(Weronika Załazińska /ph. Maksymilian Scholl / wearing second-hand top, American Apparel skirt, (?) jacket, Deichmann boots, H&M bag)
Nastał marzec (23 dni temu), a moje blogowanie utknęło w dosyć żałosnym punkcie i tak naprawdę z każdym tygodniem trudniej mi się było zebrać i cokolwiek napisać. Blogowanie jest pewnym przyzwyczajeniem i kiedy wypadnie się z rytmu (który u mnie nigdy nie był wybitny, ale jakiś przynajmniej był), ciężko jest nagle wrócić do tego przyzwyczajenia. Z jednej strony, jeśli śledzicie mojego Youtube'a, mniej więcej wiecie, co się u mnie dzieje, z drugiej - jeśli tego nie robicie, to ten post wygląda mniej więcej jak notatka po powrocie z zaświatów.
So it's March and I'm the worst blogger ever. I just wanna slap myself right in my face when I think about all of you, 'international folks' that are unable to understand my Polish ramblings on my Youtube channel. It seems I haven't talked to you for ages. I haven't abandoned the blog and I'm not planning to - it's just my finals are right around the corner and it's hard to do 50 things at the same time. But good news is I'm going back to regular (I mean super regular) blogging when the exams are over, that is in May. I hope you'll somehow stick with me :)
W skrócie więc - co nowego? W zasadzie niezbyt wiele. Cieszę się z pierwszym słonecznych i ciepłych dni w Krakowie (które się już chyba skończyły, bo pisząc to teraz obserwuję jak ciemne chmury zbierają się na niebie), piję kawę (to dopiero nowość) i zaczynam zastanawiać się jak zagospodaruję najdłuższe wakacje mojego życia. Przede mną cztery pełne beztroskie miesiące, a w głowie dziesięć tysięcy planów, których nie da się połączyć. Jest tyle miejsc, które chciałabym zobaczyć, a na pierwszym miejscu ostatnimi czasy plasuje się Zachodnie Wybrzeże. To dosyć dziwne i zaskakujące, szczególnie dla mnie, bo nigdy mnie tam nie ciągnęło, ale chyba w moim prawie-dziewiętnastoletnim życiu nastał czas, żeby moje preferencje się trochę pozmieniały. Kalifornia jest na razie tylko marzeniem, które zapewne się w tym roku nie spełni, ale mam przecież całe życie przed sobą :D
What's new? Not that much, to be honest. I'm enjoying the first sunny days in Krakow, I'm drinking lots of coffee (such a novelty, right) and looking forward to my longest summer holidays ever. I'm having four months of summer this year and I just wanna make the most of it. There are so many places on my mind that I'd love to visit. One of them is West Coast which is sort of funny cause I've never had a craving for visiting California. This only shows opinions and preferances change and for the last couple of months I've been DYING to go there. I'm doubtful if it's gonna happen this year though - probably not but you know, I've got my whole life ahead of me :D
Jeśli chodzi o dzisiejsze ubrania, to trzymam się komfortowo czerni, która jest dosyć zabawnym kolorem, który sprawia, że człowiek czuje się bezpiecznie i jednocześnie uwalnia wewnętrzną Beyonce, którą każdy z nas nosi w sobie.
When it comes to today's outfit I'm wearing a lot of black which lately has been very typical of me. It's just such a safe (and comfortable) colour but it somehow gives you so much energy and it just brings out that inner-Beyonce we all have.
Trzymajcie się i do zobaczenia! :)
Take care guys, I'll try to post a couple of things until May but I'm not promising a lot of content. Thanks for your patience and I'll see you (hopefully) soon!