12/8/14

The Men's Section

A men's section in every clothing store is a heaven on Earth - quitet and organised, and there's every stample wardrobe piece you could possibly think of. Just clean cuts, no ribbons, no ruffles, the prices are lower plus you can shamelessly check out other guys while searching for the right knit sweater. Who wouldn't  like that. I finally found the perfect checked scarf (of course) in a men's departament and it's probably the brightest thing in my wardrobe - the colours on the pictures, even though they're vivid, don't really do the justice. 
I'm, again, doing a Sex and the City marathon and it's possible I can quote every single line from each episode. I think I need help. I no longer even watch the actual episodes, I use them as my background noise so that I feel like I'm surrounded with people but don't have to interract with them. It's a perfect thing, don't you think?

Działy męskie w każdych sklepie to raj na Ziemi - ciche, posprzątane, wypełnione wszystkim, co można tylko sobie wymarzyć. Proste kroje, brak ozdóbek, brak koronek, ceny są z reguły niższe niż na dziale damskim plus (zdecydowany plus) podczas patrzenia za  jakimś trochę za dużym swetrem, można sobie bezkarnie popatrzeć na jakiegoś przystojnego, również poszukującego swetra, osobnika płci męskiej. To dosyć przyjemna forma zakupów. W tamtym tygodniu w końcu znalazłam odpowiedni szalik w kratkę ( na dziale męskim) i od tego czasu rażę nim w oczy wszystkich przechodniów.
Znowu robię też maraton Seksu w Wielkim Mieście i całkiem możliwe, że jestem w stanie zacytować każdą linijkę z każdego sezonu. To trochę smutne i chyba potrzebuję pomocy. Nie oglądam już nawet odcinków, po prostu puszczam je jako tło, które pozwala poczuć mi obecność ludzi bez zmuszania mnie do interakcji z nimi. Wspaniałe rozwiązanie podczas dni  kiedy nie chce się mieć z nikim do czynienia. (sprostowanie - nie, tak serio to nie potrzebuję pomocy ;D)


ph. Ola Kuliczkowska 

(Zara coat, second-hand shirt, H&M scarf / men's section/,  Nly Trend trousers, Zara shoes, TkMaxx bag)
Read More

12/5/14

Morning view
(ph. Ola Kuliczkowska)

Just casually chilling in a bathrobe sipping coffee when it's EFFING cold outside. Call it blogger's logic. It's already December, days are short, the sunlight dissappears within a few hours after midday and that makes me only want to spend every single evening in the company of blankets and hot water bottles. December forces me to make the most out of this first hours of each morning because when the sun goes down all I can think of it's a cup filled with instant pudding. 
On Tuesday I hopped into a train to Warsaw to see Kupisz's  new collection. It's a funny world, this Polish 'fashion world'. The industry is small but varied - you can be a journalist, a blogger, a weather girl, a man or woman famous for being famous, an actor, a singer, a cook or a socialite and you still make it to the 'fashion' world here. There is a constant need of new faces, a constant need for 'the meat' that can be shown in one gossip magazine or another. The path to become a celebrity  is quite short and easy; the appetite is large and people get bored quickly. So there are lines of those who desperately want to have the pictures taken, doing their best, striking poses and standing in the middle of flashlights hearing a bunch of paparazzi screaming  'gimme some' . As it is for me, I like to keep a little bit aside. But maybe because I know if I was told to 'give them some' I'd probably give them my two middle fingers and walk away. 


Dzisiaj bardzo realistyczne zdjęcia mnie popijającej beztrosko kawę. Na mrozie. Tak zwana blogerska logika. Nadszedł grudzień, dni są krótkie, światło słoneczne znika po zaledwie kilku godzinach od południa, co sprawia, że prawie każdy wieczór spędzam w towarzystwie koca i termoforu. Grudzień zmusza mnie do produktywnego zużytkowania tych kilku pierwszych godzin porannych, bo kiedy słońce zajdzie, a zachodzi bardzo szybko, zostaje mi w głowie tylko myśl o budyniu z proszku. 
We wtorek wskoczyłam do pociągu i odwiedziłam dosyć dawno niewidzianą Warszawę. We wtorek właśnie odbywał się najnowszy pokaz Kupisza. Śmieszny ten świat, nasz polski "fashion world"; mały, ale jaki różnorodny - dziennikarka, blogerka, pogodynka, pan znany z tego, że jest znany, aktor, piosenkarka, kucharz czy pełnoetatowa bywalczyni salonów - na każdego czeka miejsce w "modowej" branży. Ciągle potrzeba nowych twarzy, ciągle potrzeba nowego "mięsa", którym by można wykarmić głodne plotkarskie magazyny i portale. Droga do zostania celebrytą u nas jest szybka i prosta, bo głód jest duży, a ludzie szybko się nudzą. Do ścianki jest więc kolejka, a każdy daje z siebie wszystko, pozuje się w oślepiającym błysku fleszy w akompaniamencie krzyków paparazzi "dawaj mała" i spełnia, jak to niektórzy mówią, "zawodowy obowiązek". Ja z boku sobie stoję i obserwuję.  I na tym kończę,  bo wiem, że gdyby któryś pan krzyknął, żebym mu coś dała, to dałabym mu w prezencie dwa wystawione środkowe palce.





Flashlights and paparazzi aside, I enjoyed the show. It's both beautiful and frustrating how months and months of work and preparation turn into a fifteen-minute walk on a catwalk. As for  the show itself - well, there was a little bit of opera, a few underwear bottoms and I saw some sweatpants as well. I'm leaving the review-writing part to the people that actually know what they're talking about.


Pomijając flesze i wszystkie ścianki tego świata, pokaz zawsze miło zobaczyć. Sama idea takiego przedsięwzięcia jest piękna, ale jednocześnie trochę frustrująca - miesiące pracy, setki ludzi, asystentów, techników, makijażystów, cała ta praca sprowadza się do niecałych piętnastu minut na wybiegu. Co do samej kolekcji Kupisza - gdzieś tam była opera, gdzieś tam przewinęły się majtki, gdzieś mignął jakiś dres.  


 I had a pleasure of staying in the absolutely beautfiul H15 Boutique, a hotel with too many awards to list them all. Number one on TripAdvisor, recommended by Michelin Guide and Forbes is hands down the most beautiful place I've ever stayed in. And since I am a huge sucker for nice views, the joy was real when I saw the balcony in my room.

Na jedną noc miałam przyjemność zatrzymać się w H15 Boutique, w hotelu, który zdaje się mieć monopol na wszystkie możliwe nagrody tego świata. Ciągły numer jeden na TripAdvisorze, polecany przez przewodnik Michelina i Forbsa, jest jednym z piękniejszych miejsc, w których zdarzyło mi się nocować. A widok z pokojowego balkonu....Tajemnicą nie jest, że najbardziej ze wszystkiego lubię widoki, więc rano, chociaż prawie tam zamarzłam, radość była. I to jaka.

Anyways, I'm back home now, trying to clean the kitchen but really just dying on my couch because of the takeaway food I ordered half an hour ago. And it seems I'm staying like this for the next couple of hours. I'll see very soon, take care :)

W każdym razie, jestem już w domu i próbuję sprzątnąć kuchnię. Próbuję, bo na razie leżę jak trup na kanapie po skonsumowanym jedzeniu na wynos, które przybyło pół godziny temu. I wydaje mi się, że na najbliższe kilka godzin w takiej pozycji zostanę. Zobaczymy się niedługo, do zobaczenia :)

Read More

11/25/14

Grey Krakow

How unreal is it to wake up every single day to such view? And how unreal it all will look like once the rooftops are covered in snow, hopefully, in a couple of days? It's been a week since I moved out and I'm still adjusting myself to a new rhytm of life. I'm also still without any Internet connection in my flat and let me just tell you - the struggle is real. The awkard moment when there's just you and you, no distractions, no background noise. Absoultely terryfing. Anyways, I'm halfway done with editing some photos I took three days ago in London so if I don't die by being locked in McCafe around midnight (yes, it happened yesterday as I was trying to get some wifi), I'll get back to you soon. Take care :)

Dziwnie nierzeczywiste jest mieć w perspektywie taki widok podczas każdego przyszłego poranku. A jak dziwnie nierzeczywisty będzie ten widok, kiedy, miejmy nadzieję, za kilka dni śnieg pokryje wszystkie dachy. Minął tydzień, od kiedy opuściłam rodzinny dom i na razie przyzwyczajam się do innego nowego trybu życia. Na razie nie mam też Internetu w mieszkaniu i jest dosyć ciężko. Cisza, którą człowiek napotyka pozostawiony sam na sam z samym sobą, bez żadnych telewizorów, youtubów, jest przerażająca. W każdym razie, jestem w połowie edycji zdjęć, które zrobiłam kilka dni temu w Londynie, jeśli więc nie zostanę zamknięta w McCafe o północy (tak, zdarzyło się to wczoraj), wrócę z fotkami niedługo. Do zobaczenia :)




ph. Ola Kuliczkowska 

wearing: Choice coat
second-hand shirt
Denimbox trousers
New Look boots
Read More

11/15/14

Black again
We took these two photos right after my uni classes and right before it got completely dark outside. Forget the beautiful autumn I was telling you about in the last post. The weather's utter shit. It's this kind of weather that's perfect and acceptable and even more than welcomed only if you don't have to go outside your house and actually do stuff. It's great for wandering all day in sweatpants, making questionably healthy instant puddings and rewatching some old episodes of Friends or Sex and the City. But sadly you have to live life and trying not to fall asleep on your ride home when it's 3 PM and there's no sign of a single ray of sunshine left becomes a real struggle. But it's Saturday, people, my hoodie is on, my sweatpants are with me, I'm back with Carrie and Charlotte and I don't mind it's dark outside. Have a great weekend ;)

Zrobiłyśmy te dwa zdjęcia tuż po zajęciach na uczelni i tuż przed zapadnięciem Krakowa w ciemnościach. Po pięknej jesieni nie ma już śladu, pogoda sprawia, że zapragnęłam zostania przejechaną przez traktor. I od razu robię sprostowanie, bo owszem, jestem entuzjastką pluchy i szarości, ale tylko w określonych warunkach. Bo taka pogoda jest doskonała i bardziej niż mile widziana, kiedy można sobie siedzieć cały dzień, nic nie robić, ewentualnie raczyć się wątpliwie zdrowymi budyniami błyskawicznymi i oglądać stare odcinki Przyjaciół albo Seksu w wielkim mieście. Ale kiedy trzeba wyjść z domu i cokolwiek ze swoim życiem zrobić... Zaczynają się trudności i trzeba się powstrzymać od zaśnięcia w drodze do domu, o godzinie trzeciej po południu, kiedy poziom ciemności wskazuje raczej na dwudziestą pierwszą. Dzisiaj jednak sobota, ja w bluzie dresowej wracam do Carrie i Charlotte, a Wam życzę miłego weekendu ;)


ph. Ola Kuliczkowska 

wearing: Nelly coat
Mohito bag
Springfield scarf
second-hand turtleneck jumper
Denimbox trousers
Read More

11/11/14

Trench times
(Weronika Załazińska / ph. Ola Kuliczkowsk & I) ⏩ | Zara trench and dress | Mohito bag | Nelly shoes| Springfield scarf | ⏪ 

It feels nice to wear my trench coat again even though I'm not a Burberry model, I'm not dancing in a dust of artificial snowflakes and Romeo Beckham is not breakdancing in front of me (this is the commercial everybody's talking about).  Krakow's been absolutely beautiful these days, warm and sunny, it's hard to believe winter's around the corner. Speaking of winter, I'm going to London next week and  yesterday I saw some photos from the Winter Wonderland and let me just tell you - my soul and my body are ready for it.  They're ready for taking pictures because there's no way I would possibly get on that huge ice rink - I've tried ice skating multiple times and it's not something I'll ever learn to do. Anyways, I'm almost done with packing my stuff and putting everything into huge boxes so hopefully next time I'll write to you from my new home :)

Miło jest znowu mieć na sobie trencz. Miło jest, chociaż nie jestem modelką Burberry, nie tańczę w chmurze sztucznych płatków śniegu, a Romeo Beckham nie prezentuje przede mną swoich breakdancowych umiejętności (gdyby ktoś jednak przegapił reklamę widzianą przez wszystkich - link tutaj). Kraków jest ostatnimi czasy zadziwiająco piękny, jest słonecznie i ciepło, nietypowo jak na zbliżającą się zimę.  A jeśli mowa już o zimie - widziałam wczoraj zdjęcia z Winter Wonderland w Londynie, do którego wybieram się w przyszłym tygodniu i powiedzieć chcę tylko jedno - moja dusza i ciało są na WW przygotowane. Są przygotowane na patrzenie i robienie zdjęć, bo na lodowisko nie wejdę - już kilkakrotnie podejmowałam próby utrzymania się na lodzie, ale chyba po prostu łyżwy nie są pisane. W każdym razie, mam nadzieję, że już w następnym poście napiszę do Was z mojego nowego 'domu', została mi zawartość szafy do przeglądnięcia i spakowania, a w sumie nie wiadomo,  ile to zajmie. Do zobaczenia!

Read More

11/6/14

Missed oppurtunities
 

(Weronika Załazińska / ph. Ola Kuliczkowska) ⏩ | second-hand dress | Cropp clothing | ⏪

Talk about missed oppurtunities? Micheal Buble was in Krakow a few days ago and I missed his show. I missed the show of the One and Only Man in My Life.  Because he's the One, am I right ladies? With his soothing voice and charming smile, wearing a suit and singing that all he wants for Christmas is you he is actually everything you could possibly want.  Anyways, as I'm playing his Christmas songs (it's never too early for that) I'm starting packing my boxes because I'm moving out. Let me just tell you, excitement levels are high. It's going to be just me, myself and I. I'll be having the time of life being as antisocial as I only want to be. Can't wait. 

Czy ktoś tu mówił o utraconych szansach? Micheal Buble zawitał do Krakowa kilka dni temu, a ja przegapiłam jego koncert aka utraciłam szansę poznania Jedynego Mężczyzny Mojego Życia. Bo on to chyba jest Tym Jedynym dla każdej kobiety. Stoi sobie taki Micheal, z porażająco uroczym uśmiechem, ubrany w ten swój idealnie dopasowany garnitur i śpiewa łagodnym i kojącym głosem, że na święta zażyczył sobie tylko Ciebie. I nie da się go nie kochać. Na pociesznie po przegapionym koncercie, włączam sobie jego świąteczną playlistę (na to nigdy nie jest za wcześnie) i zaczynam pakowanie. Wyprowadzam się, a wszyscy wiemy, co to oznacza. Rozrywkę w czystej postaci - niekończące się wędrówki do Ikei. W mieszkaniu będę zabawiana towarzystwem samej siebie. Szalone czasy bycia antyspołeczną jak tylko się da właśnie nadchodzą :) 

Read More

10/23/14

Failing at life
(Weronika Załazińska / ph. Ola Kuliczkowska) ⏩ | Cropp beanie | Nelly top and shoes | Zara skirt| 
Springfield coat | Topshop backpack | ⏪ 

You know that one thing that you're so good at? The one thing that you always suceed in doing even if you're not trying at all? I know what's my thing. Failing at life. Failing at these little day-to-day things. Something always has to go wrong. I'm making a tea and I'm spilling boiling water on the kitchen worktop because apparently targeting the mug is way too difficult. I'm leaving my room and I'm walking into the door frame with half of my body because there's always something more important to do than watching what I'm doing. This time, I accidentally turned my hair colour into black and yes, before you ask, this whole post is going to be about my hair. I need to let the frustration out, okay?

Są takie rzeczy, w których jest się po prostu dobrym. Coś po po prostu zawsze wychodzi, nawet jak się człowiek nie stara. Ja mam talent do przegrywania życia. Przegrywania życia w tych wszystkich najmniejszych, codziennych i tym samym najbardziej irytujących sprawach. Wrzątek się leje po całym blacie kuchennym, bo robię herbatę i wycelowanie w kubek jest za trudne. Wychodzę z pokoju i wchodzę tym samym połową ciała we framugę, bo zajmują mnie inne sprawy niż patrzenie, gdzie idę. Tym razem, kompletnie przez przypadek, z brązowych włosów zrobiłam czarne. I tak, cały ten post będzie o włosach, bo muszę dać upust frustracji.

I've never fully dyed my hair (it's a temporary dye, there is hope, people) but I've been getting some highlights since June or July. By the end of September the highlights plus the sun made my hair extremely light and I thought it would be good to use a non-pernament hair dye to darken my hair a little bit and wait until it naturally comes back to its natural colour. So I went out and bought what I needed, 'dark brown' seemed perfect. After dyeing my hair, I washed it, I dried it and I saw something I was not expecting to see. I had jet black hair. And it didnt't look good. It didn't even look OK. Fortunately, the black is washing off so the struggle won't last forever. At least I'm doing everything so that it wouldn't. Warm hugs from me and my hair covered in lemon juice - hope your week is better than mine.

Nigdy całkowicie nie zafarbowałam włosów (to, co teraz trzyma mi się na głowie to na szczęście nietrwałe rozwiązanie, jest więc nadzieja), ale w granicach czerwca i lipca zdecydowałam się na pasemka. Pod koniec września pasemka i wpływ słońca sprawiły, że moje włosy zrobiły się niebezpiecznie jasne, więc uznałam, że świetnym pomysłem będzie nałożenie ciemnej szamponetki i przeczekanie aż kolor wróci do mojego naturalnego. Wyszłam więc z domu (!), kupiłam, co miałam kupić, "ciemny brąz" brzmiał dobrze. Nałożyłam szamponetkę, umyłam włosy, wysuszyłam i zobaczyłam coś, na co gotowa nie byłam. Heban. Krucza czerń, od czubka po same końce włosów. Nie wyglądało to dobrze. Nie wyglądało to nawet w miarę dobrze. Kolor się na szczęście wypłukuje, powoli, ale jednak, męki się kończą. A przynajmniej robię wszystko, co w mojej mocy, żeby się skończyły. Gorące pozdrowienia ślę więc ja i moje włosy pokryte sokiem z cytryny. Mam nadzieję, że Wasz upływa lepiej niż mój.


Read More

10/8/14

October in Krakow

(Weronika Załazińska / ph. Ola Kuliczkowska) ⏩ | H&M hat | Topshop trousers | Mango shirt| New Look jumper | ⏪ 


This is October in Krakow.

Read More

9/22/14

Ride that
(Weronika Załazińska / ph. Ola Kuliczkowska) ⏩ | Forever21 Men top jacket | Mohito boots | Zara skirt| New Look top | ⏪ 

I feel like every single year, the end of summer gives me such a shot in the arm. Finally, autumn. Creative juices are flowing, mood is boosting, it's colder and darker and unlike the rest of the world I pretty much like that. So I'm wrapping up in my scarf (which remesembles a blanket more than an actual scarf) and I'm waiting for the colder months ahead of me. By the way, it's funny cause I start to encounter people asking me when I'm going to stop wearing black all the time. Honestly? It's not really a conscious choice of mine, it just happens. Remember the times when I used to wear tulle and ribbons? Or I used to spend ages doing elegant updos with my hair. Man, ain't nobody have that for that now. Maybe it's not really my style evolving, maybe it's just my pure laziness when I do a top knot that takes me 1 minute or I pick all black outfit because it's the easiest to put together. Whatever it would be, I feel pretty damn good (and comfortable) about it.


Z każdym końcem lata zdaje się, że piszę jakiś post pochwalny o jesieni i właśnie przyszedł czas na tegoroczną edycję. Pokłady kreatywności (powiedzmy) zostają uaktywnione, humor się poprawia, bo słońce nie razi natrętnie w oczy, jest ciemniej i zimniej i można w ogóle nie wychodzić z domu będąc kompletnie usprawiedliwionym. Owijam się więc w szalor (a raczej mój koc, który oficjalnie nazywam szalikiem) i czekam na przyszłe chłodne miesiące. Tak nawiasem mówiąc, ostatnimi czasy ludzie zaczęli się martwić, czemu ubieram się tylko na czarno. Śmieszne to trochę, bo nie jest to kompletnie mój świadomy wybór i niczego nie zauważyłam, dopóki ktoś nie zaczął tworzyć różnych historii dziwnej treści tłumaczących pojawiającą się często czerń. Po prostu czasem tak się zdarza. Pamiętam, jak jeszcze rok temu śmigałam w tiulach i kokardach. Albo przez godzinę siłowałam się z upięciem włosów. Boże święty, kto ma na to czas. Może to nie 'ewolucja stylu', tylko czyste lenistwo sprawia, że prawie każdego dnia noszę na głowie zrobiony w minutę koczek, który 'świeżo zrobiony' wygląda jak w ogóle niezrobiony (= nie trzeba go poprawiać), a wybierając ubrania wybieram te czarne, bo tak jest łatwiej i szybciej. Cokolwiek to jest, jest mi z tym dobrze. I bardzo wygodnie.


Pięknie w tematyce rowerowej, polecam appkę mojego znajomego. Jeździcie sobie na rowerze, ona zlicza kilometry (i kalorie lol) i za km, które się 'wyjeździło' stawiane są stojaki rowerowe dla Waszego miasta. więcej info http://kreckilometry.pl/ 

I jeszcze jedno - wiele osób pytało się, gdzie i do jakiego fryzjera chodzę (ostatnio robiłam pasemka:)), więc druga rekomendacja dnia - pani Agata Konarska, która siłuje się z moimi włosami już od siedmiu lat. Pracuje w Krakowie, w salonie Crea'tif (najlepiej zadzwonić +48501488979).
Read More

9/16/14

New York and Goteborg in squares




Yesterday at 8.45 PM the weirdest and totally unnecessary jingle in the Ryanair's plane from Oslo welcomed me home. I spent the last two weeks  in a way I've always wanted to - just going from one place to another, sitting at the airports which weirdly I do enjoy and meeting new people. But these two weeks are over and university's starting in October (couldn't be more excited = I am not at all) and right now all I want to do is hide myself under a huge blanket and cry myself to death with thinking about the next year coming. Let me just tell you - I am freaking out. I am freaking out because I see all these people being uber excited about the uni when I just don't feel it. Being 19 sucks and there are no doubts about it. Cause on one hand you can't imagine yourself without a degree, you want it and you've always known you wanted to have it. But on the other hand you also want to grab a backpack and do things you won't be able to do once you settle down, have a career and responsibilities. You want to spend days and nights wandering around a city you've never been to, talk to strangers  (only sometimes :D), lock yourself in one of the tiny little English bookshops and just sit and stare at the beautiful view from a freaking rooftop in Oslo. You want to do all these things but there is too little time. And this is why, ladies and gentlemen, I hate how the life works. Somebody should fix that, don't you think?

Wczoraj, piętnaście minut przed dziewiątą, najbardziej dziwna i najmniej potrzebna melodyjka Ryanairowskiego samolotu z Oslo powitała mnie w domu. Ostatnie dwa tygodnie spędziłam tak, jak zawsze chciałam żyć - przemieszczając się z jednego miejsca do drugiego, siedząc na lotniskach (w czym, o dziwo, bardzo się lubuję) i poznając nowych ludzi. Te dwa tygodnie dobiegły jednak końca, studia zaczynają się w październiku (ekscytacja nie ma granic = ekscytacja w ogóle nie występuje), a jedyne, co teraz chcę zrobić, to przykryć się kocem i pogrążyć się w głębokiej rozpaczy z powodu przyszłego roku. Powiem tyle - świruję. Świruję, bo widzę dookoła tych ludzi, aż zanadto podekscytowanych rozpoczęciem roku akademickiego, a ja tak sobie siedzę i w ogóle nic nie czuję. Dziewiętnastka to wiek nienormalny i irytujący, bo trzeba podjąć jedną decyzję dotyczącą przyszłego życia, mając w głowie jego dwie wersje. Bo z jednej strony, chce się skończyć studia, chce się mieć wykształcenie. A z drugiej strony, chce się wziąć plecor i robić te rzeczy, które trudno będzie zrobić kiedy indziej, z obowiązkami, pracą. Szwendałabym się ulicami miast, zaszyłabym się gdzieś w jednej z małych angielskich sklepów z książkami, siedziałabym całą noc na dachu i obserwowała widok na piekielne Oslo. Tyle rzeczy chce się zrobić, ale człowiek w pewnym momencie orientuje się, że naprawdę jest mało czasu i pewnych spraw połączyć się nie da. I wtedy trzeba jedno z nich skreślić. Oto więc właśnie dlaczego nienawidzę tego świata. (Nienawidzę świata, W. Załazińska, 2014). A teraz wracam do przeglądu zdjęć:

1 ▪▪▪ last post's oufit
 
2 ▪▪▪ New York is one of these cities where no matter if you stand under a bridge, in the park, on the busy street, in the trash bin  - you always end up with nice pictures.

Nowy Jork to jedno z tych miast, które niezależnie od pory dnia czy lokalizacji - zawsze wygląda dobrze. Nieważne czy stoi się pod mostem, w parku, na ulicy pełnej ludzi czy siedzi się w śmietniku.

3▪▪▪ Lincoln Center is probably the most ridiculous place in the whole New York City. There are people wearing all black, people wearing sweatpants, people wearing bal gowns or weird constructions on their head. You could literally wear only a plastic bag and nobody would care - and this is the attitude I actaully love. Every single trend, every single piece of clothing you want to see (and you don't want to see) is there. There are also masses of very important people, who you very don't know and you see for the very first time in your life but apparently they must be something since suddenly there are people with camera lenses bigger than your head who try to get the best shot by shouting and killing a few people on their way.

Lincoln Center to prawdopodobnie najbardziej absurdalne miejsce w Nowym Jorku. Są tu ludzie tylko w czerni, ludzie w dresach, ludzie w sukniach balowych, ludzie z niezidentyfikowanymi konstrukcjami na głowie. Można by tu przyjść tylko w siatce foliowej i na nikim by to nie zrobiło większego wrażenia (co mi się bardzo podobało). Każdy trend, każdy element garderoby, który chce się zobaczyć (i nie chce się zobaczyć) jest właśnie tutaj. Co kilka minut swoje 'wejścia' mają też bardzo ważni ludzie, których tak bardzo nie znałam i których tak bardzo pierwszy raz na swoje oczy widziałam. Moja ignorancja pozwoliła mi za to obserwować, jak ważni ludzie się pojawiali, a fotografowie w celu zrobienia jeszcze ważniejszego ujęcia, razem ze swoimi obiektywami większymi od mojej głowy, krzyczeli i eliminowali po drodze kilku kolegów po fachu.

4▪▪▪ With Alice at the Hudson's rooftop | Z Alą na dachu hotelu Hudson.



1& 2▪▪▪  My last day in New York and of course, the most cliche of the most cliche things need to be done : having a coffee in Central Park. | goodlookin.pl jacket, Nly Trend trousers, New Look boots

Mój ostatni dzień w NYC zdecydowałam się spędzić w najbardziej oklepany sposób - sącząc kawę w Central Parku.

3▪▪▪ I'm probably one of the biggest bacon enthusiasts on Earth. 

Jest duże prawdopodobieństwo, że największą miłośniczką bekonu jestem ja.

4▪▪▪ Strolling around SoHo which is such a cool and chilled area to live in. SoHo, together with London and Stockholm is on my 'I want to live there but I'll probably never will' list. @urbanoutfitters tee, @nellycom trousers, new look boots 

Szwendanie się po SoHo, okolicy, która razem z Londynem i Sztokholmem znajduje się na liście miejsc, w których chciałabym  mieszkać.

1 ▪▪▪ September the 3rd I flew to Goteborg (Sweden) to see the launch of Nelly collection. You know me and you know I am obssesed with everything about Scandinavia so these 24 hours in Sweden were 24 hours in paradise. I've got a whole vlog coming from this trip so I'll show you more in a few days. It was amazing to meet my fellow bloggers, visit Nelly headquarter which is way bigger than I imagined it to be and get a royal treatment in Pigalle hotel. |  Zara dress, H&M hat, New Look boots

Trzeciego września poleciałam do Goteborga na premierę kolekcji Nelly. Znacie mnie i znacie moją obsesję na punkcie wszystkiego, co skandynawskie (to czasami naprawdę jest trochę chore). Te 24 godziny więc, które spędziłam w Szwecji, były 24 godzinami spędzonymi w raju. Kończę już osobny vlog z tego wyjazdu, więc na dniach będę miała trochę więcej do pokazania.  


2 ▪▪▪ The Bed. No words needed. | Łóżko w hotelu Pigalle, które komentarza nie potrzebuje.


3 ▪▪▪ I would be really enjoying a truck filled with bottles of rose lemonade. | Potrzebuję ciężarówki wypełnionej różaną lemoniadą. 


4▪▪▪ Isn't it annoying that Scandi people are all so beautiful? Jokes aside, how is it even possible to be so good-looking. Like, look at this model. With that jumper. And that hair. And that face. Lol.

Skandynawowie są irytująco piękni. Przykładem jest ta modelka. Z tym swetrem. Z tymi włosami. Z tą twarzą.


1,2,3,4 ▪▪▪ Drinks & dinner = food = love

1 ▪▪▪ Looking like a witch and taking selfies in the mirror. | Kapelusz czarownicy zasługiwał na selfie.


2 ▪▪▪ Had my nails done for the first time ever (yep) and to be honest, I couldn't even recognise my hand. It's stupid but true - nice looking nails change a lot of things. The most gorgeous lady at OpiMania salon in Krakow did such a great job. They're black and I'm a happy gal. Thank you :)

Pierwszy raz w życiu zrobiłam paznokcie (tak.) i szczerze mówiąc przez dobre kilka dni nie mogłam się przyzwyczaić do swojej ręki. Głupie to, ale prawdziwe - wygląd paznokci dużo zmienia. Nawet telefon zaczęłam trzymać inaczej. Serdeczne podziękowania dla OPI i pani z salonu OPI Mania :):)


3▪▪▪ With Linda, Alexa and Marianna. It was so nice to meet Linda and Alexa and reunite with Marianna after a year. | Z Lindą, Alexą i Marianną.

4▪▪▪ A quick shot from Vienna airport, waiting for my flight to NYC and wearing my new favourite Local Heroes, 'Badass' sweatpants. See you in the next post!| Jako, że życie dresie szczęście niesie (rym własny), dresy 'Badass' z Local Heroes stały się moim uniformem. Do zobaczenia w kolejnym poście ;)


Read More

9/11/14

The Yellow Cab

(Weronika Załazińska / ph. Ola Kuliczkowska)
 ⏩ | New Look top and shorts  | Nly Shoes boots | Parfois watch| Pandora rings | ⏪ 

 Żółte nowojorskie taksówki to temat na cały osobny post. To dosyć przykre, że tracą one cały swój urok w momencie, w którym człowiek decyduje się którejś z nich użyć (ale o tym później). Dzisiaj natomiast przepakowuje swoją walizkę - po pięciu niesamowitych dniach w Nowym Jorku nadszedł czas na dwudniowy wyjazd do Oslo, który z Kasią planowałyśmy od dawien dawna i na który, jako osoba opętana przez skandynawskie klimaty, nie mogę się doczekać. Zabieram aparaty i odezwę się tu niedługo :)

These yellow cabs in New York are a great great topic for a whole different post because they lose their charm the moment you decide to get in one (about that later). I came back from New York this morning and I'm now repacking my bag for a two-day trip to Oslo that starts tomorrow. Together with my best friend we've been planning this for so long and as a Scandi-obsessed person I honestly can't wait to get on plane next morning. I'll catch you very soon!

Read More