Showing posts with label Warsaw. Show all posts

12/5/14

Morning view
(ph. Ola Kuliczkowska)

Just casually chilling in a bathrobe sipping coffee when it's EFFING cold outside. Call it blogger's logic. It's already December, days are short, the sunlight dissappears within a few hours after midday and that makes me only want to spend every single evening in the company of blankets and hot water bottles. December forces me to make the most out of this first hours of each morning because when the sun goes down all I can think of it's a cup filled with instant pudding. 
On Tuesday I hopped into a train to Warsaw to see Kupisz's  new collection. It's a funny world, this Polish 'fashion world'. The industry is small but varied - you can be a journalist, a blogger, a weather girl, a man or woman famous for being famous, an actor, a singer, a cook or a socialite and you still make it to the 'fashion' world here. There is a constant need of new faces, a constant need for 'the meat' that can be shown in one gossip magazine or another. The path to become a celebrity  is quite short and easy; the appetite is large and people get bored quickly. So there are lines of those who desperately want to have the pictures taken, doing their best, striking poses and standing in the middle of flashlights hearing a bunch of paparazzi screaming  'gimme some' . As it is for me, I like to keep a little bit aside. But maybe because I know if I was told to 'give them some' I'd probably give them my two middle fingers and walk away. 


Dzisiaj bardzo realistyczne zdjęcia mnie popijającej beztrosko kawę. Na mrozie. Tak zwana blogerska logika. Nadszedł grudzień, dni są krótkie, światło słoneczne znika po zaledwie kilku godzinach od południa, co sprawia, że prawie każdy wieczór spędzam w towarzystwie koca i termoforu. Grudzień zmusza mnie do produktywnego zużytkowania tych kilku pierwszych godzin porannych, bo kiedy słońce zajdzie, a zachodzi bardzo szybko, zostaje mi w głowie tylko myśl o budyniu z proszku. 
We wtorek wskoczyłam do pociągu i odwiedziłam dosyć dawno niewidzianą Warszawę. We wtorek właśnie odbywał się najnowszy pokaz Kupisza. Śmieszny ten świat, nasz polski "fashion world"; mały, ale jaki różnorodny - dziennikarka, blogerka, pogodynka, pan znany z tego, że jest znany, aktor, piosenkarka, kucharz czy pełnoetatowa bywalczyni salonów - na każdego czeka miejsce w "modowej" branży. Ciągle potrzeba nowych twarzy, ciągle potrzeba nowego "mięsa", którym by można wykarmić głodne plotkarskie magazyny i portale. Droga do zostania celebrytą u nas jest szybka i prosta, bo głód jest duży, a ludzie szybko się nudzą. Do ścianki jest więc kolejka, a każdy daje z siebie wszystko, pozuje się w oślepiającym błysku fleszy w akompaniamencie krzyków paparazzi "dawaj mała" i spełnia, jak to niektórzy mówią, "zawodowy obowiązek". Ja z boku sobie stoję i obserwuję.  I na tym kończę,  bo wiem, że gdyby któryś pan krzyknął, żebym mu coś dała, to dałabym mu w prezencie dwa wystawione środkowe palce.





Flashlights and paparazzi aside, I enjoyed the show. It's both beautiful and frustrating how months and months of work and preparation turn into a fifteen-minute walk on a catwalk. As for  the show itself - well, there was a little bit of opera, a few underwear bottoms and I saw some sweatpants as well. I'm leaving the review-writing part to the people that actually know what they're talking about.


Pomijając flesze i wszystkie ścianki tego świata, pokaz zawsze miło zobaczyć. Sama idea takiego przedsięwzięcia jest piękna, ale jednocześnie trochę frustrująca - miesiące pracy, setki ludzi, asystentów, techników, makijażystów, cała ta praca sprowadza się do niecałych piętnastu minut na wybiegu. Co do samej kolekcji Kupisza - gdzieś tam była opera, gdzieś tam przewinęły się majtki, gdzieś mignął jakiś dres.  


 I had a pleasure of staying in the absolutely beautfiul H15 Boutique, a hotel with too many awards to list them all. Number one on TripAdvisor, recommended by Michelin Guide and Forbes is hands down the most beautiful place I've ever stayed in. And since I am a huge sucker for nice views, the joy was real when I saw the balcony in my room.

Na jedną noc miałam przyjemność zatrzymać się w H15 Boutique, w hotelu, który zdaje się mieć monopol na wszystkie możliwe nagrody tego świata. Ciągły numer jeden na TripAdvisorze, polecany przez przewodnik Michelina i Forbsa, jest jednym z piękniejszych miejsc, w których zdarzyło mi się nocować. A widok z pokojowego balkonu....Tajemnicą nie jest, że najbardziej ze wszystkiego lubię widoki, więc rano, chociaż prawie tam zamarzłam, radość była. I to jaka.

Anyways, I'm back home now, trying to clean the kitchen but really just dying on my couch because of the takeaway food I ordered half an hour ago. And it seems I'm staying like this for the next couple of hours. I'll see very soon, take care :)

W każdym razie, jestem już w domu i próbuję sprzątnąć kuchnię. Próbuję, bo na razie leżę jak trup na kanapie po skonsumowanym jedzeniu na wynos, które przybyło pół godziny temu. I wydaje mi się, że na najbliższe kilka godzin w takiej pozycji zostanę. Zobaczymy się niedługo, do zobaczenia :)

Read More

6/3/14

The Weekend Edit | OOTD, photodiary

To połowa drugiego kubka kawy tego poranka, a jeszcze nie udało mi się skonstruować chociaż jednego zdania bez zrobienia pauzy w połowie i skasowania wszystkiego, co napisałam. Tak, to ten typ poranka, który zdarza się raz na jakiś czas i to bez zapowiedzi. Kilka godzin rano, kiedy mózg, chociażby nie wiem jak zachęcany i jakimi środkami pobudzany, po prostu nie chce działać. Od razu więc usprawiedliwiam możliwy brak logiki i brakujące literki w wyrazach. 
Dziś kilka zdjęć z weekendu. Wsiadłam do pociągu, poodwiedzałam znajomych i skoncentrowałam się na dwóch rzeczach : jedzeniu i chodzeniu. Piątkową pogodą byłam wysoko zniesmaczona, ale za to następne dni okazały się idealne; szczególnie do siedzenia wieczorem nad brzegiem Wisły.


I'm on my second cup of coffee this morning and still can't type one proper sentence without pausing in the middle and deleting everything I've written so far. I'm sure you know these kind of mornings when your brain just won't work. It won't work. I'm having one of these so excuse illogical sentences or words lacking in a couple of letters. Here are a few pics I took this weekend. I took a train to Warsaw, met with my friends and focused on two things only : wandering the streets and eating. When I arrived on Friday the weather was absolutely disgusting but fortunately the next two days were just lovely - especially in the evening it was so nice to chill out on the bank of the river. 

(Weronika Załazińska / ph. Ola Kuliczkowska)
| Oysho jumpsuit | second-hand bag| second-hand scarf |  Deichmann boots  |H&M rings |



 Krótki momencik na docenienie tego kombinezonu. Dla osoby dosyć lubiącej wygląd sukienki (ale nie komfortu noszenia z nią związanego) to jeden z najlepszych wynalazków. Bo wygląda to jak sukienka, ale nie zmusza to wyglądania jak osoba z problemami i brakiem koordynacji rąk za każdym razem, kiedy wiatr zdecyduje się zawiać.

 Can we just all take a moment and appreciate this jumpsuit? I honestly that jumpsuit is one of the greatest things ever invented if you like dresses. It looks like a dress but doesn't make you look like a mental person doing weird moves with your hands whenever the wind blows. Absolutely genius.


 

1⏪  Z serii "jedząc powietrze" razem z Mary / Me eating air in da club with Mary 

2⏪ I kolejny raz, kiedy filtry z wielkiego badziewia robią pseudo-artystyczne (też trochę badziewne), ale znośne zdjęcie / I swear a good filter can make a decent photo out of some real crap

 ⏩3⏪ Typowe nocne selfie z Agatą i Olką pod mostem. Styl, klasa i piękno na jednej fotografii. /  Typical night time selfie with Agata and Ola.  

 ⏩4⏪ Brak lewej nogi. / No left leg here.
   

⏩ |second-hand shirt | Mango shorts and bag | Deichmann boots | second-hand scarf| ⏪
i

 Dniem pełnym chwały i zadowolenia okazał się piątek, kiedy to niekończąca się pogoń za rzeczami-widmo...została zakończona. Tylko ja potrafię spędzić tyle tygodni uganiając się za jedną książką i błyszczykiem i nie chcąc zaspokoić się wysyłką przez Internetem. Co to za zabawa, ja szukam stacjonarnie. Koniec końców udało mi się. Wszystko zależy od przyimka zaczęłam w pociągu i chociaż nie powinno się niczego polecać bez skończenia, to ja polecam. I polecam już ją kupić, zanim wszystkie egzemplarze znikną nawet z księgarni internetowych. Błyszczyk NYXa Butter Gloss w kolorze Creme Brulee od razu polubiłam, chociaż za często takich rzeczy nie noszę. Piękny kolor (w google grafice są dostępne bardzo dobre swatche) i piękna nazwa. Geniuszem jest ten, kto postanowił nadawać kosmetykom nazwy związane z jedzeniem.


Oh the glorious day happened on Friday when the never-ending struggle to get these two things was over. I spent so much time looking for a book and a lipgloss that it's just pathetic but you know I'm capable of a lot of things. Anyways, the book I got is a script of a conversation between three Polish language Masters. I'm halfway through and I find it hilarious. The lipgloss though is a NYX Butter Gloss one, in the colour Creme Brulee. I'm not a huge lipgloss wearer but the colour is absolutely beautiful. And by the way, can I just say how much I adore brands that name their products with the names of food?



A mówiąc o jedzeniu...Czym byłby blog bez typowego zdjęcia tego, co wylądowało w moim brzuchu?
Speaking about food...It's time for a typical blogger pics of what lands in my belly.


Miłego tygodnia! Have a nice week!
Read More

6/15/13

IN WARSAW FOR LOUIS VUITTON

(ph. Karolina Kamińska and I / wearing JollyChic dress, Promod shoes)

Before I start my usual rambling, let me just clarify one thing - I was not, I am not and I'll never be a party animal. So everything you're about to read in a few second, was written by a socially awkard person that runs away for every single camera and thinks she's going to die when there are too many people in the same room. Once I stated that, I can keep carrying on. So if you follow me on any sort of social media sites, you probably know that I had a great pleasure to be invited to the opening of the first Louis Vuitton store in Poland. I have to say, I don't really take part in such things much often. I guess the lat time I partecipated in a 'big event' was two or three years ago. I was so dissapointed by people and so lost in that sort of society that I kept on rejecting every single invitation that I would get throughout those few years. This time I said yes though, because a) I appreciated being invitated there, b) I really like Louis Vuitton - I've always liked their campaigns, some bags and pret-a-porter collections (remember white princesses riding on a carrousel? That is so freaking me), c) I knew that I would have a story to tell you and you know how I love telling stories to you, guys.


Zanim zacznę spisywanie moich jak zwykle głębokich przemyśleń, chciałam na wstępie tylko powiedzieć, że lwicą salonową to ja nie byłam, nie jestem i zapewne nigdy nie będę. Miejcie więc na uwadze, że wszystko, co za chwilę przeczytacie, zostało napisane z perspektywy osoby, która ucieka przed każdym aparatem i która myśli, że koniec jej życia właśnie się zbliża, kiedy w jednym pomieszczeniu zbierze się za dużo ludzi. Wszystkie więc bankiety, nie bankiety, otwarcia, premiery i nie wiem co jeszcze, zamiast mnie kusić, raczej mnie odpychają. Ostatni raz kiedy przyjechałam do Warszawy, żeby uczestniczyć w „wielkim wydarzeniu” (przynajmniej tak je określali organizatorzy przedsięwzięcia) był jakieś dwa albo trzy lata temu. Wyszłam stamtąd tak rozczarowana i tak zagubiona, że od tych kilku lat z uporem osła odrzucałam wszystkie zaproszenia, które miałam okazję dostawać. Moment przełomowy nastąpił kilkanaście dni temu, kiedy przyjęłam zaproszenie na otwarcie pierwszego sklepu Louis Vuitton. A przyjęłam je, bo a) było mi naprawdę przemiło je dostać (świetny powód tak na sam początek), b) samą markę bardzo, ale to bardzo lubię - ich kampanie reklamowe są przepiękne, większość toreb (aczkolwiek zdecydowanie nie wszystkie) też, nie wspominając już o kolekcjach pret-a-porter (białe księżniczki jeżdżące na karuzeli? chyba nikt nie ma wątpliwości, że to sceneria mojego wyimaginowanego życia), c) zawsze to kolejna historia do opowiedzenia, a jak zapewne wiecie, opowiadać Wam historie, to ja lubię bardzo.





Together with Karolina, we arrived in Warsaw in the afternoon, so we went to out hotel and started to get ready for the evening. (May I just say I had the most comfortable bed I've ever been in? I loved it to such an extend, that I didn't want to fall aspleep at night, cause I knew that in the morning I would have to leave this little rectangular paradise). The photos from the hotel room were taken in the morning, cause we didn't have much time and the lightening sucked a little, so during the event I had a black bow in the my hair but I forgot to pin it in the morning.

Razem z Karoliną przyjechałyśmy do Warszawy późnym popołudniem, więc szybko pobiegłyśmy do hotelu i zaczęłyśmy iście królewskie przygotowania. Naprawdę tylko tej karuzeli, o której pisałam przed chwilą, tam brakowało, bo czułam się zupełnie jak księżniczka i skakałam na łóżku przez dobre piętnaście minut; łóżku, które było tak miękkie, że prawie polały się na nie łzy rzęsiste, kiedy rano musiałam je opuścić. Zdjęcia w pokoju robiłyśmy następnego dnia i zapomniałam wpiąć we włosy czarną wstążkę, którą miałam poprzedniego wieczoru.



Outside the store we passed a little army of photographers that were making a circle around somebody, whose face I didn't see. Apparently, somebody was giving some faces of his lifetime. I got in and I was welcomed by the loveliest person in this industry I've ever met - Magda. And then I saw something that quite ridiculous and very scary for me - the place where celebrities are asked to stand and smile and one billion photographers are taking pictures of every single milimiter of their body. Don't worry guys, I said no. I said no because I'm not a celebrity. I said no because if I do something, I always need to see the reason why I do it and I couldn't find any reason why I would stand there. I said no, well, because I'm scared of those photographers. And yes, it is possible to say no in such situations, nobody's dragging you out there.
 
 
Zbliżając się na miejsce, minęłyśmy po drodze rój fotografów, którzy okrążyli przed wejściem kogoś, kogo twarzy nie zobaczyłam. Zapewne właśnie tworzył pozy swojego życia. Weszłam do środka i od razu powitała mnie najbardziej sympatyczna osoba w tej branży - Magda. Wtedy też zobaczyłam coś, co gdybym miewała koszmary, zapewne pojawiałoby się w nich w miarę często. Coś, co mnie śmieszy i przeraża równocześnie - złowieszcza ścianka. Spokojnie, nie zgodziłam się na zdjęcie. Powiedziałam nie, bo nie jestem celebrytką, a zdjęciami lubię się dzielić tylko z Wami. Powiedziałam nie, bo jeśli coś robię, to muszę w tym widzieć choć troszkę sensu, a tutaj sensu nie zobaczyłam. No i powiedziałam nie, bo po prostu boję się tych fotografów. Wyglądają, jakby chcieli każdego tam zjeść. I tak jeszcze tylko powiem, że da się powiedzieć nie”, nikt mnie nie owinął łańcuchem i nie zaciągnął przed obiektyw. Przypadkowych” zdjęć ze ścianki więc, według mnie, nie ma. Jeśli ktoś ma tam zdjęcie, to chciał mieć tam zdjęcie. I oceniać tu nie mam zamiaru, czy to dobrze czy źle, bo każdy czuje się dobrze w innych warunkach. Ja akurat w takich czułabym się najgorzej.
 
 
The store itself was AMAZING - it has two floors and is very spacious. Well, it wasn't spacious during the event but I imagine without all this people it would definitely be like this. There were some beautiful baggages, bags and shoes and honestly, I'd be very happy to lock myself there just to sit and look at everything.
Sklep jednak zrobił na mnie bardzo duże wrażenie - dwa piętra i dużo przestrzeni (gdyby odjąć wszystkich ludzi). Pełno pięknych toreb, walizek, butów; mogłabym się tam zamknąć i po prostu to wszystko obserwować. Tak przez kilka dni.


I guess I came back four of five times to see this bag again and again. The lady (she was extremely kind) who was working there, laughed at me because I was probably looking a little bit mental. I don't know what was going on with me, but I just couldn't help staring at this bag. It's lovely. And it's so mine in my imaginated world.
Wracałam z cztery albo pięć razy, żeby zobaczyć tę torbę raz jeszcze. Pani, która tam pracowała (przemiła dziewczyna), śmiała się ze mnie, kiedy powracałam ze spojrzeniem maniaka. Nie wiem, co się ze mną stało, ale torba ta mnie opętała. Jest piękna. I jest moja. W wyimaginowanym świecie.

Thank you Louis Vuitton for an invitation, maybe I'm not a party animal, but I do apprecciate beautiful things. And surely, there plenty of them in this store. See you very soon!

Jeszcze raz bardzo dziękuję za zaproszenie, „party animal” ze mnie żadne, ale doceniam piękne rzeczy. A w tym sklepie było ich mnóstwo. Do zobaczenia i miłego weekendu!
Read More

11/16/12

SHOP WINDOWS


I'm probably of the biggest fans of shop windows in the whole world. I love to watch how they change each season, what kind of light it's used in winter and what kind in summer, how much fake snow must be used to create 'christmas atmosphere' and how the manequines can be set to give you this weird impression that even though they don't have a face and they're made of a few pieces stuck together - they're still having so much fun behind the window. I especially adore window shops in kids stores during christmas time - those kids with white plastic instead of face, dressed up in sequines, tulles, with bowes and necklaces around their plastic necks are just too cute to handle.
But let's just face one thing - most of the time shop windows look all the same and the ideas used to create them are not really revelatory. Shop windows are there to allure us so it's not surprising that the amount of glitter, neons and shiny things often exceeds the limit of decency. When I was doing my regular (once for a few months) walk among window shops I noticed two most popular ways of arranging them. They either:

 Uwielbiam witryny sklepowe. Uwielbiam obserwować, jak zmieniają się z porą roku, jakiego sposobu oświetlenia używa się w zimie, a jakiego latem; ile sztucznego śniegu potrzeba, aby wykreować świąteczną atmosferę i jak należy ustawić manekiny, aby zawsze, ale to zawsze sprawiały to niepokojące wrażenie, że chociaż nie mają twarzy i są stworzone z kilku przyklejonych plastikowych elementów, to za szklaną taflą bawią się wręcz wyśmienicie. Szczególnie lubię witryny sklepów dla dzieci podczas świąt Bożego Narodzenia - nikt nie rozczula tak jak te małe dzieciaczki z białym plastikiem zamiast twarzy, opatulone w tony tiuli i cekinów, z muszkami i naszyjnikami wokół ich plastikowych szyjek, które brodzą w sztucznych zaspach śniegu.
Nie zmienia to jednak faktu, że witryny sklepowe z reguły wyglądają tak samo, a pomysły dotyczące ich aranżacji nie są zbyt odkrywcze. Ilość konfetti, neonów i innych błyszczących rzeczy zdecydowanie przekracza jakiekolwiek granice przyzwoitości, wszystko się tli, miga, połyskuje, a więc wabi (przynajmniej większość). Bo witryna specjalnie skomplikowanych zadań do wykonania nie ma - po prostu ma wabić. Kiedy więc robiłam mój co-kwartalny obchód wszystkich istniejących witryn sklepowych (tak, tak też można), zauważyłam, że tworzy się je z reguły na dwa sposoby. I albo:




1) Show a strong, confident and beautiful manequin-woman, somebody we all wish to be (just add eyes, nose and mouth). She (manequin lady) often stands or sits alone in high heels, she's got big fur around her neck, bigger necklace on top of her dress/shirt and she's not accompanied by any other manequin because she probably needs so much space to let her inner glow shine.
2) Show a group of ladies or a couple (manequines) having so much fun together for example in the forest (I can't stop laughing when I see tree-trunks dumped in the middle of the exposition) coincidentally dressed up in clothes worth more than five bottles of Gucci perfumes. They're just the people you wish you hang up with when you finish your two or more shopping spree.


1) Pokazują piękną, silną, niezależną, pewną siebie i przewspaniałą kobietę-manekin - czyli osobę, którą wszystkie chciałybyśmy się stać (dodając oczy, nos i usta). Stoi albo siedzi w wielkich szpilkach wciśniętych na jej miniaturowe nieukrwione stopy, na szyi ma wielkie futro, na bluzce jeszcze większy naszyjnik i przeważnie tak stoi/siedzi sobie sama, bez żadnego towarzystwa, bo drugi manekin mógłby jeszcze przyćmić jej gwiazdę.
2) Pokazują grupkę dziewczyn albo parę zakochanych (manekinów), którzy mają dobry ubaw, na przykład w lesie (rozrzucone pnie drzew na chybił trafił są zdecydowanie moim faworytem) albo w jakimś innym dziwnym miejscu, a są przy tym całkiem przypadkowo ubrani w rzeczy mające wartość większą niż z pięć butelek perfum Gucci. To po prostu ludzie, z którymi każda pani zakupoholiczka chciałaby trochę pogawędzić po kilkugodzinnych zakupach.

So basically this is how most of the window shops look. Sometimes, with a mere luck, you can notice a artificial dog or disco ball but this is only when people who stand behind it get more creative. But still, I like them, because frankly speaking I kinda have a soft spot for some forms of kitsch. Sometimes though, I wish I could see something different, something that won't necessarily show me a white plastic body. Can a shop window be art? 

Tak więc mniej więcej to wygląda. Czasami, jeśli ma się szczęście, można trafić na sztucznego psa albo kulę dyskotekową. Ja jednak lubię witryny, może dlatego, że mam słabość do różnych form kiczu. Troszkę inaczej mają się sprawy, gdy i marka może sobie pozwolić na wkład większej sumy pieniędzy w aranżację witryny, i gdy kieruje swoje produkty do bardziej wyselekcjonowanej grupy ludzi. Wtedy, powoli, gdzieś zza kotar (oczywiście błyszczących) wyłania się słowo: sztuka. Czy witryna sklepowa może być sztuką?


A few days ago I managed to see a new exhibisiton that claim shop windows can be art. A few brands and designers cooperated with talented artists on creating original shop windows that can be seen in the centre of Warsaw. So you've got huge H&M life exhibition where models (not plastic ones this time) sit on the couches, read books, they play their roles behind the glass.  I also liked shop window in Ania Kuczyńska's shop, which is pretty minimal but still very pretty.

W zeszły weekend udało mi się zobaczyć kilka witryn sklepowych, powstałych w ramach festiwalu "Warszawa w budowie". Ogólnie rzecz biorąc, polega to na tym, że spotyka się artysta z projektantem/firmą i tworzą witrynę sklepową, która ma zadzwiać swoją oryoryginalnością, niezwykłością i pięknością i na dodatek ma udowadniać, że nawet ona sztuką być może. Jest więc dwupiętrowa instalacja w H&Mie, gdzie modele (już nie plastikowi) siedzą sobie, czytają książki, rozmawiają, odgrywają swoje role za szybą, jest i sklep Ani Kuczyńskiej, który szczególnie mi się spodobał.




I didn't make it to see all the shop windows on my list since even with two maps in two different mobiles I'm hopeless when it comes to finding the way (so are my friends) but there are two places in Warsaw you'll find no matter where you are. I can't think of any other two places that would be so cliche but this is why I probably love them so much. The Palace of Culture and Science and Starbucks - Starbucks in Krakow is really lame and I'm generally not the biggest fan of it but there is one ST very near The Palace (I can't remember the street) that I just love, love, love, love. It's not so packed with people and it's got two floors (yay!) so I can't wait to come there in December and watch Warsaw in snow. Have a lovely weekend, xx.

Niestety nie udało mi się zobaczyć wszystkich witryn z mojej listy, bo nawet posiadając dwie mapy, w dwóch różnych komórkach nie jestem w stanie się odnaleźć (nie umieją tego zrobić też moi znajomi), ale są takie miejsca, gdzie trafię zawsze, o każdej porze dnia i nocy. Trudno o bardziej pospolite miejsca w Warszawie niż Pałac Kultury i Starbucks (tak), ale kocham je całym sercem. Nie, nie biegam z pustym kubkiem cały dzień w celu uzyskania doskonale skomponowanej kolorystycznie stylizacji. Za Starbucksem ogólnie nie przepadam, bo też nic specjalnego w nim nie ma, ale jego jedna filia (gdzieś przy Pałacu, oczywiście nie mogę zlokalizować ulicy) jest przecudowna - niezbyt zatłoczona, z dwoma piętrami - słowem, czekam na grudzień!




PS Za wszystkie pytania serdeczne dzięki, "trochę" ich jest, ale postaram wyłowić te najczęstsze/najciekawsze i zmontować wkrótce filmik :)


Read More

10/28/12

WARSAW STORIES


I love getting out of Krakow - even when my destination is not so far away. Last week I went to Warsaw for one day and this meant waking up at 4 AM to catch the train at 5.30. You see, I was really desperate. The whole compartment was empty (because nobody that has something called 'a brain' goes to the capital city on Sunday. At 5 AM.) So I made a little party with my friend (after having  2 cups of coffee injected) because nothing seemed to be better than having running competitions in the middle of the night - 5 o'clock is not morning. Please. Before nine we got to Warsaw. You see, there's always a little bit of tension between people from the capital city and the ones that live in the next most well-known city in the country. So you have Warsaw people and Krakow people. Warsaw people say Krakow sucks. Krakow people say Warsaw sucks. It's like a big never ending story. I like Warsaw. It's pretty. Totally different from Krakow but maybe that's why it's so interesting for me.


Ucieczki z Krakowa są jedną z moich ulubionych form powstrzymywania się od roztrzaskiwania głowy o ścianę z powodu natłoku szkolnych obowiązków, problemów egzystencjalnych i tych mniej egzystencjalnych; ogólnie rzecz biorąc, żeby zachować względną równowagę psychiczną, muszę wyjechać, chociażby na kilka godzin. I tak w zeszłą niedzielę wybrałam się na dzień do Warszawy - to oznaczało pociąg po godzinie piątej i jednocześnie pobudkę o godzinie czwartej (w nocy). Moja pobudka o tej godzinie może wam potwierdzić silną potrzebę tych wyjazdów, bo takie rzeczy popełniają ludzie chyba tylko w akcie desperacji. Cały wagon miałam do podziału z Basią (bo nikt normalny nie wybiera się do  Warszawy w niedzielę o piątej), więc po wypiciu dwóch kaw, z odpowiednią "nastrojóweczką" (takiego słowa użył przesympatyczny pan konduktor, włączając i wyłączając światła) urządziłyśmy małą, prywatną imprezę. A przed dziewiątą byłyśmy już na miejscu. Podobno mieszkańcom Krakowa nie wypada lubić Warszawy. I na odwrót. Powiem Wam, że lubię W. Jest zupełnie różna od Krakowa, ale może dlatego wydaje mi się taka interesująca? I niech mnie niektórzy błotem obrzucają, ale zdania nie zmienię.







I love roofs. I'm totally obsessed about them. When I heard about the roof garden from Agata I was desperate to go there. Honestly speaking I only like New York better than this (seriously). I can't even imagine how wonderful it looks at night or covered with snow.

Moją pierwszą miłością zawsze były i będą dachy. Kiedy więc Agata powiedziała mi o ogrodzie na dachu (!!!!!!) Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego, byłam pewna, że z tego narodzi się kolejna wielka miłość. I wcale się nie myliłam. Nie wyobrażam sobie, jak pięknie musi wyglądać to miejsce pokryte śniegiem albo w nocy.



As I said, I got to Warsaw before 9 AM so I met with Agata from Sparks&Whispers to have a little chat and breakfast too. Since I am a FASHION blogger I just needed to take photos of FOOD, because  this is what we, fashion bloggers, normally do all the time do - we keep you guys updated about what goes to our stomach. Sometimes I feel pretty lame because my phone lacks of Instagram (=no pretty pictures of every single coffee, slice of bread, vegetables that have appeared in my life)

Tak jak pisałam, w Warszawie byłam przed dziewiątą. Z Agatą ze Sparks&Whispers spotkałam się w MiTo. Oczywiście jako MODOWA blogerka, musiałam zrobić pięć milionów zdjęć JEDZENIU, bo prawda taka, że my, blogerki (MODOWE) zajmujemy się właśnie informowaniem Was, co w danym momencie idzie do naszego brzucha. Niestety, Instagramu mój telefon nie posiada, więc fotografowanie każdej kawy, kawałka chleba i każdego warzywa napotkanego w życiu, nie wchodzi u mnie w grę.




Since I can get lost even in my own appartment, I asked A. to give me address of the best spots in Warsaw so that I could find them on my super-great-prepared-at-home-maps. I was sooo prepared. But then I realized I forgot to take them with me. The same stuff happened with my camera - I wanted to be so prepared, so I thought 'why do I have to take one camera when I can two?". So I was a walking-talking camera shop and when I was about to take the most beautiful picture ever with my Canon, the most horrible sign appeared on the screen "No CF card". That's called 'blogger drama'.


Z racji tego, że zgubić potrafię się nawet w swoim trzypokojowym mieszkaniu, poprosiłam A. o podanie mi adresów kilku ładnych miejsc w Warszawie tak, żebym mogła je odnaleźć i zaznaczyć na moich super-świetnych-wcześniej-wydrukowanych-profesjonalnych mapach. Byłam gotowa na wszystko i przygotowana do granic możliwości. Wszystko poszłoby wyśmienicie, gdyby nie fakt, że tych super-ultra map zapomniałam wziąć z domu. Podobnie potoczyła się sprawa z aparatem - pomyślałam, że skoro chcę być taka przygotowana, to zamiast jednego aparatu, wezmę dwa. Chodziłam więc po Warszawie, wyglądając jak sklep elektroniczny, a w momencie, w którym chciałam zrobić zdjęcie Canonem, na wyświetlaczu pokazał się najbardziej złowieszczy napis: "Brak karty"(to tak z serii "Dramaty Blogerki").








So I was left with my little Sony camera. I think it did a pretty good job, especially that most of the time I was shooting pics and recording everything at the same time ;)

Zostałam więc tylko i wyłącznie z moim nowym Sony. Można powiedzieć, że był to mniej więcej dla niego test bojowy. Spisał się świetnie, dodatkowo biorąc pod uwagę to, że przeważnie w tym samym czasie chciałam robić i zdjęcia, i kręcić video.







I also met with Julia who works for SHOWROOM, which is a Polish online platform gathering young designers. Showroom is one of the companies I trurly respect when it comes to making any colaborations since they work very closely with bloggers but still, they treat us just as like they would treat every business partners.

Udało mi się spotkać z Julią, która na co dzień pośredniczy w kontaktach między projektantami a SHOWROOMEM. To tak naprawdę jedna z nielicznych firm, o których mogłabym mówić i mówić w samych superlatywach i wychwalać to, co sobą reprezentują, ale i to, jak współpracują, np. właśnie z blogerkami (czytaj: traktują je poważnie). Co prawda nagrałam całą naszą rozmowę, ale moje zdolności obróbki video nie są jeszcze na tak porażającym poziomie, aby głos był słyszalny.




I'm leaving you with this short video I made with my friends. Have a lovely week!

Zanim Was zostawię z krótkim filmikiem (ustawcie sobie 720 p :)), chcę tylko powiadomić, że w ramach współpracy z Sony, organizuję konkurs, w którym do wygrania jest ten sam model aparatu, który posiadam ja ;) (czyli Sony NEX-F3 z obiektywem 18-55 mm). Co trzeba zrobić? Interesuje mnie odpowiedź na jedno pytanie - jak wg Was wyglądałoby idealne zdjęcie? Chodzi mi nie tylko o to, co miałoby przedstawiać, ale także jaki byłby kadr, kolory, jak wyobrażacie sobie światło. Swoją odpowiedź  (kilka zdań na ten temat) możecie przesłać mailem na adres: weronika.sony@gmail.com do 4 listopada ;)


Read More