
(ph. Basia Zielińska / wearing second-hand checked dress, second-hand sweater, second-hand scarf, Mango bag, Vagabond boots, SIX bracelet)
Today I'm presenting you what happens when you decide to eliminate your morning coffee from your life because you're drinking too much of it even later in the day. See these under eye bags? See this vacant look? I'm warning all of you - being on a half-self-made-rehab is not a pleasant experience so keep that in mind as you're drinking your third or fourth coffee today and learn on my mistakes. I actually did survived, I guess month more or less, without any coffee at all during summer holidays but the moment the school started my ambitious plan was finished.
Prezentuję Wam dzisiaj skutki eliminacji porannej kawy z życia maniaka. Widzicie te wory pod oczami? Ten nieobecny i nieprzytomny, a do tego obłąkany wzrok? Ostrzegam - bycie na pół-odwyku zrobionym przez siebie nie należy do najprzyjemniejszych czynności, więc jeśli pijecie w tej chwili trzecią lub czwartą kawę w tym dniu, to dajcie sobie spokój i uczcie się na moich błędach. Pamiętam jeszcze te czasy (miesiąc temu), kiedy w moim sercu narodziła się nadzieja na lepsze jutro nieuzależnione od kawy o szóstej nad ranem - podczas wakacji żyłam w takim stanie cały miesiąc, ale w momencie, w którym wróciłam do szkoły, wrócił i mój dawny nawyk.

But you know what, a beginning of a new month seems like the perfect time to give myself another chance. So I'm passing morning coffee and making myself a juice every single day. It looks like a dog's green poo and I'm not even joking. The taste is, I suppose, much better than a dog's poo. So what I do is mixing spinach, apples, bananas, pears, avocado and flax seeds and drinking it all instead of having my daily intake of caffeine. Well, later in the day I have a coffee to keep myself alive but you know....baby steps and we're heading in the right direction.
Jest jednak początek nowego miesiąca, aż się prosi, żeby dać sobie nową szansę, wyeliminowałam więc poranną kawę i zastąpiłam ją sokiem. Sok wygląda jak zielona kupa psa i wcale nie żartuję. Smakuje jednak na pewno lepiej niż takowa kupa (przynajmniej tak mi się wydaje). Wrzucam więc szpinak, jabłka, banany, gruszki, avocado i siemię lniane, to wszystko miksuję i sobie tak od kilku dni piję zamiast dostarczania dziennej dawki kofeiny od razu po przebudzeniu. Nadrabiam za to w ciągu dnia, bo muszę jakoś się trzymać na nogach. Jestem jednak dobrej myśli, małe kroczki i, jakby to w piosence o Magdzie Gessler zaśpiewano, idziemy w dobrym kierunku.















































READ MORE...
