2/21/13

GLAMOUR MAGAZINE PHOTOSHOOT

(Glamour Poland, March 2013)
 
You know I'm scared of one billion things on this planet. You know I know absolutely nothing about posing. You know that camera freaks me out (less than it used to but still...). But at the end of the day, I think it's worth trying new things (well, to a certain extend) and sometimes pushing yourself to overcome your fears and fobias somewhere in your weird mind. I'm not going to lie - I actually had to force myself to participate in this Glamour photshoot. Of course, not at the very beginning. I was extremely pleased when I received an email from Glamour team with an invitation. They told me it was going to be a music-inspired photoshoot. Sounds great to me, I thought. It was an easy guess how they would style me. Probably something that jazz-connected. And if it's not, they'll probably hand me a guitar, give me a flowery girly dress, Taylor-Swifted (I like word formation) me and make me pretend I know how to play guitar. Oh, and there will be a fake horse in the background. I seriously thought it was going to end that way and to be honest, I was prepared for it. I mean, I think I would suit that all girly stuff going. Maybe I would just skip that horse. But then I got the phone call and what I heard was:

Dobrze wiecie, że lista moich fobii ciągnie się mniej więcej w nieskończoność. Dobrze wiecie, że moja wiedza na temat pozowania kończy się tak szybko, jak się zaczyna. Dobrze wiecie, że aparat mnie, delikatnie mówiąc, paraliżuje (jest coraz lepiej, chociaż nie popadałabym w zbytni entuzjazm). Wierzę jednak, że warto próbować nowych rzeczy (w pewnych granicach) i wiara ta czasem przekłada się na moje czyny. Chociaż często muszę siebie wprost zmuszać do niektórych rzeczy, potem (z reguły) nie żałuję. W końcu to zawsze jedna dodatkowa historia, którą będę maila Wam do opowiedzenia.
Pewnego radosnego dnia odebrałam maila od ekipy Glamour z zaproszeniem do uczestniczenia w sesji zdjęciowej. Oczywiście, bardzo się ucieszyłam i było mi niezmiernie miło, szybko odpowiedziałam i dostałam kolejnego maila, tym razem z kilkoma szczegółami - sesja miała być inspirowana najzwyczajniej mówiąc, muzyką. Brzmiało to całkiem dobrze i całkiem łatwo wysnułam sobie podejrzenia dotyczące tego, jak mnie tam wystylizują. Stawiałam na coś w klimatach jazzu. A jeśli nie jazz, to przypuszczałam, że wcisną mnie w kwiecisto-dziewczęcą sukienkę, wręczą do ręki gitarę i każą udawać, że jestem wirtuozem gry na tym instrumencie. A gdzieś w tle będzie sztuczny koń i trochę siana. Naprawdę myślałam, że tak się całą ta zabawa skończy i szczerze powiedziawszy, nie byłabym rozczarowana. Myślę, że taka swojska sceneria całkiem by do mnie pasowała. Może oprócz tego konia. Tak więc, kiedy zadowolona, myślałam sobie o tych wszystkich możliwościach, zadzwonił telefon. Mina mi nieco zrzedła, kiedy w słuchawce usłyszałam:
 
"Your theme is gonna be punk."
"Twoim motywem będzie punk."

I always appreciate good sense of humor. After a few minutes, I realized it was not a joke. They were 100 % serious. I hate any drastic changes when it comes to my appearance - I would never dye my hair, I horribly afraid of a fake tan, I would never ever have anything pierced. I'm just freaking out. And yes, I was freaking out when I heard about the theme as well. But then, I came to a conclusion that it's healthy for me, from to time, to do something that I wouldn't necessarily do on a daily basis. You know, I'll always have one more story to tell you. And so I went to Warsaw.
 
Bardzo doceniam poczucie humoru. Jednak po kilku minutach zorientowałam się, że to wcale nie były żarty. Ktoś naprawdę miał wizję połączenia mnie z tym słowem. Wtrącę tylko, że nienawidzę i boję (temat fobii bardzo szybko powrócił) się ingerowania w moją sferę zewnętrzną - nigdy nie przefarbowałabym włosów, sztuczna opalenizna wprost mnie przeraża, nie mówiąc już o jakiś kolczykach w dziwnych częściach ciała. Po prostu trochę świruję. I ześwirowałam, kiedy usłyszałam o moim motywie przewodnim. Jest jednak takie ładne powiedzenie - "Co Cię nie zabije, to Cię wzmocni". Jeśli przeżyję nałożenie na mniej ton ubrań ze skóry, kreski pod okiem wielkości czołgu i ćwieków w najmniej spodziewanych miejscach, to jestem w życiu bezpieczna. I tak oto pojechałam do Warszawy.

The atmosphere there was just amazing and I had the opportunity to have pictures of me taken by Marcin Kempski, who I worked with three years ago on my first photshoot for Viva!Moda magazine. So yes, I was chilled, excited, comfortable there. I had already seen the clothes, I loved them (I like especially the first outfit with leather jacket), I had 'today-I'm-so-crazy-I'm-so-wild' mood. Until we started making some decisions about my hairstyle. 'MOHAWK' - that was the word I heard and that was the word that almost made me gag. And so my freak-out mode was turned on. Hopefully I managed to convince everybody that just a messy hair is also a very good idea. 'So maybe we'll give you some PINK highlights?'. As I heard it I probably looked like Hermione Granger when she saw the troll in the bathroom.

Tak jak pisałam kilka postów temu, atmosfera na planie była bardzo, ale to bardzo sympatyczna, co szczerze mówiąc, mile mnie zaskoczyło. Okazało się też, że zdjęcia robił nam Marcin Kempski - ten sam, który pracował nad moją pierwszą sesją dla Vivy!Mody kilka lat temu. Byłam więc bardzo zadowolona, zrelaksowana, w super humorze. Zdążyłam zobaczyć przygotowane ubrania, coś pozmieniałam, coś zostawiłam, istna idylla. Idylla jednak skończyła się w momencie, w którym zaczęliśmy wszyscy podejmować decyzję w sprawie mojej fryzury. "IROKEZ" - było to słowo, które usłyszałam i o mało się nie zadławiłam. Znowu ześwirowałam. Koniec końców ustaliliśmy, że skołtunione włosy też się nadadzą. "A może w takim razie RÓŻOWE PASEMKA?". Pamiętacie tę scenę w Harrym Potterze, kiedy Hermiona chowa się w łazience, w której grasuje troll? Miałam dokładnie taką samą minę.

Finally, with no mohawk or pink highlights, I was ready to have pics of me taken. So yeah, there I was, jumping, laughing, running, lying on the floor with fifty bags around me. I laughed probably 80% of the time in front of the camera. It's actually the only thing I can do, cause I'm no Anja Rubik :)
I hope you guys like the results, it's so awkard for me to see myself in this outfits, so it must be really awkard for you as well :) But I like it. I really do. It's one and only moment you see Weronika wearing a leather vest and studded boots, right?:) Huge thanks to all Glamour team and three lovely bloggers that also took part in this photo shoot - Tamara, Maff and Jessy !
 
Na szczęście bez irokeza i bez różowych (bądź fioletowych) pasemek, stanęłam przed obiektywem. Skakałam, biegałam, leżałam na podłodze otoczona pięćdziesięcioma torebkami. Moje pozy ograniczyły się w 80%  po prostu do śmiania się. To jedyna rzecz, jaka pozostaje, kiedy nie jest się Anją Rubik. Mam nadzieję, że podobają Wam się zdjęcia. W końcu nie każdego dnia (a raczej żadnego) można mnie zobaczyć w skórzanej kamizelce i ćwiekowanych butach :) Wielkie podziękowania dla całej ekipy Glamour oraz Tamary, Maff i Jessy!

 


Read More

2/2/13

POSTCARDS FROM KRAKOW
 
Since I've done 'Postcards from New York' on my blog, I thought I' d do postcards from my city Kraków as well :) Enjoy! / Były już na tym blogu "Pocztówki z Nowego Jorku", to tym bardziej dzisiaj powinny się tu znaleźć pocztówki z mojego miasta - Krakowa :)
 

Read More

1/25/13

KISS WITH A FIST



(ph. My Mum / wearing Bershka % jacket, Zara % trousers, second-hand sweater, SIX gloves, New Yorker scarf, St.Olivier boots via eButy.pl)


I like many things. I like tea, I like waking up in the morning, I like singing in my kitchen songs from Disney fairytales. And I like testing my things out. Whenever I have a new bag, trousers, jacket, shoes I give them a 'Survival Test'. My Survival Test can be held only once for some time since it's all about going to another city. Krakow is just too secure, I know it too well. I know most of the streets, I know my schedule, I know how to get everywhere, I know which tram I should always take. It's like my home, it's like a big fluffy and soft rug. Wheras any other city....now, that's where real life begins, the land of unknown. Only there I can actually find the real value of a thing. My surival test is quite short - it takes only a day. I test things in the most harsh and horrible way - I have no mercy, cause it's all about survival. My test tells me everything since surviving one day with when I'm travelling, that's a big achievement. Now, take these shoes I'm wearing in today's post.

 

Lubię wiele rzeczy. Lubię herbatę, lubię budzić się wcześnie rano, lubię śpiewać w kuchni piosenki z bajek Disneya. Lubię też testować mój dobytek. Kiedy pojawia się u mnie nowa torba, buty, spodnie, płaszcz, staram się robić im 'Bezwzględny Test na Przeżycie' (nazwa własna). Oczywiście Bezwzględny Test na Przeżycie mogę przeprowadzać tylko raz na jakiś czas, bo wymaga on opuszczenia mojego miasta. Kraków jest zbyt bezpieczny, zbyt przewidywalny, zbyt "mój". Zero zaskoczenia, znam prawie wszystkie ulice, znam mój plan dnia, mam znajome i sprawdzone ścieżki, wiem, do którego tramwaju wsiąść. Kraków jest jak moje mieszkanie, jak wielki, pluszowy, miękki dywanik. Tymczasem inne miasto (nawet miasteczko położone od niego rzut beretem), to już co innego. Tu dopiero zaczyna się prawdziwa szkoła życia, ten nieznany ląd, te niespodzianki z każdej strony. Mój Bezwględny Test na Przeżycie trwa tylko jeden dzień, ale przy testowaniu (i tylko wtedy) nie wiem co to litość i współczucie, bo inaczej cała jego nazwa nie miałaby najmniejszego sensu. Podróżować ze mną łatwo nie jest, więc gratuluję z całego serca każdej rzeczy, która owe podróżowanie przetrwała. Gratuluję też dzisiejszym butom.



Maybe you know, maybe not - yesterday I went to Warsaw to take part in a photoshoot for Glamour magazine with three other lovely girls - Macademian Girl, Maff and Jessy. (I'll be making a whole post about it with backstage photos and a video when the magazine issue is out (probably the end of February) so I'll tell you more about it later. Actually, you can check out my Facebook page, cause I have posted a few picks already)(Now, all I want to say is that it was a wonderful experience. Honestly speaking whenever I went to Warsaw for some 'fashion' events or photoshoots, I would always come back a little bit dissapointed. People from fashion industry always seemed so cold, with their noses stuck up high, too busy to talk to you, too busy to give you a smile. It was like a huge hybrid, I always had the impression they just didn't want to let you in their world. And yep, I could literally name few people who I remember as warm, smiling and just open. And that's why I just can't tell you how thankful I am to all Glamour crew, girls, the makeup artist, the hair stylist and Marcin who took the photos. It was just a pleasure to be there. Finally, feeling just good. But nuff said, I just continue my story about Survival Test). So yes, I took the train and of course, I soon as I got to the capital, I lost my way (how unusual). I'm making some progress though because I actually took the right tram. I got lost as soon as I left it. Snow, freezing cold and nobody who I asked knew the address I was given. So I spent about half an hour in this surrounding. Then it was a little bit of running, a little bit of jumping, walking during the breaks on the photshoot and coming back home. My boots passed the test - I didn't posoizgancsid, I didnt fall and my legs don't hurt. Well done and big congrats.
 

Być może wiecie, być może nie - w środę uczestniczyłam w sesji zdjęciowej dla magazynu Glamour razem z Macademian Girl, Maff I Jessicą (Szykuję cały post ze zdjęciami zza kulis plus filmikiem, umieszczę wszystko już po wyjściu na rynek marcowego numeru, który ukazuje się pod koniec lutego. Kilka zdjęć z "backstage'u" możecie zobaczyć na moim fanpage'u)(Jedyne, co chcę teraz powiedzieć, to że było to naprawdę fantastyczne doświadczenie. Szczerze mówiąc, za każdym razem, kiedy wracałam z Warszawy po jakimś wydarzeniu związanym z modowym światkiem, byłam nieco rozczarowana. Ludzie z tej branży zawsze wydawali mi się i oschli, i zimni, zbyt zajęci, żeby porozmawiać, zbyt zajęci, żeby nawet się uśmiechnąć. Pewnie, na swojej drodze spotkałam niesamowitych i przemiłych osobników, ale muszę tu troszeczkę zgeneralizować, żeby w pełni pokazać Wam, jak strasznie jestem zadowolona z ostatniej środy. Wielkie podziękowania dla całej ekipy Glamour, dziewczyn, Anety, Konrada i Marcina, który robił nam zdjęcia. To była przyjemność być w takim towarzystwie i czuć się po prostu...dobrze :) Ale o tym wszystkim opowiem Wam potem, teraz wracam do Wielkiego Testu.) Po dotarciu do W., wsiadłam do tramwaju i się zgubiłam (a to niespodzianka). Czynię jednak postępy, bo tramwaj wybrałam dobry, gorzej już było ze znalezieniem budynku. Spędziłam więc około pół godziny w towarzystwie śniegu, mrozu i ludzi, którzy, ku mojemu zrozpaczeniu, nie orientowali się w topografii swojego miasta. A potem było trochę biegania, trochę chodzenia w kółko, skakania i na końcu powrót do domu. Buty test zdały - ani się nie poślizgnęłam, ani nie wylądowałam z twarzą śniegu, ani nawet moje nogi nie zdawały się takie obolałe. Cóż mi pozostało innego do zrobienia, niż złożenie butom serdecznych gratulacji i życzenie im powodzenia w przyszłości.






Read More

1/18/13

Questions & Answers Video!
 
 
Right now, I'm working on English subtitles so they should be up soon (well, apparently making subtitles is not as easy as I thought), please please be patient :):) Also, don't forget to change your quality settings to 720p or 1080p - cause otherwise it's just awful. I don't know how to change automatic quality settings, if you guys have any ideas, please let me know :)
 

Uff uff uff nareszcie. Pierwsza sprawa - od razu zmieńcie sobie w okienku YouTube rozdzielczość na 720p lub 1080p, inaczej obraz przypomina wszystko, tylko nie to, co ma przypominać. Nie mam pojęcia jak zmienić automatyczną rozdzielczość na wyższa, jeśli wiecie - dajcie proszę znać. Druga sprawa - jeszcze raz dziękuję za tyle cierpliwości, bo naprawdę przechodziłam z tym videoblogiem samą siebie :)
Read More