3/21/13

ADD TWO PLUSES TO A 'C'
(ph. Basia Zielińska / wearing second-hand blouse, skirt made by my grandma, Uniqlo blazer, second-hand scarf, SIX bracelet)

This winter in Poland, the most cliche topic of a standard small talk, that is - the weather, became a completely serious subject of a completely serious conversation. Cause you know, snow in March was a little bit funny at the beginning but everything has to come to an end some day. Well, and the problem is that when I think about that day all I can see is a really blurry vision of a word "never". Even people who are most of the time very optimistic creatures, even they seem to have been pacyfied. Sure, you've got exceptions. Take me, for instance. I thought that wearing a pair of white light sneakers (when it's 4 Celsius outside) was a super great idea and it would just make the spring come. You know, the flowers would bloom, the birds would start to sing. But unfortunetely, the spring is still not here, I can't see any flowers, I can't hear any birds singing and my white sneakers are not white anymore because somebody decided to make them brown with their dirty shoes. So my they-were-white sneakers instead of symbolyzing the beginning of spring, rather symbolyze spring's pre-death.

Tej zimy, trwającej nieprzerwanie od pięciu miesięcy, temat pogody oficjalnie przestał być tematem do gadki - szmatki. Rozmawia się o niej raczej z grobową miną, bo to wszystko, co dzieje się za oknem, już dawno przestało być w jakimkolwiek stopniu zabawne czy przyjemne. Nie wiem, kto wpadł na pomysł, żeby spuszczać na nas kopy śniegu w połowie marca i ograniczać dopływ światła słonecznego, tak żebyśmy mieli go (podobno) najmniej od kilkudziesięciu lat. Nawet największych optymistów spacyfikowała ta badziewna pogoda. Zdarzają się oczywiście jakieś wyjątki - dzielne dusze, przejawiające raz na jakiś czas oznaki buntu (ja). Taki wyjątek sobie myśli, że jeśli ubierze białe tenisówki na temperaturę minimalnie powyżej zera, to wmówi sobie i całemu światu, że wiosna przyszła i kwiatki mu pod nogami nagle wyrosną. Niestety, szybko taki wyjątek przestaje być wyjątkiem, bo kwiatki nie wyrastają, temperatura nie rośnie, świat nie słucha, a dodatkowo ktoś mu depcze te białe tenisówki wielkim buciorem pokrytym błotem i białe tenisówki zamiast sygnalizować początek wiosny, sygnalizują raczej jej przedwczesną śmierć.

 Oh, and of course you've got oline weather forecasts. I bet they're stats are about to explode this month. I think I might be their top follower, seriously guys, it's like an obsession. Having said that, I feel it's high time I told you about one thing. I know I haven't posted anything for a while BUT it's not my fault. Blame weather. Blame it. I mean, sometimes I feel as if the whole universe wanted me not to run my blog. Cause whenever there is this one day when the sun shines a little bit more and everybody puts their sunglasses as a form of a manifestation, I quickly, with a smile on my face, check the weather forecast. And it always that the next day I'll be literally swimming in the snow. But I know how to learn on my mistakes, so after a few of such situations, I started to check the weather forecast for the next 16 days. Yesterday was a day worth remembering cause I finally managed to take off my coat and not freeze after three minutes. So congrats to me, congrats to the weather and congrats to all the people suffering from snow during the first day of the calendar spring. We haven't kiled ourselves, that's an achievement for me. Now, as we've got the calendar spring, we can wait for the real one.

A na dodatek te internetowe prognozy temperatury. Mogę się założyć, że dawno nie zanotowały tylu wejść. Prym wiodę zapewne ja, to prawie jak uzależnienie. I tu muszę na marginesie i coś dodać, i się usprawiedliwić (i zrzucić winę) jednocześnie. Bo za te rzadkie posty wszyscy możemy winić tylko pogodę. Słowo daję, cały wszechświat się zmówił, żebym tu nie niczego nie dodawała. Kiedy już zdarzy się dzień, w którym słońce zaświeci nieco mocniej, a wszyscy manifestacyjnie włożą okulary przeciwsłoneczne, z radością sprawdzam prognozę pogody i dowiaduję się, że nazajutrz będę musiała torować sobie drogę łopatą do śniegu. Uczę się jednak na błędach, po trzech takich razach zaczęłam kontrolować prognozę pogody szesnastodniową. I właśnie wczoraj był ten pamiętny i piękny dzień, w którym zdjęłam płaszcz i nie zamarzłam w ciągu trzech minut. Gratuluję sobie, gratuluję pogodzie, gratuluję nam wszystkim, że pozabijaliśmy się chodząc po śniegu w pierwszy dzień kalendarzowej wiosny. Teraz czekamy tylko na tę rzeczywistą.






215 komentarze:

«Oldest   ‹Older     Newer›   Newest»
«Oldest ‹Older     Newer› Newest»

If you can't see your comment or my answers click 'Load more' :) / Jeśli nie widzicie wszystkich komentarzy albo moich odpowiedzi, kliknijcie w 'Load more' :)

3/8/13

INNER MAGNET

(ph. Maksymilian Scholl / wearing AA shirt, vintage blazer, SIX collar pins, Zara trousers, Nike shoes)

Sometimes I tend to get this weird impression that in my body I've got some sort of magnet installed that just pulls in all the bad luck. I don't know why but it just happens that things that should have not happened, are happening right in front of me. Take my so-called trip to Milan. Together with B. we organized everything - the accommodation, we bought tickets, we printed the map, we circled our top things to see with colourful markers,  I even made a whole soundtrack for our trip, for Christ sake. It was going to be the journey of our lives, the most wonderful weekend in Milan, the never ending girls' night out, the freaking awesome cultural event. And allow me to say that there was Milan fashion week going on that time. So we packed our things, headed to the airport, got super excited and we waited for the plane. Half of hour of delay. That's quite normal. We didn't panic. After all, it was snowing - we were thoughtful, we could understand. One hour of delay - sometimes some of the phrases in those little 'Speak Italian' books make me stop and think a little bit longer but I actually got to know how to say "How can I reload my gas cainster" in Italian. After almost three hours we were informed our flight had been cancelled. Yay. A real dance of victory was urgently needed. So yep, bye bye Milan, bye bye my money, bye bye my soundtrack, bye bye the freaking amazing weekend. My magnet still works. 

Czasami mam takie dziwne wrażenie, ze gdzieś we mnie jest sobie swego rodzaju magnes, ściągający wszystkie pechowe zdarzenia tego świata. Nie wiem dlaczego i nie wiem jak, ale rzeczy, które dziać się nie powinny, dzieją się prosto przede mną. Weźmy na przykład moją świetnie zaplanowaną, długo wyczekiwaną wycieczkę do Mediolanu. Razem z B. zajęłyśmy się wszystkim - zakwaterowanie opłacone, bilety kupione, mapa wydrukowana, miejsca warte zobaczenia zakreślone wszystkimi kolorami markerów. Zrobiłam nawet ścieżkę dźwiękową do wyjazdu - to była, jak widzicie, bardzo poważna sprawa. Weekend w Mediolanie, wyjazd naszego życia, niekończąca się impreza dziewczyn, wielce kulturalne wydarzenie, a na dodatek trwający w tym czasie Tydzień Mody. Spakowałyśmy więc swoje rzeczy, dotarłyśmy na lotnisko i czekałyśmy. Lot opóźniony pół godziny. To w sumie nic nadzwyczajnego. Nie panikowałyśmy. Padał śnieg, a my, jako osoby bardzo wspaniałomyślne, rozumiałyśmy takie usterki i nie popsuło nam to naszych szampańskich humorów. Godzina spóźnienia - zaczęłam się zastanawiać, do jakich osób są kierowane "Rozmówki polsko-włoskie", kiedy w dziale "najczęściej używane zwroty" znalazłam pytanie "Czy wie Pani, gdzie mogę napełnić moją butlę gazową?". Po ponad trzech godzinach, poinformowano nas, ze lot został odwołany. Czekałam już tylko na konfetti i klauna. Pa pa Mediolanie, pa pa pieniążki, pa pa moja ścieżko dźwiękowa, pa pa super-ekstra-niesamowity weekendzie. Jak widać, mój magnes ma się wciąż bardzo, ale to bardzo dobrze.

178 komentarze:

If you can't see your comment or my answers click 'Load more' :) / Jeśli nie widzicie wszystkich komentarzy albo moich odpowiedzi, kliknijcie w 'Load more' :)