3/23/14

IT'S BEEN A WHILE | OOTD

 (Weronika Załazińska /ph. Maksymilian Scholl / wearing second-hand top, American Apparel skirt, (?) jacket, Deichmann boots, H&M bag)

 Nastał marzec (23 dni temu), a moje blogowanie utknęło w dosyć żałosnym punkcie i tak naprawdę z każdym tygodniem trudniej mi się było zebrać i cokolwiek napisać. Blogowanie jest pewnym przyzwyczajeniem i kiedy wypadnie się z rytmu (który u mnie nigdy nie był wybitny, ale jakiś przynajmniej był), ciężko jest nagle wrócić do tego przyzwyczajenia. Z jednej strony, jeśli śledzicie mojego Youtube'a, mniej więcej wiecie, co się u mnie dzieje, z drugiej - jeśli tego nie robicie, to ten post wygląda mniej więcej jak notatka po powrocie z zaświatów.

So it's March and I'm the worst blogger ever. I just wanna slap myself right in my face when I think about all of you, 'international folks' that are unable to understand my Polish ramblings on my Youtube channel. It seems I haven't talked to you for ages. I haven't abandoned the blog and I'm not planning to - it's just my finals are right around the corner and it's hard to do 50 things at the same time. But good news is I'm going back to regular (I mean super regular) blogging when the exams are over, that is in May. I hope you'll somehow stick with me :)


W skrócie więc - co nowego? W zasadzie niezbyt wiele. Cieszę się z pierwszym słonecznych i ciepłych dni w Krakowie (które się już chyba skończyły, bo pisząc to teraz obserwuję jak ciemne chmury zbierają się na niebie), piję kawę (to dopiero nowość) i zaczynam zastanawiać się jak zagospodaruję najdłuższe wakacje mojego życia. Przede mną cztery pełne beztroskie miesiące, a w głowie dziesięć tysięcy planów, których nie da się połączyć. Jest tyle miejsc, które chciałabym zobaczyć, a na pierwszym miejscu ostatnimi czasy plasuje się Zachodnie Wybrzeże. To dosyć dziwne i zaskakujące, szczególnie dla mnie, bo nigdy mnie tam nie ciągnęło, ale chyba w moim prawie-dziewiętnastoletnim życiu nastał czas, żeby moje preferencje się trochę pozmieniały. Kalifornia jest na razie tylko marzeniem, które zapewne się w tym roku nie spełni, ale mam przecież całe życie przed sobą :D

What's new? Not that much, to be honest. I'm enjoying the first sunny days in Krakow, I'm drinking lots of coffee (such a novelty, right) and looking forward to my longest summer holidays ever. I'm having four months of summer this year and I just wanna make the most of it. There are so many places on my mind that I'd love to visit. One of them is West Coast which is sort of funny cause I've never had a craving for visiting California. This only shows opinions and preferances change and for the last couple of months I've been DYING to go there. I'm doubtful if it's gonna happen this year though - probably not but you know, I've got my whole life ahead of me :D


Jeśli chodzi o dzisiejsze ubrania, to trzymam się komfortowo czerni, która jest dosyć zabawnym kolorem, który sprawia, że człowiek czuje się bezpiecznie i jednocześnie uwalnia wewnętrzną Beyonce, którą każdy z nas nosi w sobie.


When it comes to today's outfit I'm wearing a lot of black which lately has been very typical of me. It's just such a safe (and comfortable) colour but it somehow gives you so much energy and it just brings out that inner-Beyonce we all have. 

 Trzymajcie się i do zobaczenia! :)
Take care guys, I'll try to post a couple of things until May but I'm not promising a lot of content. Thanks for your patience and I'll see you (hopefully) soon!
Read More

1/24/14

LITTLE BLACK DRESS


(ph. Maksymilian Scholl / wearing Sheinside dress, Modekungen bag, Reserved boots)

 It is so weird to be writing here again :) HELLO EVERYBODY after a freaking one month of blog-break! I needed it, I seriously did. Just to kind of remind myself that I'm not obligated to blog and I should do it when I feel like doing it. It's been a CRAZY month. I had a great New Year's Eve party (can you believe I didn't have Post-Midnight Depression?!), my Youtube channel's been going so fast, I'm having my prom this Saturday! I'm just so happy with how this year started. I'm starting to freak out about my final exams though - I have absolutely no clue how I'm going to survive May. There is a slight possibility that I won't. And I'll die.

 Jakoś dziwnie coś tu znowu pisać po szalonym :D MIESIĄCU blogowej absencji. Nawet nie wiem jak mam się z Wami przywitać, więc to pominę i liczę tylko na to, że nie zjecie mnie za bimbanie sobie ze wszystkich czytelników przez ostatnie trzydzieści dni. Tak jak "szalona" była moja absencja, tak i szalony był ten miesiąc. W pozytywnym znaczeniu. Rok 2014 rozpoczął się wspaniałym Sylwestrem BEZ depresji po-sylwestrowej. Kiedy wybiła północ, a ja nie poszłam do kąta płakać i rozmyślać nad sensem życia, wiedziałam, że ten rok rozpoczął się lepiej niż dobrze. Youtube rozwija się też w szalonym (powtórzmy to słowo jeszcze dziesięć razy) tempie, za co chciałam Wam strasznie podziękować - chociaż tworzyć bloga kocham i robię to już prawie od pięciu (?!) lat, to 'wideła' sprawiają mi więcej radości i wydaje mi się, że trochę inny sposób interakcji z Wami. Dziękuję więc jeszcze raz za tyle miłych słów, które zostawiacie. A! Mam jeszcze jutro studniówkę - jak więc widzicie, styczeń jest pełen wrażeń :) Zaczynam jednak intensywnie i maniakalnie myśleć o maturze i trochę się zastanawiam, jak ja przeżyję maj. Jest dosyć duża możliwość, że go nie przeżyję i po prostu umrę.




Here you can watch my video with these three winter outfits (the second one though haha). I put up English subtitles so you can understand my rambling. As you can probably tell I haven't been very adventorous with colours this winter (these 18 years frankly speaking). But I'm more that okay with that and I prefer to stick to my black skirts, white collars and grey sweaters.

Tutaj możecie zobaczyć video, w którym pokazałam moje typowe trzy zimowe stroje (ten w środku jest w szczególności tak zimowy, że bardziej się już nie da). Jak widzicie w tym miesiącu (a raczej w tym życiu) nie pałałam zbytnią miłością  do żywych kolorów. Trzymam się więc czarnych spódnic, białych kołnierzy i szarych swetrów.



 A quick Instagram update : 1) A random selfie I took after watching 10 000 episodes of Friends. I LOVE THIS SHOW. 2) My prom's tomorrow!!! Aggrgrgrgrh I am so excited about it and it's quite funny because I was like 'Prom? Whatever.' during all these months and suddenly it hit me this week that I'll finally be able to sing High School Musical's 'Night to Remember' and the lyrics will be so true :) 

Na koniec małe sprawozdanie z Instagrama: 1) Zdjęcie upamiętniające moją radość z nałogowego oglądania "Przyjaciół" 2) Moje szpilki z Aldo na jutrzejszą studniówkę. Moim celem jest wrócenie do domu w jednym kawałku i bez złamanej nogi. Życzcie mi szczęścia. 

See you soon! Do zobaczenia!
Read More

12/23/13

IT'S ALMOST CHRISTMAS!
 (ph. Maksymilian Scholl / wearing second-hand jumper, New Yorker skirt, Reserved shoes, Tesco scarf, my Grandma's old watch, Mohito coat, Mango bag)

Christmas is almost here! I guess my excitement can be very annoying for both You and people who surround me on a everyday basis but I can't help it - my favourite time of the year has just arrived and I'm the happiest girl on this planet. It feels so weird when Christmas is over though - every single year with the beginning of October The Big Anticipation starts and then after these three days, I'm left quite confused and without any purpose in my life.

Święta już tuż tuż! Już za kilka dni nie będziecie musieli znosić mojej ekscytacji, którą się z Wami tutaj dzielę od kilku miesięcy. Teraz jednak nadszedł finał wielkich oczekiwań, które zarządziłam gdzieś na początku października, mój ulubiony czas w roku się rozpoczął, a ja nie mogę być z tego powodu bardziej szczęśliwa. Boję się jednak, co będzie po tych trzech nadchodzących dniach - każdego roku, kiedy Święta mam za sobą, czuję się stłamszona, oszołomiona, wyrwana z jakiegoś dzikiego amoku i pozostawiona bez żadnego celu w życiu.


If you're Christmas addicts like I am, be strong - next Christmas is only in twelve months, I'm sure we're gonna make it. Now enjoy these few days we've anticipated for so long, grab a nice warm cup of tea, play some Micheal Buble's songs (his songs are like freaking air during Christmas time, I think we can all agree with that) and get ready cause Christmas Eve's tomorrow! 

Jeśli należycie do grupy ludzi ogarniętych manią Świąt, pamiętajcie - następne Święta już za dwanaście miesięcy, damy radę. Teraz nie pozostaje nic innego niż tylko zaparzyć herbatę, puścić piosenki Micheala Buble (które podczas czasu świątecznego pełnią rolę powietrza) i przygotowywać się do jutrzejszej Wigili.


I even found this cup very Christmassy. It says 'Come back to us'. Cute. And look at this background I achieved - I feel Christmas and Tumblr in the air.

Ten kubek wydał mi się bardzo świąteczny. A jeszcze to tło rodem z tumblra, które udało mi się osiągnąć - jeśli to nie wprawi Was w świąteczną atmosferę, to już nie wiem co.





Have a lovely Christmas! I wish you all of the best, enjoy this precious time with the people you love :) Merry Christmas!
 
Życzę Wam wszystkiego najlepszego, spędźcie ten wspaniały czas z ludźmi, których kochacie najbardziej i najedźcie się do upadłego ! Wesołych Świąt ! :)
Read More

10/12/13

SATURDAY'S UPDATE
(ph.Basia Zielińska / wearing Reserved sweater, Topshop trousers, Primark ballet flats)


Time is flying by way too fast. I mean really. One week ago I created the previous post, on Monday I took the photos I'm showing you today and I was so proud of myself since I thought I'm becoming such a good blogger, you know, having my pictures prepared already two days after the new post (in my case, it's a THING). That was on Monday. Today is freaking Saturday and God only knows where these days in-between had gone. Anyways, since my life has recently become as interesting and glamorous as a phonebook and has a routine of me going to school, me sitting in the library and me sleeping after I get home, I don't really have anything super fabulous to show you. Let's just say this is a weekly update with some nicer bits of the past few days.


Czas biegnie za szybko. Zdecydowanie za szybko. Tydzień temu opublikowałam poprzedni post, a już w poniedziałek zrobiłam zdjęcia, które widzicie dzisiaj i aż rozpierała mnie duma, bo tak ekspresowe przygotowanie materiału na post nie zdarza się u mnie, szczerze mówiąc, wcale i tak sobie już myślałam ochoczo, że oto stoję na dobrej drodze do zostania przykładną i systematyczną blogerką. Było to, przypominam, w poniedziałek. Dzisiaj jest sobota i chcę tylko powiedzieć, że chyba tylko Bóg raczy wiedzieć, gdzie mi to sześć dni uciekło. Jako, że moje życie ostatnimi czasy stało się tak interesujące i fascynujące jak książka telefoniczna i składa się na nie rutyna złożona z trzech części : mnie chodzącej do szkoły, mnie chodzącej do biblioteki i mnie zasypiającej po powrocie do domu; nie mam zbytnio niczego zapierającego dech w piersiach do pokazania. Uznajmy więc, że to taki mały "update" i kilka milszych aspektów tego tygodnia.





Ouuh yeah, girly stuff. A lady in the pharmacy recommended this lip balm to me and you know, I'm not one of these people that actually listen to people who are recommending me stuff simply because they are paid to do so. But well, I'm was kind of desperate since I had a desert with camels (?) going on my lips and nothing worked. But this lip balm...does work. It works so well I'm kind of surprised. It's called Sanoflore Nourishing lip balm and has a tone of stuff written in French on its jars which, of course, I don't understand but who cares when it transformed the desert into a ice rink?


U, yes - dziewczyńskie sprawy. Byłam jakiś czas temu w aptece na misji, z racji tego, że moje usta zmieniły się w dziką pustynię, po której mogłyby sobie biegać jakieś wielbłądy. Z reguły nie słucham żadnych pań, które czają się na mnie w sklepach żeby mi coś doradzić, ale tamtego dnia, jedna z pań chyba wyczuła moją desperację i od razu uderzyła z ciężkiego kalibru. Tak się nawychwalała, że się poddałam, kupiłam balsam i liczyłam tylko na to, że nie będzie on największym badziewiem tego świata. Okazuje się jednak, że czasami pań polecających warto słuchać, bo z pustyni zrobiło się istne lodowisko. Balsam nazywa się Sanoflore Nourishing lip balm i ma słoiczku trochę, zapewne fascynujących, informacji. Są one jednak po francusku, więc nie mnie będzie dane zgłębienie tej wiedzy.



 
Two pictures completely without any sense and with no meaning at all.
 
Dwa zdjęcia, trochę bez sensu i absolutnie bez żadnego ukrytego znaczenia.





The best pastry-shop/bakery I've been to in years. I love it so much since it's not a typical café (so it doesn't have cosmic prices as cafés do) but rather a bakery with a place to sit down. If you ever come to Krakow, pay a visit to Karmelicka Street and have a chocolate croissant and this weird vanilla-thing with raspberry mousse in the middle. It is heaven.

Największe odkrycie zeszłego tygodnia - cukiernio-piekarnia na Karmelickiej. Nie ma typowych kawiarnianych (czyli kosmicznych) cen, jest dużo miejsca, żeby się rozsiąść i jeść, a czekoladowe croissanty i dziwne twory z ciasta francuskiego z malinowym środkiem to coś dosyć wspaniałego.

Picture 1 : a typical day. Picture 2: a typical Saturday in the library. Yes, I was the first one to be there in the morning. Somebody's apparently mental. Have a lovely weekend everyone!
 
Zdjęcie numer jeden: typowy dzień. Zdjęcie numer dwa: typowa sobota w bibliotece. Tak, byłam pierwszą osobą, która się tam zjawiła. Tak, przerabialiśmy już - jestem psychiczna. Miłego weekendu!!!
Read More