sweater and it's the time it's gloomy and grey outside but that just makes my home ten times nicer, in a nutshell - my favourite time of the year (besides Christmas, but that is just too obvious). So here I am, just sitting and writing - something that makes me so happy since it gives me a brief moment of feeling that I acually have something interesting to say.

Też zaczynacie docieniać różne rzeczy w swoim życiu, kiedy ich nie macie lub je po prostu stracicie? Ja tak. Na przykład weekendy w domu. Nie, nie zamierzam płakać z powodu, że zwiedziłam ostatnio pół Europy i zabrano mi niesamowitą okazję do położenia się we własnym łóżku, ale przeglądając kalendarz, zdałam sobie sprawę, że prawdziwy weekend spędziłam ostatnio jakoś pod koniec czerwca. Jako "prawdziwy" weekend mam na myśli porządną sobotę i niedzielę w domu, czarne legginsy i szarą bluzę dresową, kubek z czymś ciepłym, co parzy w język, za każdym razem, gdy jest się przekonanym, że już wystygło, miłą muzykę i po prostu poczucie takiego dziwnego błogostanu. Tak, stęskniłam się za takimi dniami i cieszę się strasznie, że siedzę znowu w moim pokoju, bez niczego, co by mnie mogło rozproszyć (Micheal Buble tylko sobie coś tam podśpiewuje w tle) i do Was piszę. Cieszę się jeszcze bardziej, bo powoli nadchodzi TEN czas w ciągu roku. TEN czas, kiedy wyciągam z szuflady waniliowe świeczki z Ikei, czym doprowdzam swoich rodziców do wczesnego stadium załamania nerwowego (rodzice twierdzą, że świeczki wręcz cuchną i skończy się tak, że podpalę cały dom), TEN czas, kiedy jest za zimno na zwykłą bluzkę i muszę włożyć ogromny sweter, TEN czas, kiedy na zewnątrz jest ponuro i szaro, co sprawia, że dom wydaje się dziesięć razy bliższy, w wielkim skrócie - mój zdecydowanie ulubiony czas (oprócz gwiazdki, ale to oczywiste). Siedzę więc i sobie piszę, bo zawsze mi to sprawiało tyle radości - poczucie chociaż przez chwilę, że niby mam coś ciekawego do powiedzenia.

I'm pretty sure you're fed up with my Topshop backpack - it was my best friend during the Eurotrip I did in August and it is my best friend now, back at school in September. I remember when I was younger I couldn't wait to get my parents permission to switch a backpack into a normal bag - backpacks just seemed so uncool and childish and I always wished I could be so mature like the older girls at school (they probably have now one shoulder higher than the other because of their heavy bags - you see, sometimes it's better to be a little bit less cool). A couple of years later from that, I came back to the very beginning, except my backpack's a lot nicer and I no longer have braces on my teeth and home-made bangs. So prepare yourselves guys, if you think you've seen this backpack a lot of times here, you're wrong - there's a lot more to come (sorry). Have a lovely week and see you in the next post!


Plecak z Topshopu przewijał się na tym blogu rekordowe ilości razy - był moim przyjacielem podczas sierpniowego Eurotripu i jest nim też teraz, już w szkole, we wrześniu. Pamiętam, że jeszcze kilka lat temu czekałam niecierpliwie na moment, w którym rodzice pozwolilby mi zmienić plecak na torebkę. Plecaki wydawały się super-niesamowicie-niefajne i dziecinne, a ja, lat 12/13, chciałam być taka dojrzała jak starsze o rok dziewczyny z wyższego rocznika, dzierżące toboły na jednym ramieniu (prawdopodobnie teraz cierpią na Zespół Nierównych Ramion). Kilka lat później, w klasie maturalnej, wracam jednak do początków, z wyjątkiem, że obecny plecak jest dużo ładniejszy, ja nie mam żelastwa na zębach i grzywki powstałej w wyniku moich eksperymentów w łazience. Przygotujcie się więc, bo jeśli myśleliście, że już wystarczająco dużo razy widzieliście mnie z tym plecakiem, to się mylicie. Ostrzegam ( i przepraszam) - będziecie nim wymiotować. Miłego tygodnia!

Read More

9/9/13

FABI WEEK ON IBIZA
(ph. Mariannnan / wearing Zara shorts, She's a Riot tshirt, Primark shoes, nail varnish: Chanel 601 Mysterious)
 
 
Hola from Ibiza! Here we are, with the loveliest girl on the planet (ok, universe) Marianna, sitting in the hotel room, surrounded with Cola Zero (we've probably drunk 100 liters of it. I'm sure my teeth are gonna be so thankful for that), watching Jersey Shore with Spanish dubbing and being unable to finish our blog posts because of the brain meltdown we experienced from today's sunbathing (ah, such a tough life). It's been five days since I arrived on sunny Ibiza thanks to Italian brand Fabi that gathered bloggers from all around the world to see their new collection and well, have the best holidays ever. Just wanted to say a quick 'Thank You' guys cause obviously without you visiting me and reading my posts I wouldn't be able to do so many amazing things. So here we go, these are a few pictures I've taken so far!

Hola z Ibizy! Siedzimy właśnie w pokoju hotelowym z najsympatyczniejszą dziewczyną na świecie (ok, wszechświecie) Marianną otoczone butlami Coli Zero (myślę, że moje zęby skaczą właśnie z radości), oglądamy Jersey Shore z hiszpańskim dubbingiem i usilnie próbujemy skończyć nasze posty, co jest dosyć trudnym zadaniem, a to przez ewidentne stopienie mózgu po dzisiejszym opalaniu (ciężkie to życie). Spędziłam na Ibizie pięć dni, a to za sprawą Fabi, które zebrało mnie i blogerki z całej Europy, aby pokazać nam nową kolekcję i...podarować piękne wakacje. Strasznie Wam wszystkim dziękuję, bo gdyby nie to, że tu zaglądacie, nie miałabym okazji być tu, gdzie teraz jestem i robić rzeczy, o których mi się nawet nie śniło kilka lat temu. A oto więc kilka zdjęć, do których z bólem będę wzdychać siedząc nad zbiorem zadań z matematyki.
 
Read More

9/6/13

WHERE IS AIR
 
(ph. Basia Zielińska / wearing second-hand dress, Primark sweater, new yorker scarf, Zara bag, St.Oliviers boots)
 
This year's August and September are definitely travel dominated and as far as you know me - it's like living a dream. Here I am, in Berlin, waiting for my flight to Ibiza and being devasted whilst dramatically looking for Internet connection. So if you're reading it that means nobody kidnapped on my way, I didn't go in the wrong direction, I'm already in Ibiza and there is WiFi in my room (which recently has been sort of my air). When it comes to today's outfit though - I can't help it. I failed again. Dressing up correctly to the temperatures outside seems to exceed my abilites. It was slightly too hot for the scarf. And for the sweater. And for these boots. But honestly, if you wanted to feel great in every single time of the day you would have to carry a freaking suitcase wherever you go, cause you're freezing in the morning, boiling in the afternoon and feeling confused in the meantime. Next posta though are going to be from a place that has way more weather stability. So I'll see you soon - get ready for the beach, sun and drinks (non alcoholic ones for sure).

Dwa ostatnie miesiące mojego życia zdominowały podróże, a wiecie, że jestem ostatnią osobą, która mogłaby na taką sytuację narzekać. Oto więc teraz jestem na lotnisku w Berlinie, czekam na mój samolot i czuję się zażenowana faktem, że berlińskie lotnisko nie oferuje darmowego WiFi. Jeśli więc teraz mnie czytacie, oznacza to jedynie, że nikt mnie w drodze na Ibizę nie porwał, nie spędziłam dwóch godzin siedząc pod złym gatem, żeby spóźnić się na samolot; jestem już w hotelu, a w moim pokoju korzystam z uroków Internetu. Co do dzisiejszego (tj realnie wczorajszego, blogowo dzisiejszego) stroju - nic nie poradzę. Moje wyczyny robią się żenujące, najwidoczniej dobieranie ubrań do temperatury na zewnątrz przewyższa moje umiejętności. Było troszkę za ciepło na ten szalik. I sweter. I te buty. Z drugiej strony, gdyby człowiek jednak chciał się czuć super komfortowo o każdej porze dnia, musiałby chyba wozić ze sobą walizkę, w każde miejscem, gdzie jego noga postanie, bo rano się zamarza, po południu się topi, w międzyczasie po prostu dziwnie się czuje. Następne posty będą jednak z miejsca ustabilizowanego pogodowo. Zapraszam więc serdecznie na leżaczki, piasek, morze i drinki (bezalkoholowe).
 
 
Read More

8/7/13

CARRYING A BACKPACK

 
(ph.Maksymilian Scholl / wearing second-hand tanktop, Tesco skirt, second-hand belt, Atmosphere backpack via allegro, Converse shoes)
 
 Today I can call myself the Master of Creativity when it comes to titles of the posts. So yes - the backpack. Since I am definitely the girl who carries half of her room in a bag (starting with the phone charger ending up with a screwdriver), I found the previous school year quite painful for my one shoulder (the one on which I carried my bag obviously). And that's when the idea of a backpack came around and since I bought one, I feel like an old lady saying that but believe me, my back has been thanking me for that. Oh, and let me just draw your attention to my bare midriff (but not too much attention) - it seems like my 'I'm such a rebel' moment that comes once in a year (here I am, one year ago), has just begun. Kisses!
 
 Jestem pełna podziwu dla mojej niezwykłej kreatywności przy wymyślaniu dzisiejszego tytułu wpisu. A więc tak, plecak - przyszła i na niego pora w moim życiu. Jako że jestem jedną z tych dziewczyn, które noszą pół swojego pokoju w torbie (zaczynając od ładowarki do telefonu kończąc na śrubokręcie), poprzedni rok szkolny zaliczyłam do tych bardziej bolesnych, w szczególności dla mojego jednego ramienia. Jakiś czas temu pojawił się więc w mojej głowie szalony pomysł kupna plecaka i od kiedy to zrobiłam, prawdopodobnie zabrzmię jak starsza osoba z problemami, moje plecy nigdy się tak nie cieszyły (to nic, że plecy raczej w swym zwyczaju nie mają się cieszyć ani smucić). A, Waszą uwagę (ale nienadmierną) jeszcze szybko dziś skieruję  na mój brzuch - chyba właśnie nadszedł ten czas, kiedy raz do roku wydaje mi się, że straszny ze mnie buntownik (tutaj link do mnie, tak młodej, jeszcze przed osiemnastką...). Do zobaczenia!
 
 


Read More

6/30/13

HIGH HOPES


(ph. My Mum / wearing flower crown and blouse from Topshop Festival Collection , skirt from Topshop, vintage blazer, second-hand shirt underneath)


 I have no idea how to start today's post because I feel that the beginning of summer holidays requires a proper and a very special welcome here, but at the same time I know that  words are not sufficient to do this. You have to understand, there was nothing on this whole planet that I wanted more than the end of my damn school. And yep, I spent years being  that girl that would run to school with a wide smile on her face,  enjoy classes, do extra homework and have mixed feeling towards anybody that would not be the same. But this year, Polish educational system officially lost one of its supporters and probably will never have me back. Anyways,  it's finally summer and this means organizing time on your own. I've got so many ideas for these holidays that I'm not sure whether two months are enough to turn them into reality.

Miałam spore trudności z rozpoczęciem dzisiejszego postu, bo wiem, że  powitanie wakacji wymaga specjalnej oprawy i wzniosłej atmosfery, a jednocześnie jestem świadoma tego, że słowa nie będą w stanie tego wszystkiego oddać. Musicie wiedzieć, że mniej więcej od końcówki grudnia nie było rzeczy, której pragnęłabym bardziej niż zakończenie roku szkolnego (dosyć przyziemne pragnienia mam, przyznaję). Odkąd skończyłam siedem lat, byłam jedną z tych dziewczynek, które z uśmiechem na ustach gnały do szkoły, cieszyły się z zajęć, zgłaszały do dodatkowych projektów i z lekką obawą podchodziły do dzieci, które nie robiły tego samego. W tym roku jednak polski system edukacji oficjalnie stracił jedną ze swoich zwolenniczek i nie wydaje mi się, żeby ją odzyskał. Wakacje, dzięki Bogu, jednak się rozpoczęły, a to oznacza bycie Panią swojego czasu i organizowanie go po swojemu.

I wanted to do something out of my comfort zone in the first days of July and go on the biggest Polish festival Open'er (crazy, crazy, crazy till we see the sun, as you can see). Lots of people, squeezing in the crowd, noise and chaos - definitely not my favourites , but there are some things in your life that you just have to try. Last year, my biggest love on the music scene, the XX , were playing and I still want to kill myself for not being there. I remember, I called W. And terrorized him to put his phone up so that I could hear the concert live. So yep, you can say I half was there. Anyways, having high hopes for July 2013, I sadly have to say, I won't experience the festival spirit neither this year. There are too many things going on this summer and too much planning and even though I'm a master of organizing trips (I mean it. I guess it's the only hidden - not anymore - talent that I've got.), I would probably fail this time. I'm extremely excited for the next two months and I just can't wait to bring you guys on a journey with me. I have a feeling that summer 2013 is going to be the best time I've ever heard. Take care, guys!
W tym roku na sam początek wakacji chciałam zrobić coś, czego bałam się od dawna - pojechać na Open'era (szaleństwo pełną parą). Tłumy ludzi, brak przestrzeni wokół siebie, chaos i krzyki - przyznać muszę, że nie jest to moje wymarzone otoczenie, ale są takie rzeczy w życiu, które trzeba przeżyć na własnej skórze. W tamtym roku na scenie grał wielbiony przeze mnie zespół the XX i do dzisiaj nie mogę przeboleć, że nie wzięłam się w garść, nie zaoszczędziłam na bilet i nie pobiegłam tam jak najszybciej. Pamiętam, siedziałam w nocy w pokoju, wyglądałam trochę jak obłąkana i słuchałam przez komórkę prawie całego koncertu po wcześniejszym sterroryzowaniu W., żeby podniósł swój telefon nad tłum tak, żebym mogła wszystko usłyszeć. Można więc powiedzieć, że byłam tam. Połowicznie. W każdym razie byłam pełna nadziei wobec lipca 2013, ale ze smutkiem muszę powiedzieć, że i w tym roku festiwalowej atmosfery nie doświadczę. Chociaż jestem samozwańczym mistrzem planowania wyjazdów, to uznałam, że tego planowania na kolejne tygodnie już trochę za dużo i Open'era sobie podaruję. Cieszę się niesamowicie na nachodzące dwa miesiące i nie mogę się doczekać, aż zabiorę Was w przeróżne miejsca. Planuję też coś kompletnie nowego i mam nadzieję, że nie otrzyma to nagrody największej porażki mojego bloga i będę Was prosiła o wyrozumiałość i inne takie (ale o tym już niedługo). Trzymajcie się ciepło i do zobaczenia!
Read More

6/19/13

FLAT MONTHS



(ph. Basia Zielińska / wearing JollyChic dress, shoes I bought in Sicily in a random shop)


I've always thought that if I were to bulid up my shoe collection I would buy more and more crazy/elegant/beautiful high heels, summer wedges, cute high heel sandals (Carrie Bradshaw reference if you haven't noticed). And look at me now - siting here in a cafe wearing my newest pair of flats after only day of wearing the wedges I'm showing you today. I spent the whole winter (that lasted ages this year in Poland) not even bothering to think about high heel shoes, living in a total comfort zone with no falls, no broken heels, no annoying sounds that stilletos make. Pure heaven, I'm telling you. But since the winter is gone and there should be no snow or slippery surfaces, I thought wearing my favourite wedges for the first time in eight or nine months couldn't be a better idea. And guess what, I couldn't be more wrong about that.

Zawsze myślałam, że jeśli będę już budować moją kolekcję butów, to będzie ona się składać w głównej mierze z ciekawych/pięknych/eleganckich obcasów, letnich koturnów i sandałów na podwyższeniu (patrz - garderoba Carrie Bradshaw). Siedzę jednak teraz w kawiarni, a na nogach mam nie piękne obcasy, ale nową parę płaszczków (wybaczcie za to niezbyt dystyngowanie brzmiące i dopiero co stworzone przeze mnie słowo, ale żmudne i nudne będzie powtarzanie „buty na płaskiej podeszwie” za każdym razem, kiedy o płaszczakach mowa). Całą zimę (a zima, jak wszyscy wiemy, trwała w tym roku trochę więcej niż przyzwoitość pozwala) spędziłam stroniąc od jakichkolwiek obcasów, żyłam sobie komfortowo, bez poślizgnięć, bez upadków, bez irytującego dźwięku stukających obcasów. Ale jako, że zima już dawno odeszła i nie ma ani śniegu, ani śliskich powierzchni, pomyślałam sobie, że nie ma bardziej odpowiedniego sposobu na powitanie lata, niż włożenie zapomnianych, ukochanych koturnów. I oczywiście, bardziej mylić się nie mogłam.
 
 


 I can't walk in them anymore. I literally feel the pair running right in my calf everytime I move my leg and after a fifteen-minute walk I can see how the wedges are transforming into two balls with a chain. Despite the fact, I love how high heels look, I prefer to admire them when they're nice and shiny in a shop rather than on mu feet and yes, I'd never thought I say it, but I'm team flats all the way. You know, it's quite nice to be able to run to catch the bus or walk a little bit faster from time to time and when I'm wearing high heels, I'm telling you, it does not happen. I know that's quite a random side note, but if I were to choose an animal that I wanted to be, I would choose a doe (or a lion but I'm not that agressive). It's free, fast, it runs a lot and has big eyes. Can you imagine a doe running so fast in high heels (of course if it wore any shoes at all)? Exactly. It would so doing it in flats though.

Straciłam moją zdolność. Straciłam zdolność chodzenia w koturnach. Czuję przeszywający ból w łydce, który jest silniejszy i silniejszy z każdym krokiem, a po piętnastu minutach spaceru widzę jak koturny zamieniają się w dwie kule z łańcuchem. Widok obcasów uwielbiam i bardzo mi się podoba, ale ostatnio doszłam do wniosku, że bardziej niż na mojej nodze, podoba mi się w witrynie w sklepie. I trudno mi to powiedzieć, bo myślałam, że moja ścieżka życiowa podąży w innym kierunku, ale tak, należę już do wielbicieli płaszczków. Dlaczego? Bo to całkiem miłe, kiedy mogę dobiec i wsiąść w ostatniej chwili do autobusu i to całkiem przyjemne, gdy mogę przejść dystans dłuższy niż trzy metry, a kiedy noszę obcasy, zapewniam Was - tak się nie dzieje. Wiem, że to dość specyficzne wtrącenie, ale gdybym miała być zwierzęciem, to chciałabym być sarną (albo ewentualnie lwem, chociaż żaden ze agresor). Wolna, szybka, ciągle biega i ma duże oczy. Trudno sobie wyobrazić sarnę, któraby miała biegać tak szybko w obcasach (gdyby oczywiście sarna nosiła jakiekolwiek obuwie). W płaszczkach natomiast nie miałaby żadnego problemu.


Having said that, taking a doe as my role model for this summer, I don't think I'd be wearing a lot of high heels in the next few months. What about you? Are you team flats or high heels? Have a lovely week!

Powiedziawszy to, ustanawiam sarnę moim wzorem postępowania na te wakacje i czuję, że obcasów to ja się w przeciągu kilku miesięcy dużo nie nanoszę. Ciekawa jestem jak jest z Wami (moja Mama, na przykład, żadnego bólu nie czuje i reprezentuje zwolenniczki każdego typu obcasów, co ja uważam za oczywiście, niewyobrażalne). Miłego tygodnia!


Read More